Dominika Czerniszewska
|
aktualizacja

Mężczyzna na porodówce. "Chciałem patrzeć na ręce lekarza"

20 reakcji
0
0
20
Podziel się

W latach 50. XX wieku dr Dick Read jako pierwszy zaczął mówić o wspólnych porodach. Wówczas mężczyźni i kobiety uważali to za niedorzeczne. Dzisiaj mężczyzna, który mówi, że za miesiąc idzie z żoną na porodówkę, nikogo nie dziwi.

Szpital w Warszawie
Szpital w Warszawie (East News)

Wbrew powszechnej opinii często to kobieta nie chce rodzić w towarzystwie swojego partnera. Obawia się, że stanie się dla niego aseksualna. On natomiast boi się, że nie stanie na wysokości zadania. Decyzję o wspólnym porodzie podjęli Michał z żoną Pauliną, Marcin i Ania, Joanna i Piotr oraz Magda z mężem Bartkiem. Nie żałują. Wręcz przeciwnie. W jednym przypadku uratowało to życie.

Michał: "Złapałem położną za rękę i siłą przytrzymałem"

– Nasze pierwsze dziecko chcieliśmy rodzić w domu, więc zamówiliśmy położną. Tylko ten poród za długo się przeciągał – wody odeszły, były skurcze, ale nasza córka po prostu nie chciała wyjść. Położna zadecydowała, że jedziemy do najbliższego szpitala – mówi Michał. W szpitalnej recepcji usłyszał: "Pan tutaj zostaje, aby uzupełnić dokumenty, a żona w tym czasie urodzi". Odpowiedział, że nie ma takiej opcji i chce być przy porodzie. Zostawił biurokrację i pobiegł do rodzącej Pauliny.

– Moja żona leżała już na stole. Tam był cały tabun ludzi. W pewnym momencie położna z tego szpitala zaczęła pięścią wyciskać to dziecko z brzucha. Czytałem, że takie sytuacje się zdarzają, ale to w ogóle nie działa, wręcz może zaszkodzić. Dlatego złapałem tę położną za rękę i siłą ją zatrzymałem. Ona się oburzyła, ale przestała to robić – tłumaczy.

Lekarze przyszli, zrobili swoje i cały tabun się rozszedł. – Byłem jedyną osobą, która cały czas była na miejscu. Mogłem zareagować, przynieść wody, zrobić zakupy – wspomina Michał.

W przypadku drugiego porodu Michał i Paulina wybrali tzw. dom narodzin, w którym zapewnia się rodzącej salę, położną, wannę, a nawet akcesoria do masażu. Tym razem było już wszystko zorganizowane. Michał nie musiał patrzeć lekarzom na ręce.

Michał przyznał, że dla niego było to naturalne, że będzie przy porodzie. Nie rozumie mężczyzn, którzy nie decydują się na taki krok. – Popłakałem się wręcz przy narodzinach, zarówno pierwszego, jak i drugiego dziecka. Ten moment jest nie do opisania – serce wali, krew buzuje, robi się gorąco – wspomina z rozrzewnieniem.

Joanna: "Ratunkiem był mąż"

O tym, że mąż Joanny będzie przy porodzie, wiedzieli od zawsze. To osoba, której najbardziej ufa. Oprócz tego, że 32-latka nie chciała być sama, to z tyłu głowy miała myśl, że kobieta w trakcie porodu jest najbardziej bezbronna, dlatego potrzebuje osoby, która będzie jej "głosem".

Piotr, mąż Asi, z wykształcenia jest fizjoterapeutą, więc ma wiedzę medyczną. Nigdy nie przerażał go widok krwi czy nawet ludzkich zwłok. Joanna miała pewność, że jakby coś się działo, wezwie pomoc. To był główny powód, dla którego chciała, żeby był przy porodzie. Wsparcie miało być tylko dodatkiem. Wtedy nie przypuszczała jeszcze, że tak się to wszystko potoczy…

Asia specjalnie nie czytała historii z polskich porodówek, ale wolała się zabezpieczyć. Wybrała jeden z warszawskich szpitali, w którym podkreśla się aspekt rodzinny i pozwala przyszłym ojcom być na porodówce. Okazało się, że obecność męża Asi była niezbędna. – Był to bardzo długi poród. Od momentu odejścia wód płodowych trwał 36 godzin. Przez ponad dobę szyjka macicy mi się nie skracała – opowiada 32-latka.

W takim stanie leżała 28 godzin. Po 20 godzinach zaczęła prosić o znieczulenie. Z powodu bólu zaczęła już tracić siły. Położne uznały, że nie podadzą znieczulenia, bo może to zatrzymać akcję porodową. – Fizycznie nie miałam już siły na ten poród. W tym czasie nie jadłam, praktycznie nie piłam, a personel nie zainteresował się tym. Mój mąż wtedy wkroczył do akcji – dodaje.

Piotr zaczął dopytywać o kwestie medyczne, a w odpowiedzi dostawał: "To wymysł współczesnych czasów i kobiet. Wszystkie teraz chcą rodzić z partnerami i żądają tyle praw dla siebie. Kiedyś kobieta przychodziła, rodziła i tyle". – Zaczął regularnie prosić lekarza o znieczulenie, o to, żeby ktoś kontrolował fakt, że nie jem, nie pije, nie robię siku. Stażystki rzucały nieprzyjemne uwagi w moją stronę. Piotr stanął w mojej obronie – wyjaśnia.

Udało się. Wyprosił znieczulenie. Asia musiała dostać dwie dawki, bo była już tak roztrzęsiona. Dygotały jej mięśnie od tego wielogodzinnego wysiłku. Po tym wszystkim zastanawiała się, co by się stało, gdyby jej męża nie było na miejscu. Anestezjolodzy również nie rozumieli decyzji położnych. Uważali, że kobieta powinna mieć cesarskie cięcie.

Dziś Asia apeluje do wszystkich kobiet, aby miały bliską osobę podczas porodu, bo może ona wpłynąć na zdrowie, a nawet życie. Tak jak w jej przypadku ratunkiem był Piotr.

Magda: "Wzięła męża, żeby patrzył na ręce lekarzom"

– Nie byliśmy przekonani do pomysłu, aby mój mąż był przy porodzie. Bartek bał się, że nie sprosta zadaniu, że to obrzydliwe, że to w ogóle babska sprawa. Ja też gdzieś miałam takie przekonanie – opowiada Magda.

Trzydziestoparoletnia kobieta tłumaczy jednak, że nie chciała być sama w tym dniu. Zwłaszcza po tym, jak przeczytała różne porodowe historie. Czasami były to dramatyczne sytuacje, jak ta, że lekarz nie chciał się zgodzić na cesarskie cięcie, a były ku temu wskazania albo przyszła matka nie była już w stanie rodzić. Na początku Magda pomyślała, aby towarzyszyła jej kobieta. Nie miała jednak pomysłu, kogo o to poprosić. – Moja mama ma skłonność do panikowania, więc wprowadzałaby nerwowość. Siostry nie mam, a przyjaciółki mieszkają w Krakowie. Stanęło na mężu – dodaje.

W szkole rodzenia jak mantrę powtarzano, że dobrze by było, żeby partner był przy porodzie. Głównie, aby zapewnić komfort psychiczny. Magda mówi wprost, że wzięła męża, żeby patrzył na ręce lekarzom oraz położnej. Chciała mieć pewność, że jak zacznie się coś dziać, będzie przy niej ktoś, kto zainterweniuje. – Jak będzie coś nie halo, po prostu krzyknie, tupnie, zrobi aferę, weźmie kogoś za fraki – stwierdza.

Na szczęście nic złego się nie wydarzyło, jednak mąż Magdy faktycznie stanął na wysokości zadania, gdy pojechali na izbę przyjęć. – Mieliśmy umówioną położną, taką za dodatkowe pieniądze. Pomyliła mnie z inną kobietą i poszła z nią rodzić. Więc nagle zostaliśmy bez położnej, a miałam już takie skurcze, że nie byłam w stanie jej gonić. Także w jej roli wystąpił mój mąż – kwituje z uśmiechem Magda.

Marcin: "Odciągałem uwagę żony"

Myśl, że Marcin będzie przy porodzie, przyszła samoczynnie. I dobrze, że był na miejscu. Jego żona rodziła 20 godzin. Skończyło się na cesarskim cięciu. – Widziałem przerażenie w jej oczach. Zwłaszcza że nigdy wcześniej nie była w szpitalu. To ją kosztowało tyle zdrowia i stresu, że nawet przez moment nie przyszło mi do głowy, że może nie powinienem tu być – wyjaśnia.

Był to szpital, w którym porodówka jest łączona. Rodzące są rozdzielone wyłącznie ściankami, wszystkie drzwi są pootwierane. Hałas i harmider. W tym samym czasie, co żona Marcina, rodziło pięć kobiet.

– To było straszne. Jechała rodząca kobieta i to dziecko jej prawie wyskoczyło po drodze na łóżku, strasznie się darła – opowiada mężczyzna. – Na tym nie koniec. Obok za ścianką kobieta urodziła dziecko, po czym lekarze musieli wyjąć łożysko. Następnie wyłożyli je na metalową tackę i poturlali po stole. Widziałem jak to łożysko 'jechało'. Dlatego tym bardziej cieszę się, że tam byłem i odciągnąłem uwagę żony od tych zdarzeń – dodaje.

Marcin, nauczony doświadczeniem, przyznał, że następnym razem zapłaciłby położnej i wziął prywatną salę. Wnioski wyciągnął, a wcześniej po prostu nie miał tej świadomości. Nie zdecydowałby się na ten szpital po raz drugi.

– Opieka była całkiem niezła, ale popełniają dużo błędów. W przypadku mojej żony, zamiast dziecko dać do piersi, od razu podali butlę, przez co moja żona przez trzy miesiące musiała odciągać pokarm. To praca przez 24 godziny na dobę – odciągasz, karmisz, odciągasz, karmisz i tak w kółko. Strasznie to odchorowała. Mówiła, że jest złą matką, bo nie jest w stanie nakarmić swojego dziecka. Skończyło się depresją poporodową i wizytą u psychologa – wspomina Marcin.

Apel

Mówi się, że poród obdziera kobietę z seksualności. Mężczyźni, którzy wahają się, czy towarzyszyć żonie, powinni pamiętać, że nikt nie każe zaglądać w krocze podczas akcji porodowej. Dla kobiet liczy się wsparcie, które czasami okazuje się ratunkiem.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

