Twoje konto
Pogoda
Radio
Quizy
0
graczy online
Graj teraz!
REKLAMA
Filip Skowronek25.05.18 (15:11)

Ukradł dżem. Od 34 lat nie wyszedł na wolność

Ryszard jest w szpitalu psychiatrycznym od 1983 roku, bo ukradł słoiki z dżemem z piwnicy. Umieścił go tam sąd, który co pół roku decyduje o przedłużeniu pobytu.
Wikimedia Commons CC BY

- Ostatni raz na spacerze byłem kilkanaście lat temu - wspomina w rozmowie z reporterami "Uwagi" TVN Ryszard. - Leżę, palę, jem i śpiewam - relacjonuje swój, trwający ponad trzy dekady, pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Został tam umieszczony w 1983 roku, po kradzieży słoików z dżemem. Milicjanci przyłapali go w Lublinie na jeździe autobusem na gapę. W torbie znaleźli słoik.

REKLAMA

19-letni wówczas mężczyzna przyznał się, że zdarzało mu się okradać piwnice. I chodzi po mieście bez celu. W wyniku podejrzenia schizofrenii skierowano go na badania psychiatryczne. Wylądował w szpitalu. I już tam został. - Za występek, który jest zagrożony karą dwóch lat pozbawienia wolności, ktoś w szpitalu psychiatrycznym jest dwadzieścia parę lat. Takiego absurdu nie może być. - komentuje adwokat PIotr Wojtaszak.

Tak długi pobyt w "psychiatryku" to efekt detencji, czyli przymusowego leczenia. O jej zastosowaniu decyduje sąd, który może ją przedłużać co pół roku. Kluczowa jest w tym przypadku opinia lekarzy, którzy oceniają szanse na recydywę w przypadku danego pacjenta. Jeśli stwierdzą, że ten może znów popełnić przestępstwo, sędzia przedłuża detencję. W ten sposób w murach szpitala można spędzić resztę życia.

0
0
0
0
0
0
PODZIEL SIĘ
TWEETNIJ
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Komentarze
REKLAMA
REKLAMA
Zamknij