Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Przemysław Bociąga
Przemysław Bociąga
|
aktualizacja

Zostawił dziecko przy drodze i pojechał. Stoi za tym uczucie, które znamy wszyscy

29
Podziel się

Ojciec wywiózł dziecko do lasu i zostawił. Bezradna matka straszyła syna, że jak się nie uspokoi, odwiezie go na komisariat. Potem, by nie wyjść na gołosłowną, zawiozła kilkulatka na komisariat. To kretyńskie i karygodne, ale zastanówmy się nad wszystkimi sytuacjami, kiedy coś podobnego robimy swoim dzieciom. A najlepiej przestańmy to robić.

Dla czterolatka historia mogła się skończyć tragicznie
Dla czterolatka historia mogła się skończyć tragicznie (Facebook.com)
bETumwlN

Mężczyzna spod Wrocławia za karę wywiózł czterolatka kilkanaście kilometrów od domu, zatrzasnął za nim drzwi samochodu i pojechał. Dziecko znalazł przypadkowy kierowca. Mało brakowało, a znalazłby je, ale pod kołami. Wstrząsająca historia w poniedziałek ujrzała światło dzienne.

Trudno wprost opisać, jak wściekły byłem, kiedy przeczytałem o tym pierwszego dnia szkoły. Nie potrafiłem znaleźć słów, by opisać, jakim trzeba być pozbawionym zarówno rozumu, jak i uczuć, człowiekiem. Miałem ochotę wziąć coś ciężkiego, ten najcięższy kij do golfa, do dalekich uderzeń, i stłuc coś, a najlepiej kogoś.

Frustracje nasze codzienne

Ale to może dlatego, że jedna z moich córek właśnie darła się, że mnie nienawidzi, a druga ryczała skręcając się na podłodze, bo kupiłem jej nie tego loda co należało. Wybrała go oczywiście sama, rozpakowała i natychmiast w płacz, bo ona jednak chciała inny. Płacz trwał przez całą drogę do domu, później przerodził się w festiwal ryku, w kompulsywne ściąganie z siebie ciuchów, szlochy, wicie po podłodze i stanowcze zakazy prób przytulenia.

bETumwlP

Nie trzeba wspominać, że o czymś tak odjechanym jak racjonalne argumenty, nie mogło być mowy. Zresztą, co w tym racjonalnego? Że jedne lody to coś, co trwa kwadrans, czyli cztery razy krócej niż nasza awantura? Że jutro można kupić właściwe? Jutro to cała wieczność, licząc od teraz.

W takich chwilach można zwątpić w całą swoją cierpliwość i opanowanie. Wszystkie problemy z pracą albo rachunkiem bankowym, ratą kredytu we franku i zepsutym gaźnikiem schodzą na dalszy plan, jedyne, co przychodzi na myśl, to wątpliwości: co zrobić? Co pomyślą ludzie, którzy słyszą przez okna awanturę? Kiedy wreszcie zgłoszą na policję podejrzenie przemocy domowej? Jak jutro będą na ciebie patrzeć sąsiedzi, ty katujący własną progeniturę zwyrodnialcu? Czy na pewno robisz wszystko, żeby ta mała, niewinna istota, uwięziona w pułapce targających nią emocji, znalazła ukojenie? Zwłaszcza że każdy fałszywy ruch może położyć się cieniem na przyszłości dziecka, dorastającego w tak koszmarnych domowych warunkach z nieumiejącymi pohamować odruchów rodzicami. Ale jednocześnie: kiedy to się do cholery skończy? Jak można być takim małym, nic nie rozumiejącym zwierzątkiem? Niech ona wreszcie się uspokoi i przestanie robić mi na złość!

Jesteś rodzicem i nigdy nie miałeś tych problemów?

bETumwlV

A jednak? Tak myślałem.

Oczywiście, mieliśmy je wszyscy. I wszyscy popełnialiśmy błędy, choć – na szczęście – nie wszyscy tak brzemienne w skutkach, jak ojciec spod Wrocławia, który teraz ma na karku policyjne dochodzenie i możliwość utraty praw rodzicielskich. Ale wszyscy to znamy.

Kilka dni temu na Mazurach minąłem matkę strofującą dziesięciolatka: "Zachowujesz się najgorzej ze wszystkich dzieci. Wszyscy ludzie na nas teraz patrzą". ("Jasne, wszyscy" – uśmiechnąłem się do niej porozumiewawczo, przechodząc. "I wszyscy oceniają").

bETumwlW

Nie raz słyszałem, jak matki czy babcie straszą mną dzieci. Tak, mną osobiście. Przechodzę koło ławki w parku, na której ryczy siedzący koło babci malec. "Jak będziesz niegrzeczny, to pan cię zabierze ze sobą". Zazwyczaj uśmiecham się do dzieci i raczej nie chcę być kojarzony z kimś, kto kitra dzieci do wora i porywa za karę, ale tylko raz zwróciłem takiej kobiecie uwagę. "Mną proszę dzieci nie straszyć".