20
0
0
KOMENTARZE
(20)
ds
4 miesiące temu
prawidłowo, bo błąd przy porodzie może skutkować problemami przez całe życie
???
4 miesiące temu
Proszę przeczytać początek- poród w domu... A jak zaczęły się kłopoty do do szpitala. Całe szczęście że zdążyli.. a czas mijał. Mogły być kłopoty i to na własną prośbę tych rodziców. Potem komentarz, że położna zrobiła coś źle.. A zapytam "ile pan w swoim życiu odebrał porodów i widział jak to się dzieje? Łatwo jest oceniać postępowanie innych nie mając podstawowej wiedzy w tym zakresie tylko wyczytanej z internetu, gdzie być może inny "znawca" się wypowiada.
Kita
4 miesiące temu
Czytając artykuł, przypomniał mi się czas kiedy na świat przychodził mój syn, poród zagrożony obumarciem płodu. Dziękuje, że udało się lekarzom ze szpitala Bródnowskiego w Warszawie uratować mnie i moje dziecko. 12/6/2018r
Anna S
3 miesiące temu
Położne ograniczające poród zwyczjnie popełniły celowe przestępstwo narażenia na utrtę życia rodzącej i dziecka. Za to powinien szpital zapłacic odszkodowanie!
Gg
3 miesiące temu
Miałem podobną sytuację 3 położne jedną opryskliwa do tego grubo po terminie szczególnie w pamięci została mi jedną położna babka zero empatii dopiero jak zapytałem czy moja żona musi umrzeć dopiero coś zrobili wkoncu mamy 21wiek a medycyna zamiast się rozwijać to się cofa w tym temacie
Najnowsze komentarze (20)
Panowie wasze...
2 miesiące temu
B.dobrze. tych niedojd trzeba pilnować.ponieważ sa zlosliwi dla kobiet w pologu i celowo potrafia uszkodzic plod.a wtedy ...
Ja dostałam
3 miesiące temu
znieczulenie zewnątrzoponowe i niestety akcja porodowa stanęła w miejscu 😕 Mimo pełnego rozwarcia nie było żadnego postępu i po 26 godzinach musieli mimzeovi cesarke wiec z tym znieczuleniem cis jest na rzeczy. Szkoda ze nikt wcześniej mnie nie poinformował ze moze byc teki skutek znieczulenia . Nikt jie wspominał o tym ani w szkole rodzenia ani zanim podali znieczulenie
Szczepan
3 miesiące temu
Jeszcze jeden fachowiec amator.....Ciekawe co by mówił gdyby właśnie jego nadgorliwe działanie zaszkodziło w tym porodzie.../ ?Mam swoje zdanie na ten temat. Od takich spraw są fachowcy a nie jakiś amator udający jajko mądrzejsze od kury....
Gg
3 miesiące temu
Miałem podobną sytuację 3 położne jedną opryskliwa do tego grubo po terminie szczególnie w pamięci została mi jedną położna babka zero empatii dopiero jak zapytałem czy moja żona musi umrzeć dopiero coś zrobili wkoncu mamy 21wiek a medycyna zamiast się rozwijać to się cofa w tym temacie
Anna S
3 miesiące temu
Położne ograniczające poród zwyczjnie popełniły celowe przestępstwo narażenia na utrtę życia rodzącej i dziecka. Za to powinien szpital zapłacic odszkodowanie!
Robert
4 miesiące temu
świętej rodziny ? co to za patologiczna nazwa ? Od bozi widzę, ze niektórym się beret do końca zlasował
Gości
4 miesiące temu
A niektorzy nie przyjadą faceci do rodzącej wystraszonej ze coś się dziecku dzieje (juz papiery na cesarke wypelnione)ale grubo po 23 i nie chce się im jej robić to kaza naturalnie a facet Ci powie ze nie przyjedzie teraz bo jest późno i w ogóle. .... zallll
pola
4 miesiące temu
Światowe wypowiedzi Mistrzów z 30% wynikiem zdanej Matury.
Andzia
4 miesiące temu
Są plusy i minusy - za i przeciw - każdy robi jak uważa. Przez całe wieki kobity rodziły bez mężów przy sobie i było dobrze - kobiety były mocniejsze psychicznie niż obecnie. Teraz z każdym 'AŁA" lecą do lekarza i płaczą z byle powodu - oczywiście nie mam tu na mysli wszystkich naszych PAŃ - tylko te co to bez swojego faceta to och i ach - nic nie zrobią..........
Kulfon
4 miesiące temu
Bądź jak Michał-odbierz poród.
Pola
4 miesiące temu
Co za bzdury!
Matka
4 miesiące temu
Duzo zalezy od faceta. Bo moj moze i by tupnal czy pokrzyczal ale mnie tez by pewnie denerwowal. Mialam 3 cesarki. W przygotowaniach do ostatniej byl przy mnie maz i doprowadzal mnie do szalu bo mu sie nudzilo ichcial zeby juz bylo po wszystkim. Stekal, marudzil i denerwowal mnie. W trakcie porodu stal pod drzwiami. Ja po porodzie nie moglam wziac naszego synka na rece bo znieczulenie dzialalo i mialam slabe rece( cos za wysoko poszlo). On za to przytulil ucalowal i zawiozl nasz skarb za mna na polozniczy oddzial. I tam przypilnowal zeby dzieckiem nalezycie sie zajeto. Ale gdybym miala rodzic naturalnie to wzielabym go zeby chociaz podal mi ta szklanke wody.
aaa
4 miesiące temu
Dwa razy byłem, widziałem, bez szału. Facet jest potrzebny tam jak piąte koło u wozu, poza sytuacjami, gdy na salę chcą wejść hydraulicy i naprawiać kaloryfery jak w Monty Pythonie. Zbliżoną sytuację miałem, więc mi się tak skojarzyło. Warto fotografować co jakiś czas dokumentację medyczną, żeby nie kombinowali. Choć jestem biologiem to merytorycznie bym się nie wymądrzał, szczególnie głupotami wyczytanymi z Internetu. Porody jak to w Poznaniu były na Polnej, która choć może nie miała najlepszych opinii w porównaniu do innych placówek, to jednak lekarze tam widzieli prawie wszystko. Jakoś tak wolę fachowców niemiłych w obyciu, niż pełnych chęci i dobrej woli entuzjastów, którym się wydaje, że się znają.
LOOOOOL OK
4 miesiące temu
nie na tym polega słowo aseksualna. panie dziennikarzu przeczytaj definicje
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić