o2 - Serce Internetu
Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
  • QUIZY
Wróć na
Magdalena Drozdek
Magdalena Drozdek
|
aktualizacja

Jak wygląda mobbing w szkole? „Dzisiaj koleżanki z pracy odwracają ode mnie wzrok”

21
Podziel się

- Czułam się jak śmieć wyrzucony do kosza. A wcześniej przecież miałam bardzo dobrą opinię wśród rodziców. I nagle stałam się czarną owcą - opowiada Krystyna Andruszkiewicz. Nauczycielka stała się ofiarą mobbingu w jednej z poznańskich szkół podstawowych. Wszystko dlatego, że została bezpodstawnie zwolniona. Choć sąd przywrócił ją do pracy, i to trzykrotnie, w szkole doczekała się linczu.

Jak wygląda mobbing w szkole? „Dzisiaj koleżanki z pracy odwracają ode mnie wzrok”
(Archiwum prywatne)
bEDkOrdx

- Tak mi się wydaje, że wiele osób pewnie już dawno dałoby sobie spokój i odeszło z pracy - mówię.

- Proszę pani, ja nie miałam innego wyjścia. Był niż demograficzny, sprawa była bardzo głośna w poznańskich mediach, do jakiej szkoły bym nie poszła, nie dostałabym pracy. Dyrektor zrobił ze mnie straszną osobę i nikt takiego potwora nie chciał przyjąć. Musiałam wrócić, żeby wypracować uprawnienia do emerytury. Gdyby nie to, dziś zostałabym z niczym - opowiada Krystyna Andruszkiewicz, wieloletnia nauczycielka języka niemieckiego. Ofiara szkolnej nagonki. Autorka książki „Smak mobbingu” - pierwszej takiej na rynku, która opowiada o tym, jak pracodawcy potrafią niszczyć podwładnych.

Kawałek życia

Sąd trzy razy przywracał ją do pracy w tej samej szkole. - Musiałam walczyć. Nawet jeśli poszłabym do innej placówki, to w wyroku było jasno napisane, że sąd przywraca mnie do pracy w Szkole Podstawowej nr 12 w Poznaniu.

bEDkOrdz

Pojedynek muchy ze słoniem - tak nazywały to lokalne media. Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Krystyna z zawodu jest nauczycielką języków - uczyła już polskiego, niemieckiego i rosyjskiego. Na swoim koncie ma kilka sukcesów. Zaliczyć może do nich finalistów olimpiad językowych, była wyróżniona nagrodą dyrektora szkoły i Wielkopolskiego Kuratora Oświaty za wybitne osiągnięcia w pracy dydaktyczno-wychowawczej. Jest autorką publikacji z zakresu nauczania języków obcych, w tym programu nauczania języka niemieckiego dla szkoły podstawowej, który został zatwierdzony i dopuszczony do użytku szkolnego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu, funkcjonującego dzisiaj pod zmienioną nazwą.

- Jeszcze kilka lat temu to było dla mnie bardzo ważne miejsce. Kochałam to, co robiłam. Kochałam pracę z dziećmi. Pracowałam tam od 1985 do 2002 roku. No, prawie 20 lat. Trochę tam swojego życia zostawiłam. Dopóki nie przyszedł nowy dyrektor, zresztą bez przygotowania pedagogicznego, a po turystyce i rekreacji, wszystko było dobrze - opowiada.

- Co się stało, że została pani wyrzucona z pracy? - pytam.

bEDkOrdF

- Z dyrektorem nie miałam wcześniej żadnych problemów. Któregoś razu poszłam na zwolnienie, miałam operację tarczycy. I była druga nauczycielka, która nie mogła się pogodzić, że ja napisałam program i ministerstwo go zatwierdziło. Była redukcja etatów. Kogoś trzeba było zwolnić. Każdy dyrektor powinien brać pod uwagę trzy kryteria: czy pracownik ma uprawnienia emerytalne, ocenę pracy zawodowej i osiągnięcia. Tamta nauczycielka miała ocenę dobrą, ja wyróżniającą. Ja nie miałam uprawnień emerytalnych, ona miała już dawno. Ja dostałam nagrodę kuratora, tamta nauczycielka nie. Wystarczył miesiąc mojej nieobecności i coś musiało się stać, bo nagle zaczęto krytykować moje metody pracy - wspomina Krystyna.

"Dyrektor szkoły, który do tej pory unikał rozmów ze mną, wezwał mnie do siebie poprzez sekretarkę, która podczas prowadzenia lekcji przekazała mi informację, że po zakończeniu zajęć mam się zgłosić do gabinetu dyrektora. (...) Kiedy po zakończeniu zajęć weszłam do gabinetu dyrektora szkoły, ten przywitał mnie bardzo chłodno i z marsową miną, bez ani jednego słowa położył przede mną kartkę papieru, nakazał zapoznać się z jej treścią i podpisać. Zorientowawszy się, że jest to zwolnienie z pracy - zaniemówiłam, zrobiło mi się słabo, tym bardziej, że nikt mnie nie uprzedzał, nikt ze mną wcześniej nie rozmawiał na ten temat" - pisze w swojej książce Andruszkiewicz.

Nieobecni nie mają racji

- Nie wiem, jak dotarłam do domu po otrzymaniu informacji o zwolnieniu po 27 latach pracy zawodowej. W jednej chwili zawalił mi się świat. W tak podstępny sposób podcięto mi skrzydła i przerwano wdrażanie programu. Utrata pracy powoduje, że człowiek czuje się poniżony i niepotrzebny. W pewnym momencie traci się źródło utrzymania, a w moim przypadku także prawo do emerytury - opowiada.

Krystyna wysłała list do kuratorium. Czuła się pokrzywdzona. Wizytacja z kuratorium odbyła się bez udziału nauczycielki. Była wtedy na zwolnieniu. Nieobecni nie mają racji. Po jej powrocie ze zwolnienia zwołano Nadzwyczajną Radę Pedagogiczną. - Jak się w trakcie obrad okazało, przerodziła się ona w zmasowaną nagonkę i lincz mojej osoby. Pod moim adresem padały obelgi, pomówienia i oszczerstwa. Dyrektor obrażał mnie, nazywając mnie przy wszystkich sabotażystką, oskarżał mnie o to, że godzę w dobre imię szkoły. Moje pismo do kuratorium tłumaczył konfliktowym charakterem, co było nieprawdą - wspomina.

bEDkOrdG

Odbyły się jeszcze inne spotkania, na których do zwolnienia Andruszkiewicz przekonywano nawet rodziców dzieci.

"Kiedy sąd kapturowy już się ukonstytuował, a dzieci miały zapewnioną opiekę, rozpoczęły się jego obrady. Najpierw musiałam dosyć długo czekać pod drzwiami gabinetu, co dodawało dramaturgii całej sprawie. Gdy w końcu zaproszono mnie do środka i zobaczyłam marsowe miny członków „grupy mobbingowej”, nogi się pode mną ugięły i miałam chęć uciekać, gdzie „pieprz rośnie”. W ten sposób próbowano mnie zastraszyć, bowiem zastraszanie jest jedną z form mobbingu. Kiedy się zorientowałam, że ludzie ci bez żadnych wyjaśnień i bez prawa do obrony chcą mi udzielić nagany z konsekwencjami zawieszenia w pełnieniu obowiązków nauczyciela, zażądałam obecności przedstawiciela z kuratorium i wyszłam z gabinetu, gdyż ja byłam jedna, a ich - spora grupa. Jednak nie dałam się zastraszyć. Nie udała się więc próba ukarania mnie, co rozwścieczyło uczestników „wysokiego gremium”, gdyż nie zdobyto mojego podpisu pod naganą." - pisze w swojej książce Andrzuszkiewicz.

Lincz w szkole

Sprawa trafiła do sądu. - Sąd generalnie zawsze stoi po stronie pracodawcy, bo ten przychodzi z adwokatem, a pracownik? Ja byłam z tym sama, miałam na utrzymaniu trzech synów. Nie było mnie stać na to, by zatrudnić pełnomocnika - wspomina dziś Krystyna.

bEDkOrdH

Po złożeniu pozwu zaczął się, jak przyznaje, psychoterror. Dyrektor poniżał ją na radach pedagogicznych, nie przydzielał żadnych zadań, izolując ją w ten sposób od współpracowników.

- Za moimi plecami zaczęto preparować oświadczenia i notatki służbowe, które zawierały nieprawdziwe zarzuty pod moim adresem. Oskarżano mnie w tych pismach o rzeczy, których nigdy nie zrobiłam. Umniejszano moje kwalifikacje i osiągnięcia zawodowe, kwestionowano moją wyróżniającą ocenę pracy zawodowej wystawioną przez poprzednią dyrektorkę szkoły. Oskarżano mnie o szkalowanie dobrego imienia szkoły oraz wyrządzanie krzywdy całej społeczności szkolnej, zarzucano mi represjonowanie dzieci i konfliktowość - mówi.

Dyrektor wysyłał notatki do mediów, pracowników kuratorium i innych nauczycieli.

bEDkOrdI

- Była taka jedna nauczycielka, anglistka, młoda dziewczyna. Przed sądem zeznała, że dyrektor zmusił ją do podpisania dokumentów. Nawet mnie nie znała. Na radzie pedagogicznej usłyszała, że grono nauczycieli stanowi całość i musi to zrobić, bo to przecież nic takiego. Bała się, że wyrzuci ją ze szkoły. Młoda dziewczyna, a już złamano jej kręgosłup - opowiada.

Po jednej z kolejnych rad pedagogicznych, na której zbierano podpisy przeciwko Krystynie, napisała swoją własną notkę z podziękowaniami do kolegów. Zaczynała się tak: „Dziękuję wszystkim tym, którzy uczestniczą w mobbingu i biorą czynny udział w nagonce na moją osobę”.

Sąd nie brał pod uwagę notatek dyrektora. Po przesłuchaniu obydwu stron Krystynę przywrócono do pracy. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że dyrektor zwolnił ją niezgodnie z prawem, bo nie zachował prawidłowego trybu postępowania przy rozwiązaniu umowy o pracę. Podkreślił też, że pracodawca naruszył zasadę równości pracowników, pozostawiając na stanowisku nauczycielkę z uprawnieniami emerytalnymi, a zwalniając tę pozbawioną tych praw.

Ukryte działania

Szkolna wojna trwała nie kilka miesięcy, a dwa lata. Od wyroku sądu były kolejne apelacje. - Dyrektor nie opłacał procesów z własnej kieszeni, tylko z pieniędzy szkoły. Pewnie gdyby musiał sam płacić za odwołania, to zastanowiłby się, czy warto męczyć tak pracownika - przyznaje Krystyna.

Nikt wprost jej nie obrażał. To przecież kwalifikowałoby się od razu do pozwu. Mobbing nigdy nie jest bezpośredni. Plotki, oszczerstwa, zmowa. - Urządziłam salę do języka niemieckiego, wróciłam do szkoły, a po klasie zostały tylko puste ściany. Uczyłam w gabinecie do biologii. Innym razem w szkole miała być wizytacja. Pracownicy kuratorium mieli być na wszystkich lekcjach, a ponieważ wtedy tylko ja uczyłam niemieckiego, to ja miałam prowadzić lekcję pokazową. Wie pani, ile to jest nerwów, przygotowań itd. Dyrektor wiedział, że wypadnę bardzo dobrze, ale chyba nie mógł pogodzić się z tym, że pani wizytator zauważy, że nie ma sali do niemieckiego. Więc na liście pracowników, którzy przeprowadzą lekcje pokazowe ostatecznie moje nazwisko się nie pojawiło. Dowiedziałam się o tym w ostatniej chwili. To było takie perfidne z jego strony. Wiedział, że włożyłam w to tyle pracy. Potem przyszedł do mnie i powiedział: że nie wie, czemu wizytatorka nie przyjechała. Tak się zdenerwowałam, że wylądowałam w szpitalu z nadciśnieniem - wspomina.

Przez miesiące obie strony gromadziły dowody.

- Wspierał mnie mąż i synowie, ale bardzo często miałam chwile zwątpienia. Czułam się jak śmieć wyrzucony do kosza. A wcześniej przecież miałam bardzo dobrą opinię wśród rodziców, programy zatwierdzone przez ministerstwo. I naraz stałam się czarną owcą. To było straszne. Wielu jest takich ludzi w Polsce. To wciąż aktualny problem - mówi Andruszkiewicz.

"Szkolna wojna i ta medialna, i ta rzeczywista trwała kilka lat i nikt nie potrafił zatrzymać tej kuli śnieżnej pełnej nienawiści, pomówień, oskarżeń i bierności wobec zła. Buta i arogancja dyrektora szkoły, a także brak dobrej woli doprowadziły do wielu strat finansowych, moralnych i zdrowotnych. Największe straty dotyczyły mojej osoby, bo w ciągu kilku miesięcy naruszono moje dobre imię, nie świadcząc pracy poniosłam straty finansowe". - pisze w książce.

Polskie królestwo mobbingu

Nie ma jednoznacznych danych, które pokazywałyby, jak wyglądają statystyki dotyczące mobbingu w Polsce. W 2014 roku CBOS przeprowadzał badanie „Szykany w miejscu pracy”. 17 proc. badanych stwierdziło, że w ostatnich pięciu lat byli szykanowani przez przełożonego. 5 proc. twierdziło, że działo się to często. Co czwarty zatrudniony deklarował, że w jego miejscu pracy zdarzały się przypadki szykanowania przez przełożonych.

Z kolei w 2015 roku według ustaleń firmy Sedlak&Sedlak 15 proc. Polaków przyznało się do pracy w środowisku noszącym znamiona mobbingu.

Jak przyznaje Andruszkiewicz, historii takich jak jej może być całe mnóstwo. Nikt nie chce jednak stracić pracy. A jeśli już się decydują odejść, to niewiele chce dochodzić swoich praw w sądzie. Najczęściej są to mieszkańcy dużych miast.

Na przykładzie Sądu Okręgowego w Poznaniu: w 2014 roku na sądową wokandę trafiły 22 sprawy, w tym 16 z poprzedniego roku o zadośćuczynienie w związku z mobbingiem oraz 4 o odszkodowanie, z czego 2 z 2013 roku. Do końca czerwca 2015 roku do sądów wpłynął jeden pozew o odszkodowanie za mobbing i 18 o zadośćuczynienie, w tym 15 z samego tylko Poznania.

- Spotkałem się w pracy z osobami, które przeszły załamanie nerwowe, miewały myśli samobójcze i próbowały targnąć się na swoje życie - mówi Łukasz Chwalisz ze stowarzyszenia antymobbingowego. Jako powód wskazywały na traumę, jaką przeszły w pracy, trwającą od wielu lat, kiedy zawalało się ich całe życie przez działania mobbera. Kiedy praca, która była dotychczas pasją, szczęściem, spełnieniem marzeń o zawodowej karierze, stała się koszmarem, życiową porażką.

- Powiedziałam głośno, jak należy walczyć. Kiedyś na korytarzu sądowym dowiedziałam się, że tam się nie chodzi po sprawiedliwość, tylko po wyrok. Na własnej skórze się o tym przekonałam - przyznaje Krystyna. - Jestem na emeryturze, poszłam do pracy do Makro. Leczyłam się u psychiatry, chodziłam do psychologa na zajęcia. Mnie podeptano, zniszczono, straciłam wiarę w człowieka. Poszłam jeszcze do pracy, żeby mieć kontakt z ludźmi. Ja w pewnym momencie całkowicie się odizolowałam, bo myślałam, że wszyscy są tacy jak pracownicy mojej starej szkoły.

Starszy syn, o tym, jak rzeczywiście wyglądało życie jego mamy, dowiedział się dopiero teraz. Koleżanki ze szkoły, w której pracowała, na ulicy odwracają wzrok za każdym razem, gdy je mija.

- Wypracowałam tę emeryturę. Moje przejście na emeryturę wyglądało jak zwykłe wyjście ze szkoły. Nikt nic nie powiedział. Po 30 latach pracy nikt nie podziękował, nie było żadnej pamiątki - dodaje.

Już niedługo ukaże się jej książka „Smak mobbingu”, w której krok po kroku opisuje to, co działo się na szkolnych korytarzach i zamkniętych radach pedagogicznych. Rozlicza się ze swoją przeszłością co do grosza. W tekście powyżej publikujemy jej fragmenty.

- Wie pani, książka była dla mnie terapią. Wydawnictwo podsyłało czasem coś do poprawy, więc musiałam przez to przechodzić znowu i znowu. Teraz mam dużo zajęć. Uczę się angielskiego, bo synowa po polsku nie mówi. Prowadzę aktywny tryb życia. Wie pani, podobno posiadanie zwierząt pomaga leczyć traumy. Tak też zrobiłam. Wszystko już z siebie wyrzuciłam i idę do przodu. Od roku jestem ławnikiem w sądzie pracy.

Jak przyznaje, ma nadzieję, że jej historia doda odwagi tym, którzy boją się wystąpić przeciwko pracodawcy. Bo polski system edukacji ma dziś o wiele poważniejsze problemy niż tylko likwidacja gimnazjów. - Ci ludzie, którzy mi to zrobili, wychowują dziś dalej młode pokolenie - mówi Krystyna.

W opinii prezes Towarzystwa Antymobbingowego Marioli Żarnoch autorka zdecydowała się na opisanie swych przeżyć i podzielenie się nimi, by ostrzec innych i walczyć z mobbingiem. Polecam przeczytanie tej książki. Każda z osób pracujących może coś dla siebie pożytecznego w niej znaleźć.

Zobacz także: Zobacz też: Jak rozmawiać z partnerem o finansach?
bEDkOrea
KOMENTARZE
(21)
rwerwer
4 lata temu
mam w rodzinie nauczycielke, okropna osoba, nie wiem dlaczego spora cześć (nie wszyscy) nauczycieli to osoby jakby skrajnie problematyczne, histeryczne, zbyt wymagające, takie z wielkim mniemaniem o sobie, pogardzające innymi.
moj nick
4 lata temu
Wywalil bym na zbity pysk cale to zafajdane Kuratorium, ze nie potrafilo tego przerwac i rozstac sie z "Panem Dyrektorem" ktory te historie rozpetal. A tak prywatnie to dalbym mu w pysk
fireman_67
4 lata temu
Brawo dla tej Pani.Należy skonczyc z tymi chorymi praktykami w niektórych szkołach.Ich dyrektorzy często czują sie jak właściciele folwarków.Są obstawieni obłudnikami co wchodzą w zad a reszta uczciwie pracująca nie zasługuje na nic.To typowe w wielu szkołach gdzie są zasiedziałe układy .
bEDkOreb
Tadek
4 lata temu
W jednej ze szkól co strajkowała dzisiaj jest taka polonistka, co do mojego do dziecka nigdy nie zwraca się po imieniu tylko chamka mówi "ty": To ma być polonistka, co trudne zadania to daje dzieciom do domu, bo sama się nie potrafi przygotować na lekcje polskiego. Taka to barany winna paść,a nie uczyć w szkole. Dziecko to bardzo przeżywa, ale jak tu zgłosić dyrektorowi, jak to stara gwardia układowa i dziecko by wykończyli szykanami.To dopiero mobbing wobec dziecka.
mal
4 lata temu
Wiem co to mobbing, doświadczam go niemal codzie w szkole, w której pracuję. Za nic dyrekcja ma uczciwego, ciężko pracującego człowieka. Ważne są znajomości i klika, która się trzyma razem.
Ktoś
4 lata temu
3 lata temu rozwiązali moją placówkę, która była filią . Mogłam zostać w szkole jednak mój dyrektor z którym pracowałam 20 lat prosto w oczy mi powiedział, że jeżeli pójdę z tym do sądu zostanę z tym sama. kazał mi na własną prośbę podpisać przeniesienie. Bolało jednak czas goi rany. Nie chciałam przeżywać tego co bohaterka artykułu. Samo życie.
Jack
4 lata temu
Po prostu Polska. Ludzie jak ktoś słusznie powiedział to kupa wrednego, głupiego, chamskiego, egoistycznego i leniwego bydła.
vis
4 lata temu
ZA gdzie był minister z rządów PO - PSL, do którego MUSIAŁ TEN MEDIALNO- KURATORYJNO -SZKOLNY zgiełk dotrzeć?? ??
vis
4 lata temu
To były lata WŁADZY SLD i PSL , a także - w szkołach władzy ZNP -nauczycielskiego szkrzydła -kiedys PZPR, a wtedy i teraz SLD !! Wiem , to STRASZNE ŚRODOWISKO !!
ffff
4 lata temu
A dzieci to nie są ofiarami mobingu wrażliwsze,słabsze czy biedniejsze,o tym się też powinno mówić.
Problemy pańs...
4 lata temu
P.Krystyna jest egoistką jak każdy pracownik budżetowy. Nie podała żadnego rozwiązania tego problemu, bo on jest jeden: całkowicie prywatne szkolnictwo, bez narzuconego przez rząd programu nauczania. Szkoły powinny podlegać prawom wolnego rynku, a nie tak jak dziś być narzędziem w rękach rządu. Sytuacja P.Krystyny wystarczająco wykazała całe zło i zakłamanie instytucji państwowych, gdzie nie liczy się jakość, a znajomości oraz poprawność polityczna. A nam konsumentom i rodzicom przecież zależy na jakości. Państwowe szkoły są strasznie drogie i gdyby zwrócić ludziom pieniądze, które dziś płacą w podatkach za szkołę to mielibyśmy i super szkoły i konkurujących ze sobą nauczycieli, czyli wysoka jakość kształcenia, a tak? Będzie jak zwykle. Skorumpowani ludzie uczą nasze dzieci zasad moralnych, zakłamanej historii i totalnie nieprzydanej i najczęściej nieaktualnej wiedzy. I tylko nie mówcie, że nie mam racji (:
foka
4 lata temu
a to inaczej już nie można pracować. trzeba do końca życia faszystowskiego uczyć. nie można innej pracy podjąć - w sklepie , czy sprzątać, lub pomoc w jakiejś fabryce?
nn
4 lata temu
to nie morze być prawda w Poznaniu władza należy do PO oni takich świństw nie robią to gniazdo pięknych i uczciwych peowców ,nowoczesnych i zielonych PSL-owców nie nie to na pewno nie w Poznaniu.
bEDkOrdT
Bb
4 lata temu
Przeszłam przez to samo. Broniłam się sama chociaż miałam prawo do adwokata o czym sędzina mnie nie poinformowała. Przeciwko sobie miałam prawnika opłaconego przez zakład pracy i sędzinę, znajomą owego prawnika. Po kilku latach wygrałam sprawę sprawę dzięki uporowi mimo łamania procedur sądowych przez sędzinę.Miałam satysfakcję że pokonałam prawników chociaż oni bardzo się starali mnie zdołować.Satysfakcja była tak duża że pokonała stres. Warto było !!!!
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić