Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Tomasz Molga
Tomasz Molga
|

"Głupi stanął na torach". Kto odpowiada za śmierć 18-letniej Angeliki? Na pewno nie PKP

15
Podziel się:

Podczas wypadku w Szaflarach poważny błąd popełnili również maszyniści pociągu – do takich ustaleń Komisji Badania Wypadków Kolejowych dotarła WP. Nie nacisnęli oni guzika hamulca bezpieczeństwa, co wydłużyło drogę hamowania pociągu. Winą za wypadek prokuratura obarczyła jednak tylko 62-letniego egzaminatora na prawo jazdy.

Wypadek w Szaflarach. Nagranie z kamery w pociągu, tuż przed tragicznym zderzeniem.
Wypadek w Szaflarach. Nagranie z kamery w pociągu, tuż przed tragicznym zderzeniem. (Ministerstwo Infrastruktury, Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych)

W kabinie maszynisty słychać głos "ch... głupi stanął na torach". Potem rozlega się wycie pociągu i rozpoczyna się hamowanie. Jest jeszcze 181 metrów do auta. Dwóch maszynistów może jedynie patrzeć, jak pociąg zmierza do zderzenia. Widzą, jak z auta nauki jazdy od strony pasażera wyskakuje mężczyzna. Staje na torach z wyciągniętą ręką w stronę pociągu. "Tak jakby chciał ich zatrzymać".

Gdy skład jest 60 metrów od auta, odskakuje na bok. Kierująca chce jeszcze uruchomić silnik. Przy włączonym pierwszym biegu, na samym rozruszniku jej auto podskakuje jeszcze pół metra do przodu. Za mało. Po uderzeniu pada pytanie maszynisty "czemu ta dziewczyna nie wysiadła, spanikowała chyba".

Wypadek w Szaflarach. Nie było hamulca bezpieczeństwa

W tej sprawie winny ma być jeden i do tego surowo ukarany wieloletnim więzieniem. Chodzi o 62-letniego egzaminatora na prawo jazdy, którego prokuratura oskarża, że nie pomógł kursantce. Swój wyrok media i opinia publiczna wydały już kilka godzin po wypadku. W skrócie: jest tchórzem, który sam uciekł, pozostawiając dziewczynę na śmierć.

Zobacz także: Zobacz też: Kolejne kontrole NIK - w NBP i TVP. Piotr Zgorzelski komentuje: może z Mariana Banasia wyjść prawdziwy lew

Raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych rzuca nowe światło ta historię. Wirtualna Polska jako pierwsza opisuje jego ustalenia. Poza nieostrożnością 18-letniej kierującej oraz jej egzaminatora, Komisja wskazuje pięć innych przyczyn, które w konsekwencji doprowadziły do tragedii.

- Pociągiem kierował kandydat na maszynistę. Na widok auta stojącego na przejeździe nie nacisnął "czerwonego grzybka", czyli hamulca bezpieczeństwa. Użył wolniej działającego hamulca z "zadajnika jazdy i hamowania".

- Hamulca bezpieczeństwa nie nacisnął również opiekun kandydata. To maszynista z 38-letnim stażem pracy, który nie instruował podopiecznego o znakach, sygnałach itd. A powinien.

- Przejazd kolejowy w Szaflarach był źle oznakowaną pułapką dla kierowców.

- Pojazd kolejowy EZT EN99-004 ma wysunięty i nieosłonięty niczym zderzak, tzw. sprzęg samoczynny. Ta część wystaje na 95 cm przed obrys czoła pociągu. W razie zderzenia nie zepchnie przeszkody stojącej na torach. "W przypadku tego typu zderzeń zachodzi poważne zagrożenie utraty życia podróżujących samochodem osobowym" - stwierdzają eksperci.

- Do wypadku przyczynił stres egzaminowanej. Angelika do egzaminu podchodziła już czwarty raz. Z nagrań w aucie egzaminacyjnym wynika, że każde zaliczenie kolejnego manewru kończy się westchnieniem ulgi: "aaaa". Przed wyjazdem z placu manewrowego mówi egzaminatorowi "ale jestem zestresowana", "bardzo mi serce bije". Na co ten odpowiedział: "to znaczy, że pani żyje".

Wypadek w Szaflarach. Niewidzialna ręka poprawia znaki

Według raportu Komisji bezpośrednią przyczyną wypadku było zbagatelizowanie przez kierowcę znaku STOP, nakazującego zatrzymanie się przed przejazdem kolejowym, oraz sygnału z nadjeżdżającego pociągu. Wówczas powinien zareagować egzaminator, zatrzymując auto. W dalszej kolejności zawiedli dwaj maszyniści, którzy nie użyli hamulca bezpieczeństwa.

Prawdopodobnie przez stres Angelika nie zdołała wyjść z samochodu. Pociąg uderzył w auto z prędkością 56 km/h. Niby nie tak dużo, ale zadziałał wspomniany nieosłonięty zderzak pociągu. Wbił się do wnętrza samochodu "uderzając osobę kierującą w głowę i powodując jej śmierć".

Raport wskazuje też na kilka tzw. "przyczyn systemowych". To zarzuty, które padają głównie pod adresem PKP Polskie Linie Kolejowe. To ta spółka prowadzi kampanię "Bezpieczny przejazd" i przebudowuje najbardziej groźne skrzyżowania dróg z torami. Do owianych złą sławą wypadków Szaflar akcja jednak nie dotarła.

Przejazd w Szaflarach był źle oznakowany, widoczność na poziomie kierowcy auta osobowego przesłaniały chaszcze. Komisja odnotowała, że tuż po wypadku, a przed wizją lokalną, "niewidzialna ręka" poprawiła 11 źle ustawionych znaków i wycięła krzaki. Ta wycinka była zalecana jeszcze w 2016 roku, po wcześniejszej kontroli tego przejazdu.

Dla niedoświadczonych kierowców przejazd w Szaflarach mógł być pułapką. Przed torami drogowcy z Nowego Targu zrobili zwężenie drogi do jednego pasa. Dlatego kierowcy bardziej niż na pociągach koncentrowali się na tym, czy mają wolny pas po drugiej stronie torów. Według Komisji w tym miejscu pociągi powinny zwalniać do 60 km/h, a nie jeździć z prędkością 90 km/h. Wówczas maszynista będzie miał czas na zatrzymanie składu w razie dostrzeżenia problemów na przejeździe.

Próbowaliśmy wydobyć komentarz przedstawicieli spółek kolejowych. Bezskutecznie. "My tym nie zarządzamy". "Odsyłam do innej spółki". "To raczej Przewozy Regionalne" - usłyszeliśmy.

Cała wina na jednego

Prokuratura w Nowym Targu jedynym winnym tragedii uznała 62-letniego egzaminatora Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego. W akcie oskarżenia zarzucono mu doprowadzenie do katastrofy w ruchu lądowym, za co grozi 8 lat więzienia. Wiadomo, że ten zarzut już się nie utrzyma, ponieważ sędzia, do którego trafiła sprawa, zauważył w aktach szereg szkolnych błędów.

Podstawowy to zakwalifikowanie wypadku jako "sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym". Według sądu prokuratura powinna wskazać więcej osób, które były zagrożone i doznały obrażeń, niż tragicznie zmarła kursantka. Prokuratura szuka ich teraz przez ogłoszenia prasowe. Tymczasem w raporcie Komisji jest jednoznaczny - "zero rannych".

Nierozstrzygniętą kwestią pozostaje sprawa pomocy kursantce przy wyjściu z auta. Według prokuratury egzaminator nie wydał jej "wystarczająco wyraźnego polecenia" opuszczenia auta. Na nagraniu z wnętrza auta miało jednak paść słowo "uciekamy".

Masz news, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
WP Wiadomości
KOMENTARZE
(15)
Dredd
2 lata temu
Dlaczego nikogo nie zastanawia, jak doszlo do tego, ze samochód zatrzymal sie akurat w tym miejscu. Silnik zgasł bo co palwa mu zabrakło? A nawet gdyby to pojazd w ruchu nie zatrzyma się w miejscu. Podejrzewam, że egzaminator sam nacisnął hamulec i zatrzymal samochód a kursantka w stresie zgasiła silnik chcąc ruszyć. W najgorszym razie egzaminator zahamował dlawiąc silnik i zostawił go na biegu zmniejszając szanse dziewczyny.
MaciejHuber
3 lata temu
Egzaminator mógł jej odpalić ten samochód i na samym sprzęgle przejechać do przodu... masakra
Robi
3 lata temu
PKP też jest winne tej tragedi i powinni być pociągnięci do odszkodowań na rzecz rodziny poszkodowanej
Nacki
3 lata temu
Ale z jakiej racji egzaminator odpowiada??? ja tez bym uciekł niech karzdy za siebie odpowiada miała mnóstwo czasu zeby wysiąść proste
Luk
3 lata temu
Myślę że kiedy sytuacja jest już tak poważna to trzeba po prostu ratować życie a nie patrzeć na auto. Tego powinni uczyć na kursach. Ale czemu się dziwić gdy często uczą ci którzy sami tego nie pojmują.
tak jest
3 lata temu
odnośnie złego oznakowania skrzyżowań, przejazdów i dróg jest Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa i tam można wykazać nieprawidłowości czym odpowiedzialni za ten odcinek powinni się zająć.
Patryk
3 lata temu
PKP juz dawno nie ma panie.
asdasda
3 lata temu
Selekcja naturalna.Słabe ,ograniczone jednostki giną. Egzaminatora i maszynisty szkoda. Będą mieć Panowie traumę do końca życia.
Jarys
3 lata temu
Odnoszę wrażenie , że gdyby instruktor zginął razem z kursantką nie byłoby problemu. Hasło "uciekamy" jest w tej sytuacji wystarczającym sygnałem do opuszczenia pojazdu. Nie bardzo wiem, co w tak krótkim czasie mógłby jeszcze zrobić. Działa tu stara zasada , że ktoś musi odpowiedzieć za śmierć . Kozła ofiarnego robią z instruktora.
mateusz
3 lata temu
Dlaczego egzaminator pozwolił jej tam wjechać? 18 lat - masakra :(
Głos odrębny
3 lata temu
Sorry ale kierowała 18-letnia, dorosła już kobieta. Która najwyraźniej nie powinna nigdy prowadzić, skoro już 4-ty raz podchodziła do egzaminu. Gdyby jej się fuksem udało, to pewnie wcześniej czy później zginęła by na drodze albo gorzej, doprowadziłaby do śmierci innych. Egzaminator jest winny tego że spanikował i nie wyciągnął jej za chabety z samochodu, ale to były sekunda i może człowiek po prostu zgłupiał. Wieszają na nim psy jakby powierzono mu w opiekę 5-latkę a on ją rzucił pod koła pędzącego składu diabolicznie się przy tym śmiejąc. Niestety ale największą winę ponosiła sama sterująca. Podchodziła CZWARTY RAZ mając wciąż 18 lat, czyli wszystko w przeciągu poniżej roku. Czyli była bardzo uparta (albo ktoś inny był bardzo uparty), ale zdolności było jeszcze mniej niż cierpliwości. Chyba że przyznamy wreszcie, że młodzi ludzie nie powinni dostawać prawa jazdy i podniesiemy minimalny wiek na prawo jazdy do 24.
taka prawda
3 lata temu
winny jest jeden glowny, to ta nierozgarnieta kursantka. jej reakcje w czasie egzaminu i potem brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego pokazuja dobitnie, ze tego typu jednostki nigdy nie powinny dostac uprawnien. a dostaja, bo widuje takie warzywa zbyt czesto, duzo jezdzac. potem pan dziadek egzaminator, tez gejzer intelektu, ktory zamiast krzykiem wymusic, zeby wysadla ta nieogarnieta pani, chcial jak mistrz yoda zatrzymac pociag dlonią. i to koniec analizy i wszelkich dywagacji.
zacarowaolot
3 lata temu
ChCiAla pRAWko $ A SAMA NiE poTRAfilA RoZpiAC pASow oTwoRZyC DRZwi ZapyTANiE
zaczarowaolot
3 lata temu
" Wypadek w Szaflarach. Niewidzialna ręka poprawia znaki " DuCH ZApyTANiE
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić