Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Izabela Trzaska
|
aktualizacja

Wakacyjny koszmar prawie każdego rodzica. Znalazłam sposób, jak się przed nim uchronić

15
Podziel się:

Są wszędzie: na miejskich deptakach, przy barach i smażalniach ryb, w każdej wakacyjnej miejscowości, w której spędzamy - miesiącami wyczekiwany - urlop wraz z dziećmi. Automat z kulkami - urządzenie, do którego nienawiścią pała prawie każdy rodzic. I jeszcze to zdanie, które brzęczy w głowach, jak natrętna mucha: - Mamo! Daj na kulkę!

Wakacyjny koszmar prawie każdego rodzica. Znalazłam sposób, jak się przed nim uchronić
(East News, MARIANNA OSKO)

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy Córka Starsza zobaczyła automat z kulkami. W środku każdej z nich znajdowała się mini zabawka. Pamiętam ten błysk w jej oczach. Stała jak zaczarowana. Nikt ani nic nie było jej w stanie wytrącić z tego transu. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam zdanie, które - niestety - pada również dziś: - Maaaaamooo, daj na kulkę!!

Tak wyglądał nasz "pierwszy raz" trzy lata temu na wakacjach nad polskim morzem. Do tamtego momentu udało nam się ustrzec Młodą przed automatami z kulkami. I nie tylko przed nimi. Są jeszcze mini karuzele czy różnej maści pojazdy, które buczą i poruszają się po wrzuceniu "jedynych" 2 zł.

Pamiętam ten rozbiegany wzrok Córki Starszej, który prześlizgiwał się od automatu do automatu. Niestety, 99 proc. przedmiotów, które dzieci znajdują po otwarciu plastikowej większej lub mniejszej kulki, to chińska tandeta, która potem wala się po całym mieszkaniu albo - po krótkiej zabawie - trafia do kosza.

Dzieci są jak sroki. Dają się złapać na wszystko, co się świeci. A my za to płacimy z własnej kieszeni. Ale jak wakacje to nie tylko automaty. To także salony z grami, dmuchańce i rzędy stoisk z zabawkami czy pamiątkami, głównie "made in China". Dzieci biegają od jednego do drugiego i co chwilę powtarzają, jak mantrę zdanie: Mamo, tato daj na ...!

Zobacz także: Płaca minimalna w górę. Nowa stawka od 2018 roku

Po tamtym wyjeździe usiadłam i podsumowałam, ile kosztowały nas przyjemności Córki Starszej. W ciągu 12 dni wydaliśmy 240 zł, czyli średnio dziennie jakieś +/- 20 zł. Nie wliczyłam w to przyjemności typu lody czy gofry z bita śmietaną. Ktoś powie, że wakacje to można zaszaleć. A ja odpowiadam, że owszem, ale jak szaleć, to lepiej robić to z głową. Wtedy przypomniałam sobie opowieść koleżanki-matki, już wprawionej w bojach, o słoiku. I postanowiłam zastosować taką samą metodę.

Na trzy - cztery miesiące przed wakacjami zaczęliśmy do słoika wrzucać wszystkie 2 zł i 5 zł, jakie trafiły do naszych portfeli. Tuż przed wyjazdem wysypałam z Córkami uzbierane monety i przeliczyłam zebraną sumę. Następnie podzieliłam ją na pół, a potem jeszcze każdą połówkę rozdzieliłam na 12 mniejszych "kupek". Wyszło nam, że dziewczynki na każdy dzień wyjazdu mają po 15 zł.

Usiadłyśmy i zaczęło się wyjaśnianie 3-latce i niespełna 5-latce zasady wydawania pieniędzy. Ustaliłyśmy, ile mają na każdy dzień i na co mogą je wydać. Najgorzej było z tłumaczeniem, że muszą tak manewrować ustaloną kwotą, aby - z jednej strony - zaspokoić swoje zachcianki, a z drugiej - tak nią gospodarować, aby starczyło na wszystko: kulki, dmuchaną zjeżdżalnię czy jazdę na karuzeli.

A potem był wyjazd i operacja na żywym organizmie. Pierwsze dni to była totalna katastrofa. Szczególnie w przypadku Córki Młodszej, która jeszcze miała duże kłopoty z liczeniem - to raz, a dwa - to były jej pierwsza prawdziwa styczność z automatami i dmuchańcami. Rok wcześniej jeszcze była za mała na takie "przyjemności".

Wieczorem, trzeciego dnia usiadłyśmy i jeszcze raz przeanalizowałyśmy dzień i sposób wydawania pieniędzy. Przeliczałyśmy je na rzeczy, które chcą za nie kupić. I Młode załapały. Następnego dnia było już dużo lepiej. Co prawda Młodszej trzeba było jeszcze pomagać, ale w połowie wyjazdu już załapała i tak, jak Starsza, rozkładała sobie kasę, że starczało i na kulkę, i na dmuchańca, i jeszcze zostało na jeden przejazd karuzela.

Nie ukrywam, byłam dumna z Dziewczynek. Rok później znowu zastosowaliśmy tę metodę. Tym razem dziewczynki miały trochę więcej pieniędzy, bo dziadkowie dorzucili po 100 zł. Postanowiłam więc, że wprowadzimy jeszcze jedną zasadę i dorzucimy kolejny - drugi "słoik". Tym razem pierwszy tydzień wyjazdu spędzaliśmy w Wielu na Kaszubach, a drugi w małej miejscowości nad Bałtykiem. Ustaliłam z Młodymi, ile mają kasy na każdy tydzień z rozkładem na poszczególne dni. Obiecałam też, że jeśli w każdym tygodniu zaoszczędzą sobie jakąś sumę, to ja dołożę drugie tyle i będą mogły sobie kupić coś większego.

Dziewczynki przynętę chwyciły i codziennie przeliczały oszczędności, sprawdzały, ile wydały i odkładały to, co zaoszczędziły. Tak gospodarowały pieniędzmi, że w pierwszym tygodniu każdej zostało po 25 zł, a w drugim po 35 i 37 zł. Mama, zgodnie z obietnicą, dołożyła kasę. I tak wzbogaciliśmy się o pluszowego słonia i pandę, a potem większy zestaw Lego - Córka Młodsza - oraz torebkę, siatkę na motyle i małą syrenkę - Córka Starsza.

Od małego uczymy obie córki, że nie ma nic za darmo. A pieniądze nie spadają z nieba lub nie biorą się z bankomatu, tylko rodzice ciężko na nie pracują. Ustrzegliśmy się też przed często słyszanym w sklepach dziecięcym rozkazem: - Mamo, kup mi!

Nie tylko na wakacjach uczymy córki oszczędzania i szacunku do pieniądza. O samego początku wprowadziliśmy też jasne zasady, które do dziś obowiązują na zakupach. I twardo się ich trzymamy. Dzięki temu ustrzegliśmy się przed dantejskimi scenami, jakie często można obserwować przy stoiskach ze słodyczami czy kasach sklepowych. Nie ma krzyków, ryku, tarzani się po ziemi, aby wymusić zabawkę czy słodycze.

Za chwilę wyjeżdżamy na kolejne wakacje. Jak będzie w tym roku? Zobaczymy. Córki już o jakiegoś czasu przeliczają swoje pieniądze. Ostatnio Starsza zapytała: - Mamo, a w tym roku też możemy oszczędzać na wakacjach? – Oczywiście Córeczko – odpowiedziałam. – To dobrze – usłyszałam. – Bo marzy mi się duży zestaw Lego, wiesz ten z elfami.

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
WP Finanse
KOMENTARZE
(15)
dex
5 lata temu
z moją córką to już był rytuał aż nie wyrosła, czyli kulki, plecione warkoczyki i obowiazkowy tatuaz z henny, nie wspomne na skakaniu na trampolinach to wszystko bylo obowiazkowe
Adi
5 lata temu
Dno
czlowieszSzer...
5 lata temu
ja wole kielbase dziecku kipic niz zabawke
tata
5 lata temu
Fadacz1 ma rację... jakieś bezstresowe psychologiczno edukacyjne tęczowe wymyślanie... Mówi się "nie", bo to głupota i koniec... albo: "albo kulka albo karuzela" i konsekwencja wyboru...i tyle... inna rzecz, że na wakacje wybieram odludne miejsc,a gdzie z hotelu jest kilka km do najbliższej miejscowości.. problem z głowy...
#HGW#
5 lata temu
o wiele zdrowsze dla dziecka byłoby wytłumaczyć mu iż szkoda jakichkolwiek pieniędzy na chińską tandetę
Natasza
5 lata temu
Brawa dla autorki. Jej postępowanie przypomina mi test cukierkowy (ja przeprowadziłam go na moim 3-letnim synku zostawiając go samego z cukierkiem i mówiąc, że może go natychmiat zjeść, ale jeśli poczeka do mojego powrotu to dostanie jeszcze jeden cukierek). To kluczowa umiejętność odkładanie obecnej przyjemności, aby w przyszłości zebrać kumulację. Poczytajcie o tym eksperymencie, po latach takie dzieci znacznie lepiej sobie radzą. Dzieci, które dostają wszystko, nie szanują ani pieniędzy ani rodziców. Dzieci, za które rodzice decydują, mnie będą samodzielne.
Zauroczony cz...
5 lata temu
Cholerni egoiści,szkoda im parę złotych żeby dziecko na wczasach też było szczęśliwe. Dzieciaka właśnie mogą cieszyć takie tandety ale po co jak można dziecko szybko uśpić i samemu wydać 500+ na wódę - na to nigdy nie szkoda kasy. Jak bym miał takich starych to po skończeniu 18 lat jedyne co byście po mnie widzieli to kartka na święta. Chociaż i tak by pewnie została zadeptana w alkoholowym amoku.
ech
5 lata temu
Moja corka ma 7 lat. Od 2 dostaje kieszonkowe. Na poczatku miala problem i kupowala za to od razu bibelot, z ktorego cieszyla sie piersza godzine a pozniej zapominala o nim a do konca miesiaca musiala dlugo czekac.Po jakims czasie i wspolnych rozmowach zrozumiala, ze lepiej poczekac 2 miesiace (lub dluzej) i kupic cos naprawde fajnego. Na wakacje wczesniej dostawala osobna kwote i musialo jej to wystarczyc na jej male zachcianki. W tym roku (3 miesiac)odklada tez z kieszonkowego, zeby miec wiecej, wiedzac ze mama z tata i tak jej cos dorzuca. Ja juz dlugo nie slyszalam "mamo kup mi..." ale wie tez ze jak jak zbraknie jakas mala kwota do ukochanej rzeczy to mama lub tata jej pomoga. Kwestia wyuczenia dziecka oszczedzania. Jakis czas temu odkladala na wymarzona zabawke, zeby przyspieszyc jej kupno " pracowala" troche z tata, za co dostala tez pieniadze, nie bylo jej latwo ale dumna , szczesliwa i zmeczona wrocila do domu o 15eu bogatsza ;)
bru
5 lata temu
Najpierw proponuję wrócić do szkoły i popracować nad ortografią, zanim innym zacznie dawać się dobre rady - od kiedy słowa "córka", "młoda", "starsza" w środku zdania piszemy wielką literą?
Seba
5 lata temu
Ja tam zafsze daje moim śiedmio letnim curkom po 500 zł na tydzień pobytu nad możem bąć w gurach bo mnie na to stać! nie bede im rzałował niech wiedzą że mogom se zaszaleć. Nara
gregorrek
5 lata temu
No większej bzdury to nawet kurski z kaczyńskim nie są w stanie wymyślić. Ktoś się silił i wczuwał w rolę mądrej mamusi i roztropnych córeczek ale baaardzo słaaaabo to wyszło. Aż boli jak się to czyta. żenulka
Mama
5 lata temu
Dzieci 3 i 5 lat uczą się oszczędzania, to może w wieku 10 lat od razu pójdą same zarabiać :) nie przypominam sobie żeby wydawać na tego typu drobiazgu aż 240zł, w tym wypadku to chyba trochę rodzice mają problem...
Fadacz1
5 lata temu
Proponuję nauczyć dziecka co to znaczy nie i juz
Hans
5 lata temu
Co za bzdury. Czytałem to ale przy kolejnym wersie aż mi się wierzyć nie chciało że dalej czytam te głupoty. A mam dzieci. I żadnego słoika nie potrzebowałem:)
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić