Wróć na
oprac. Adam Przegaliński
|
aktualizacja

Wiceminister MON jechał pod prąd. Poseł PiS: to kłamstwo

0
Podziel się

Limuzyna wiceministra MON jechała na konferencję na sygnałach i pod prąd. - Może te sygnały nie były potrzebne, ale nie miałem czasu - tłumaczył dziennikarzom Bartłomiej Grabski.

Wiceminister MON Bartłomiej Grabski
Wiceminister MON Bartłomiej Grabski (PAP, Jakub Kamiński)
bCPAcqmZ

Poniedziałek, ok. godz. 11. Do Radomia wjeżdża limuzyna resortu obrony narodowej. Auto mknie na sygnałach świetlnych i dźwiękowych. W pewnym momencie wjeżdża też pod prąd. Na nieszczęście dla Bartłomieja Grabskiego, podsekretarza stanu oraz Piotra Szczepańskiego, dyrektora departamentu prawnego, eskapadę obserwują dziennikarze.

- Ruszyłam spod świateł na skrzyżowaniu ulic Kelles-Krauza, Malczewskiego i Wernera, gdy usłyszałam syrenę. W lusterku zobaczyłam ciemne auto z kogutem na dachu. Kierowcy zaczęli zjeżdżać, aby umożliwić przejazd, ale na Malczewskiego, przy skrzyżowaniu z ulicą Stańczyka, kierowca samochodu zjechał na przeciwległy pas i tak jechał aż do ronda przy kościele świętej Trójcy, zaskakując zupełnie kierowców zjeżdżających z ronda – relacjonuje jedna z miejscowych reporterek.

Suski: nic się nie stało

Dokąd tak spieszyli się urzędnicy MON? Chodziło o konferencję prasową związaną z organizacją Air Show 2017. Kiedy zaczęły się pytania dziennikarzy o jazdę na sygnałach oraz z włączonymi syrenami, radomski poseł PiS Marek Suski wypalił, że „nic się nie stało”.

bCPAcqnb

Zobacz też: Suski znowu błyszczy. Tą wpadką przebił słynną "carycę Katarzynę"

– Starałem się jak najszybciej do państwa dojechać i rzeczywiście być może te sygnały nie były potrzebne – powiedział wiceminister Grabski. Dodał, że „nie miał czasu” i „musiał w godzinę dotrzeć z Warszawy”.

O komentarz "Fakt24" poprosił wydział prasowy MON: - Nie ukrywam, że musimy skonsultować sprawę z kierownictwem – usłyszeli dziennikarze. Nieco bardziej rozmowny był Wojciech Skurkiewicz, parlamentarzysta PiS.- Minister Grabski powiedział w poniedziałek „przepraszam” i koniec. Nie widzę problemu. Nie wydaje mi się, żeby mógł jechać pod prąd. Jeżeli ktoś tak mówi, po prostu łże – w rozmowie z Fakt24 komentuje poseł.

Wiceminister dał się poznać warszawiakom z zamiłowania do pirackiej jazdy. Jego „osiągnięcia” to m.in. kogut na dachu, przebijanie się w korku i jazda pod prąd ulicą przy warszawskim zoo. Limuzyna podsekretarza regularnie pojawia się na stołecznej Pradze, kiedy polityk pędzi do ministerstwa z Łomianek.

bCPAcqnh

Źródło: Fakt24.pl

bCPAcqnC
KOMENTARZE
(0)
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić