Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Ilona Raczyńska
Ilona Raczyńska
|
aktualizacja

Zapomnij o odprawie online, limicie płynów i zakazie palenia. Tak się latało kilkadziesiąt lat temu

0
Podziel się:

"Najmocniej panią przepraszam, ale chciałem zapytać, o której odlatuje dzisiaj ten do Londynu - jedenasta pięć?" - pyta Ryszard Ochódzki vel. Stanisław Paluch w kultowym "Misiu". "A skąd ja mogę wiedzieć? No chyba o pierwszej" - odpowiada spikerka w Centrum Informacyjnym lotniska na Okęciu. Dziś taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. I choć opóźnione loty to nic nowego, to rzeczywistość na polskich lotniskach znacznie się zmieniła.

Wnętrze samolotu PLL LOT w 1978 roku
Wnętrze samolotu PLL LOT w 1978 roku (PAP, Wojciech Kryński)

Bagaż dowolnych rozmiarów, palenie na pokładzie, odprawa na ostatnią chwilę i dozwolona ilość płynów. Tak się latało kilkadziesiąt lat temu. Nikt nie myślał wtedy o szczegółowych procedurach bezpieczeństwaczy kupowaniu biletów online. Na lotnisku wystarczyło zjawić się 30 minut przed wylotem, a za dodatkowe miejsce na nogi nie trzeba było płacić - było go pod dostatkiem.

Bilety nie dla każdego

Latanie 50 czy 60 lat temu było oznaką luksusu, ale bez przesady. Nie każdy mógł, jak dziś, od tak kupić sobie bilet na dowolny samolot i po prostu polecieć. Bilety sprzedawane były przez agentów, biura podróży i placówki linii lotniczych.

W latach 70. bilet z Warszawy do Gdańska kosztował ówczesnych 180 zł. Po znajomości, za dobrą kiełbasę czy bombonierkę można nawet było dostać promocyjną cenę. Oficjalne zniżki obowiązywały dla studentów i dzieci, które nie musiały siedzieć na kolanach u mamy, jak dziś. - Bilety były droższe od tych na pociąg, ale obiecałam synom, że polecą samolotem, to trzeba było kupić, bo nie daliby spokoju. Za dwójkę małych dzieci zapłaciłam połowę ceny - wspomina w rozmowie z WP pani Ela z Gdańska. - Pamiętam, że choć mieli 2 lata, to dostali własne miejsca. Stewardesy dały im dużo cukierków, a po lądowaniu... zwymiotowali. "Jak się podobało?" - spytałam. "Mamo! Już nigdy nie chcemy lecieć" - mówili.

Raj dla palaczy

Dziś nie do pomyślenia, a kiedyś na porządku dziennym. Palenie papierosów w domu, windzie, taksówce czy na lotnisku, a nawet w samolocie - kilkadziesiąt lat temu nikogo nie dziwiło. Palacze nie musieli szukać specjalnych stref czy wychodzić na taras.

Co ciekawe, w samolotach były strefy dla niepalących, ale to jak były zorganizowane przypomina rzeczywistość z filmów Barei. Na początku lat 80. rzędy w samolocie były ustawione tak, że jeden był dla palących, a kolejny dla niepalących i tak na zmianę. W innej wersji przód samolotu wydzielony był dla jednej grupy, a tył dla drugiej. Całkowity zakaz palenia na pokładzie samolotów wszedł dopiero pod koniec lat 90.

Bagaże bez limitu

Dziś ekscytujemy się, gdy linie pozwalają zabrać na pokład dwie sztuki bagażu podręcznego, albo gdy duży rejestrowany jest w cenie biletu. 60 lat temu nikt się nad tym nie zastanawiał. Na pokład można było zabrać tyle sztuk walizek i toreb, ile było potrzeba. Obowiązywał tylko limit wagowy.

Nie zakazywano także płynów w bagażu podręcznym. O czym teraz musimy pamiętać i pakować kosmetyki czy napoje w pojemniki do 100 ml i woreczki strunowe.

Z przymrużeniem oka
Tęsknicie za tymi czasami? Może czasem uda się do nich wrócić. Choć dziś sporo lotnisk dołącza do systemu "silent airport" i komunikaty głosowe ogranicza do niezbędnego minimum, to wciąż jest szansa, że jakiś głos wezwie was do odprawy lub na pokład, jeśli się spóźnicie. I nigdy się nie dowiecie, czy amerykański akcent jest prawdziwy czy podkreślony dzięki jedzeniu gorącego ziemniaka, jak w kultowej scenie z "Misia" - "Passenger Stanisław Paluch...".

Zobacz także: Zobacz też, jak odsnieża się lotnisko.

Dbasz o siebie na co dzień? Sprawdź rabaty na stronie EZEBRA.PL wyprzedaże.

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
KOMENTARZE
(0)
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić