Do tragedii doszło w czwartek, 8 października, około godz. 9. Na teren szkoły wszedł 15-letni Wiktor i wyciągnął nóż. Jako pierwsza zauważyła go 37-letnia Daria, szkolna woźna. Kobieta zwróciła mu uwagę, a wtedy napastnik zaatakował ją i zadał kilka ciosów.
Krzyk usłyszał dyrektor placówki, który ruszył na pomoc. W interwencji uczestniczyła także nauczycielka. Oboje zostali ranni, ale wspólnie zdołali obezwładnić 15-latka i przytrzymali go do czasu przyjazdu policji. Ratownicy długo walczyli o życie Darii, jednak kobieta zmarła.
Mąż ofiary powiedział "Faktowi", że Daria znała napastnika i nie przypuszczała, że może przyjść do szkoły z zamiarem zaatakowania kogokolwiek. Tego dnia wyszła do pracy przed godz. 8. Kiedy rodzina próbowała się z nią skontaktować po zdarzeniu, jej telefon już nie odpowiadał.
Ekspert o serii ataków w szkołach. "Każda sytuacja jest indywidualna"
Daniel czekał przed szkołą na informacje
W chwili ataku Daniel pracował w Warszawie. Około godz. 10 dowiedział się, że w pobliżu szkoły doszło do poważnego zdarzenia. Natychmiast pojechał do Leszczydołu-Nowin. Przed budynkiem zobaczył liczne służby, ale – jak relacjonował – nie uzyskał informacji o stanie żony.
Moja żona leżała w szkole. Nie wiedziałem, ile razy została ugodzona, czy otrzymała ciosy w głowę, czy w serce. Nie dostałem kompletnie żadnych informacji. Nawet mnie do niej nie wpuścili – powiedział mężczyzna w rozmowie z reporterem "Faktu".
Daniel twierdził, że o przebiegu akcji dowiadywał się głównie z mediów. Według jego relacji ani policja, ani prokuratura nie skontaktowały się z rodziną, by przekazać jej szczegóły.
Rodzina Darii nie otrzymała zapowiadanej pomocy
Bliscy 37-latki nie zgadzali się z informacjami pojawiającymi się w telewizji, według których rodzina miała być objęta opieką psychologa. Mąż Darii przekazał, że nikt nie pojawił się w domu. Gdy starszy syn zareagował histerią na wiadomość o śmierci matki, Daniel sam zadzwonił po psycholożkę.
W telewizji podawali, że nasza rodzina jest otoczona opieką psychologa. Gadali bzdury. Nikt się nawet u nas nie pojawił – powiedział mężczyzna "Faktowi".
Rodzina uważa, że służby nie zapewniły jej odpowiedniego kontaktu ani wsparcia po śmierci Darii. Bliscy podkreślali, że dowiadywali się o wydarzeniach z przekazów medialnych, choć ofiara była ich najbliższą osobą.
Daria osierociła dwóch synów
Po śmierci żony Daniel został sam z dwójką dzieci. Młodszy syn nie zna jeszcze prawdy. Starszy dowiedział się, że jego mama nie żyje, i zareagował silnym kryzysem emocjonalnym.
Zostałem teraz sam z dwójką dzieci. Całe moje życie wywróciło się o 180 stopni. Zabił mi ukochaną żonę i zabrał matkę moim synom – mówił Daniel.
Mężczyzna oczekuje najsurowszej kary dla sprawcy. Najbardziej martwi się o przyszłość synów i o to, jak poradzą sobie z utratą matki. Śmierć Darii mocno dotknęła także mieszkańców lokalnej społeczności.