Jak przypomina "Fakt", dramat rozegrał się 22 stycznia 2025 r. Mirosław Romańczuk pracował jako kombajnista na ścianie kopalni Knurów-Szczygłowice, gdy zapalił się metan. W zagrożonym rejonie znajdowały się wówczas 44 osoby. 17 górników doznało ciężkich poparzeń, a pięciu zmarło.
43-letni mieszkaniec Knurowa spędził dziesięć miesięcy w krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera. Przeszedł liczne przeszczepy skóry, amputowano mu nogę oraz palce obu rąk. Obecnie porusza się o kuli, ale w dalszym ciągu wymaga pomocy przy podstawowych czynnościach. Nie może samodzielnie się ubrać ani wykonywać wielu codziennych aktywności.
43-letni górnik uległ wypadkowi. Walczy o pieniądze. "To upokarzające". Ile pieniędzy przekazała JSW?
Po zakończeniu leczenia szpitalnego – jak podaje "Fakt" – górnik potrzebował intensywnej rehabilitacji. Nie miał jednak środków, by ją rozpocząć, dlatego wsparcie zapewniła zbiórka Fundacji Podaruj Dobro.
Jastrzębska Spółka Węglowa, pracodawca mężczyzny, przedstawiła "Faktowi" zestawienie pomocy udzielonej 43-latkowi. Według wyliczeń spółki obejmowała ona:
- 5 tys. zł zapomogi wypłaconej bezpośrednio po wypadku;
- cztery bony o wartości 200 zł każdy;
- opłacenie transportu oraz pobytu rodziny w czasie leczenia w Krakowie;
- blisko 23 tys. zł na sprzęt rehabilitacyjny, w tym aparat słuchowy, łóżko z materacem i matą odleżynową oraz wózek inwalidzki;
- 50 tys. zł z fundacji JSW, przekazane w kwietniu br.;
- 1,7 tys. zł zapomogi z komisji socjalnej.
JSW podała, że łączna wartość przekazanej pomocy przekroczyła 101 tys. zł.
Spór o koszty leczenia i rehabilitacji
Romańczuk twierdził dla "Faktu", że od lutego był gotowy do rozpoczęcia rehabilitacji, lecz przedstawiane przez niego rachunki za leczenie były kwestionowane przez JSW. W jego ocenie musiał sam zabiegać o pieniądze potrzebne do dalszego życia, co stało się dla niego upokarzające. Z tego powodu skorzystał z pomocy prawników i rozpoczął postępowanie przeciwko JSW.
Nie chodzi o żadne wzbogacenie, chętnie pracowałbym dalej pod ziemią. To dla mnie upokarzające, gdy muszę o wszystko prosić – żalił się tabloidowi.
Adwokat Karolina Baran-Fajferek przekazała dziennikowi, że po roku i siedmiu miesiącach od wypadku sąd przyznał jej klientowi środki na wysokospecjalistyczną rehabilitację. Postanowienie nie jest prawomocne. Od sierpnia górnik otrzymuje na ten cel ponad 33 tys. zł miesięcznie.
Spółka przedstawiła inną wersję przebiegu rozmów. Według JSW 6 maja pracownica sekcji socjalnej skontaktowała się z Romańczukiem i poinformowała go o możliwości ubiegania się o zwrot kosztów leczenia oraz zapomogę. 19 maja do spółki trafiło natomiast pismo pełnomocnika górnika, w którym domagał się on pokrywania wydatków na leczenie przekraczających 33 tys. zł.
Jak podaje Fakt.pl, w sierpniu JSW miała zaproponować 43-latkowi ugodę obejmującą 399 tys. 600 zł na 12 miesięcy dalszej rehabilitacji. Pełnomocnik poszkodowanego, jak przekazała spółka, nie zaakceptował tej propozycji. 19 sierpnia sąd zobowiązał spółkę do wypłacania Romańczukowi po 33 tys. 200 zł miesięcznie, począwszy od czerwca.
Górnik potrzebuje protez rąk i nogi
Postępowanie dotyczące zadośćuczynienia nadal toczy się przed sądem w Gliwicach. Romańczuk domaga się pieniędzy za krzywdy i cierpienia będące następstwem wypadku. Ze względu na rozległe obrażenia oraz koszty leczenia kwota zadośćuczynienia może przekroczyć milion złotych.
Jak informuje tabloid, górnik wymaga dalszego leczenia wysokospecjalistycznego oraz trzech protez.
Obecna proteza nogi nie spełnia swojej funkcji. Dzięki Fundacji Podaruj Dobro wkrótce otrzyma nowoczesną protezę o wartości 150 tys. zł. Protezy rąk kosztują 500 tys. zł. Pan Mirek musi na nie uzbierać – czytamy na Fakt.pl.