Podczas dyskusji wokół sprawy ze znajomymi usłyszałem więcej takich historii. Koleżanka dobrze pamięta z dzieciństwa, jak jej matka powiedziała: "nie mogę już z tobą wytrzymać", ubrała się i wyszła z domu. Wróciła po chwili, kiedy histeria włączyła się naprawdę na maks i nigdy więcej nie powtórzyła podobnego eksperymentu. Inna znajoma straszyła dziecko swoim przełożonym: "jak będziesz niegrzeczny, to przyjdzie i cię zabierze" – najlepszy dowód, że krzycząc na swoje dzieci, tak naprawdę przenosimy na nie swoje własne lęki. Na przykład przed szefem.

Wygrywa jednak historia koleżanki, która... zabrała dziecko sama na policję. – Dobrze opanowałam zasadę, że nie ma nic gorszego niż groźba, która się nie spełni. Raz dość głupio zagroziłam dziecku, że jego zachowanie sprowadzi do nas policję i będę musiała zawczasu sama zadzwonić i zgłosić jego zachowanie. A on mi na to: "to zadzwoń". Ubraliśmy się i pojechaliśmy na komendę. Za popołudnie ryku i awantury przeprosił dopiero na schodach posterunku – opowiada.

Co mają wspólnego te wszystkie historie? Budują między nami a naszymi dziećmi dystans, oparty na uczuciu, do którego przyznajemy się rzadko i niechętnie: ślepej furii, którą czasem całkiem udanie maskujemy, chociaż zżera nas od środka. A dystans ten pozbawia dziecko poczucia bezpieczeństwa, i w tym cały szkopuł.

bETumwlX

Dwa oblicza bezpieczeństwa

To, czym zawinił ojciec dziecka z podwrocławskich Kuklic, to narażenie dziecka na fizyczne niebezpieczeństwo. Czterolatek został znaleziony przy jednej z najbardziej ruchliwych i uchodzących za najbardziej niebezpieczne dróg w Polsce – krajowej ósemce. Nie trzeba chyba tłumaczyć, jak będzie próbował sobie poradzić czterolatek, jeśli zostawimy go samego w takim miejscu. Zrobi co może, ale jego wyobraźnia raczej nie podpowie mu dobrych rozwiązań, a histeria dołoży swoje do złego osądu sytuacji. Ostatecznie prędzej czy później wpakuje się pod koła albo do jakiegoś dołu.

Ale jest jeszcze drugie poczucie bezpieczeństwa: bezpieczeństwo emocjonalne. I tego pozbawiamy nasze dzieci za każdym razem, kiedy wychodzimy trzaskając drzwiami, znikamy z oczu bez podania przyczyny, zostawiamy dziecko same sobie lub zwyczajnie udajemy, że gdzieś odchodzimy.

bETumwlY

– Dzieci potrafią zachowywać się według nas nieznośnie, ale to dlatego, że nie rozumiemy mechanizmów w ich psychice – tłumaczy psychoterapeutka dzieci i młodzieży Agata Nowakowska. – Trzeba pamiętać, że dzieci nie mają regulatorów, które mamy my, nie może wyjść z mieszkania, trzasnąć drzwiami – bo jest za to karane, nie mówiąc o zapaleniu papierosa. Jedyne, co potrafi, to właśnie leżeć i cały sobą pokazać swoje niezadowolenie – tłumaczy. I choć, oczywiście, wiele dzieci traktuje histerię instrumentalnie, jako narzędzie wymuszania, to też ważny komunikat. Bo dzieci w ten sposób demonstrują jakieś potrzeby.

Pół biedy, kiedy chodzi o lody albo zabawkę w supermarkecie – bo o takie rzeczy dzieci często robią histerię. Gorzej, kiedy potrzeba, którą manifestują należy do tych, które z trudem zauważamy nawet u siebie. Ile razy zrobiliśmy partnerowi awanturę o niepozmywane naczynia, podczas gdy chcieliśmy tylko, żeby ktoś nas wysłuchał i przyznał rację, kiedy opowiadamy o kłótni z szefem? Sami nie dostrzegamy prawdziwych potrzeb u siebie, a mielibyśmy dojrzeć je u czterolatka?

Odpowiedź jest prostsza niż myślimy: poznać własne dziecko. – Wszystkie te tablety, smartfony i telewizory... dzieci o nie faktycznie się dopominają, ale tak naprawdę to ułatwienie dla nas. Kupujemy nimi czas dla siebie – tłumaczy Agata Nowakowska. – Jeśli zamiast nich weźmiemy dziecko na spacer albo pobawimy się z nim tak, jak sobie życzy, przy okazji poznamy je lepiej. Może później będziemy wiedzieć, że awantura o lalkę w alejce w supermarkecie to nie czyste "chciejstwo", ale że najlepsza koleżanka naszej pociechy ma teraz właśnie taką. W ten sposób łatwiej rozmawiać i, ostatecznie, dojść do porozumienia.

Ostatecznie wszystkie nasze historie skończyły się (w miarę) dobrze. Koleżanki zostawione przez rodziców udających, że wychodzą, wyrosły ostatecznie na ludzi, a z rodzicami mają niezły kontakt. Moja córka zjadła lody pogodzona z faktem, że jej ulubione będą dopiero jutro. Żaden szef nie pożarł dziecka podwładnego. Nawet czterolatek znaleziony przy szosie nie wpadł pod samochód, choć tu akurat może skończyć zasłużonymi poważnymi konsekwencjami. Jednak mogliśmy wszystkiego tego uniknąć, gdyby nasza granica cierpliwości przebiegała odrobinę dalej. Możemy ją przesunąć, uznając nasze dziecko za partnera do rozmowy. Takiego z trudnościami w okazywaniu frustracji.

Wkurza cię, jak ludzie traktują swoje dzieci? A może to twoim zdaniem coś normalnego? Napisz do nas przez dziejesie.wp.pl

bETumwmq
Źródło:
WP Kobieta
KOMENTARZE
(29)
Hhh
3 lata temu
Dlatego nie bede miec dzieci haha
Kije samobije
3 lata temu
Oto efekty prania mózgów,,,,,RÓBTA CO CHCETA,,,
Nick
3 lata temu
Bla bla tak to jest jaks sie dzieciaki rozpuszcza pozniej na glowe wchodza
bETumwmr
mama
3 lata temu
a policja co?...powinna matce założyć odpowiednią kartę
ja
3 lata temu
Ludzie!!!! o czym ta durna dyskusja??? Życie to nie gra komputerowa a brak uczuć wyższych to patologia. Tak myślę.
o
3 lata temu
serio jak mi dzieciak odwali szopke o loda to przez tydzien bedzie mogla jedynie popatrzec jak innie jedza... wierz mi nastepnym razem wezmie co dasz. nie zostawilabym na drodze .....ale jasne granice.... nie chcesz nie jedz...ale nie drzej sie bo to nie pomoze,proste.
Ojciec
3 lata temu
Patologia nie rodzice...nie nadaja sie na nich skoro nie radza sobie z takim chlopcem.
alicja_chr
3 lata temu
Na histerię najlepszy jest klaps w gołą pupę. Szybko otrzeźwia niesfornego malucha a pupa nie szklanka, nie zbije się. Jak się kładzie na podłodze i wrzeszczy najlepiej pozostawić go samu sobie i odwrócić od niego spojrzenie. Oczywiście sprawdzić czy wokół dziecka nie ma niebezpiecznych przedmiotów o które mogłoby się poranić. Po kilku minutach zmęczony wrzaskiem porostu przyśnie i obudzi się spokojne. Straszenie, że ktoś go weźmie do wora jest głupie bo dziecko ma czasem tak bardzo dosyć swoich nieodpowiedzialnych rodziców, że chętnie do tego wora dałoby się zabrać byleby jego potrzeby były spełniane. Doświadczona matka co wychowała dwie córki na dobrych ludzi.
CNNNC
3 lata temu
Przemoc psychiczna . Najgorsza z mozliwych
jotka
3 lata temu
Czasem dorośli są jak dzieci, którzy zatrzymali się na tym etapie i tacy nigdy nie powinni mieć potomstwa. Przykład mojej koleżanki ze szkoły dawno temu: Zbliżało się Boże Narodzenie. a co za tym idzie kupowanie prezentów i chowanie ich przed Wigilią. A dzieci, jak to dzieci, niektóre czekają, ale inne szukają po kątach z ciekawości. Moja koleżanka należała do tych drugich. Tak długo szukała, że prezent dla siebie znalazła. Później na swoje nieszczęście nieopatrznie wyjawiła swój sekret o znalezisku ojcu. Ale to, co on jej za to zrobił woła o pomstę do nieba !. Kiedy mi Ewa opowiadała w szkole, cała posiniaczona i opuchnięta, jaki horror jej ojciec urządził za to "przewinienie", to żal było patrzeć. Oprócz solidnego lania, zwyzywał od wścipskich cwaniar, gówniar, szczeniaków, które niczego docenić nie potrafią itd., itp. Na domiar złego na jej oczach prezent został wyrzucony do śmieci ! Co myśleć o takim "pseudo dorosłym" i co nim kierowało, niech każdy sobie odpowie sam.
Rodzic
3 lata temu
Trudno jest wychowywać dziecko , gdy wychowanie nie zaczniemy od siebie albowiem tam zawsze jest coś do poprawiania , doskonalenia..... POWODZENIA i moc cierpliwości życzę wszystkim rodzicom ; kiedyś , w przyszłości to zaprocentuje!
M4
3 lata temu
Hodowla bezstresowych.
joda
3 lata temu
Dawniej takie sprawy bardzo skutecznie załatwiał ojcowski pas a dziś buduje się wokół tego niestworzone historie i teorie. a efektów nie ma i jest coraz gorzej.
bETumwmj
Precz
3 lata temu
Tragedia chłopca,zaadoptuje chłopca i pożarze serce,mam Syna i nigdy bym mu tego nie zrobił,szybciej sobie w łeb walnął
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić