REKLAMA
Odsłoń newsy
Odsłoń newsy
Copyright Wirtualna Polska Media S.A. - ReklamaRegulaminPrywatność
Odświeżone 2 godziny temu
Twoje konto
Pogoda
Radio
Quizy
0
graczy online
Graj teraz!
REKLAMA
Marcin Borciuch04.07.19 (21:16)

Katarzyna Grochola była śmiertelnie chora. Lekarze dawali jej tylko trzy miesiące

Katarzyna Grochola wyznała, że lata temu była śmiertelnie chora i lekarze nie dawali jej większych szans. Dzisiaj jest szczęśliwą pisarką, która niedawno wzięła ślub.
JACEK DOMINSKI/REPORTER / East News

Katarzyna Grochola była śmiertelnie chora

Katarzyna Grochola w wywiadzie dla gazeta.pl opowiedziała m.in. o swojej śmiertelnej chorobie przed lat. Lekarze zdiagnozowali u niej nowotwór i nie dawali wielu miesięcy życia. - Wiem, że życie jest krótkie. I tak mam podarowany 32. rok życia. W czerwcu, właśnie trzydzieści dwa lata temu, lekarze dawali mi najwyżej trzy miesiące. Zdiagnozowali nowotwór. Powiedzieli, żebym się przygotowała. Przemyślała, co z opieką nad dzieckiemdzieckiem, spisała testament - mówiła. - Wiadomo, jak mnie zapraszają do telewizji, to jestem pomalowana. Ale raz się spóźniłam, wpadłam do studia w ostatniej chwili i nie zdążyli mnie pomalować. Chyba ze czterdzieści SMS-ów dostałam z pytaniami, czy mam przerzuty. Bo bez makijażu wyglądałam strasznie - dodała.

REKLAMA

Pisarka przyznała też, że trudno ją zranić opinią. - Nie jestem zależna od cudzych opinii. Zranić mnie mogą tylko bliscy. Choć oczywiście pilnuję, żeby być przyzwoitym człowiekiem, żeby się dobrze czuć sama ze sobą - powiedziała.

Katarzyna Grochola jest szczęśliwą mężatką

Niedawno Grochola niedawno wzięła ślub. Jest zakochana i szczęśliwa, ale nie miała presji, by wyjść za mąż. - Jak to powiedziała Meg Ryan w filmie "Kiedy Harry poznał Sally", łatwiej zginąć z rąk terrorystów, niż wyjść za mąż po czterdziestce. Ale ja nie miałam na to parcia. Przypuszczałam, że będę miała takie życie, jakie mam, czyli niezłe, ale bez ukochanego męża. W ogóle dobrze jest nie czuć przymusu. Do zrobienia czegokolwiek. Na przykład osiągnięcia sukcesu, dokonania czegoś. Jak kiedyś młody człowiek przyszedł do Fischera, tego przedwojennego filozofa, i powiedział, że chce zrobić coś wielkiego, to ten mu zaproponował, żeby umył słonia - mówiła.

Stwierdziła też, że jej partner nie jest dodatkową motywacją i inspiracją do pisania. - Nie jest obiektem mojego pisania. I nie będzie. To przecież nie jest tak, że miłość opisujemy wtedy, kiedy ona nam towarzyszy. Emily Dickinson nie wychodziła z pokoju, przyjmowała ludzi przez drzwi, a pisała takie piękne wiersze.

0
0
0
0
0
0
PODZIEL SIĘ
TWEETNIJ
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Komentarze
REKLAMA
REKLAMA
Zamknij