Dżuma w Rosji. Ekspert nie ma złudzeń. Wskazał na "broń biologiczną"

Jedna naukowczyni nie żyje, 189 osób objęto obserwacją, szpitale zostały zamknięte, a rosyjskie władze nie ujawniają wszystkich szczegółów. Oficjalnie nie ma mowy o wycieku dżumy. Eksperci pytają jednak, co naprawdę wydarzyło się w syberyjskim laboratorium.

Tajemnicza śmierć w laboratorium dżumyTajemnicza śmierć w laboratorium dżumy
Źródło zdjęć: © x
Danuta Pałęga

28-letnia Daria Shipilova miała pracować z Yersinia pestis – bakterią wywołującą dżumę. Zachorowała podczas ekspedycji badawczej w Burjacji, na wschodzie Rosji, gdzie naukowcy zajmowali się m.in. zakażonymi dżumą wiewiórkami.

Według doniesień kobieta miała przypadkowo uszkodzić probówkę zawierającą bakterie. 29 września jej stan był na tyle ciężki, że została podłączona do respiratora. Zmarła 2 października. Rosyjskie władze podały jako przyczynę śmierci "zapalenie płuc o nieznanej etiologii".

Reakcja Moskwy była jednak zdecydowana. 189 osób, które miały kontakt z naukowczynią, objęto obserwacją. Szpitale zostały poddane kwarantannie, odwoływano wydarzenia, a pracownicy jednej z dużych fabryk aluminium mieli nosić maseczki. Jak podaje "The Sun", rosyjskie władze stanowczo zaprzeczają, by doszło do wycieku dżumy. Światowa Organizacja Zdrowia zwróciła się do Moskwy o dodatkowe informacje.

"Mogą mieć aktywny program broni biologicznej"

Tymczasem eksperci zaczęli zadawać znacznie poważniejsze pytania. Hamish de Bretton-Gordon, ekspert ds. broni chemicznej i biologicznej, powiedział "The Sun", że "nie można wykluczyć istnienia w Rosji aktywnego programu broni biologicznej". Jego zdaniem słabe regulacje mogą umożliwiać "prowadzenie niebezpiecznych eksperymentów poza odpowiednią kontrolą".

Ekspert zwrócił też uwagę na samą śmierć Shipilovej. Dżuma, odpowiednio wcześnie rozpoznana, może być leczona antybiotykami. Dlaczego więc naukowczyni pracująca w specjalistycznym ośrodku nie przeżyła? Jedną z możliwości – czysto hipotetyczną – jest kontakt z nietypowym lub trudniejszym do leczenia szczepem. Nie ma jednak dowodów, które potwierdzałyby taką wersję.

Rosja milczy, WHO uspokaja

Niepokój zwiększa również charakter rosyjskiej reakcji. De Bretton-Gordon ocenił, że ograniczenie informacji i zamknięcie sytuacji w obrębie państwowych struktur przypomina sposób działania znany z czasów Związku Radzieckiego. Do Irkucka udała się Anna Popowa, główna rosyjska lekarka sanitarna, aby nadzorować działania związane z "szczególnie niebezpieczną infekcją".

WHO ocenia obecnie ryzyko dla zdrowia publicznego jako niskie. Wśród osób mających kontakt ze zmarłą nie wykryto patogenów charakterystycznych dla szczególnie niebezpiecznych chorób zakaźnych. Rosyjskie władze również zapewniają, że nie ma dowodów na wybuch epidemii dżumy.

Wybrane dla Ciebie