Ukrainiec zabił księdza w opactwie. Matka nie poznała go na zdjęciu

Po ataku nożownika w opactwie w Jarosławiu przedstawicielka wicekonsulatu Ukrainy w Rzeszowie rozmawiała z matką Ihora M. Kobieta miała trudności z rozpoznaniem syna na przesłanym zdjęciu. Podejrzany przebywa obecnie w szpitalu psychiatrycznym – informuje "Gazeta Wyborcza".

Ihor M. w szpitalu psychiatrycznym.Ihor M. w szpitalu psychiatrycznym.
Źródło zdjęć: © Facebook
Mateusz Kaluga

Jak informowała "Wyborcza", matka Ihora M. otrzymała od przedstawicielki ukraińskiego wicekonsulatu informacje dotyczące sytuacji syna. Kobieta pytała o jego stan oraz o możliwe formy pomocy.

To była bardzo trudna dla mnie rozmowa. Matka jest w szoku. Przesłaliśmy jej zdjęcie, a ona nawet nie była pewna, czy to jest jej syn. Ciężko jej było rozpoznać go na tym zdjęciu. Pytała tylko, w jakim on jest stanie, co ona może teraz zrobić, jak pomóc – powiedziała przedstawicielka wicekonsulatu dziennikowi.

Ihor M. opuścił Ukrainę w 2022 r., krótko przed rozpoczęciem wojny. Następnie trafił do Niemiec, choć jego matka nie znała dokładnej trasy podróży. Kobieta odwiedzała syna za granicą, a ostatnie spotkanie miało odbyć się około pół roku przed wydarzeniami w Jarosławiu. Przed powrotem mężczyzny do Ukrainy utrzymywali kontakt telefoniczny, jednak matka nie wiedziała, jaką drogą będzie podróżował.

Konsulat może wskazać rodzinie, gdzie szukać prawnika w Polsce, ale nie ma uprawnień do opłacenia obrońcy. Przedstawicielka placówki wyjaśniła również, że konsul nie może wpływać na polskie śledztwo. Jego zadaniem jest monitorowanie, czy prawa zatrzymanego są przestrzegane – dodaje "Wyborcza".

Ihor M. przebywa w szpitalu psychiatrycznym

Sąd zgodził się na aresztowanie Ihora M. Podejrzany nie trafił jednak do zwykłego aresztu. Przebywa w szpitalu psychiatrycznym, na oddziale psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu.

W czwartek 24 września M. wszedł na teren opactwa. Miał na sobie krótkie spodenki i biały T-shirt. Udał się do kuchni kawiarni działającej przy obiekcie, gdzie spotkał księdza Adriana. Twierdził, że przyszedł po wodę.

Kiedy duchowny próbował wyprowadzić go z pomieszczenia przeznaczonego dla pracowników, mężczyzna zaczął zachowywać się agresywnie. Strącał naczynia i niszczył wyposażenie. Następnie chwycił za nóż kuchenny i wszedł do kościoła, w którym wierni oczekiwali na mszę o godz. 10.

Napastnik zranił księdza Marka, księdza Stanisława oraz dwoje świeckich: kobietę i mężczyznę. Ksiądz Stanisław zmarł w wyniku odniesionych ran. Ksiądz Marek i ranny mężczyzna przeszli operacje. Ich stan określano jako ciężki, ale lekarze nie uznawali zagrożenia życia za bezpośrednie. Ksiądz Adrian opuścił szpital jeszcze tego samego dnia.

Wybrane dla Ciebie