Atak toporkiem w szkole. Oto, co 11-latek wyznał na przesłuchaniu

W szkole w miejscowości Ptaki koło Kolna 11-letni uczeń zaatakował toporkiem rok młodszą koleżankę. Dziewczynka trafiła do szpitala z ranami głowy, urazem ręki i stłuczeniami. Jak ustaliła "Uwaga!" TVN, chłopiec miał później powiedzieć, że wcześniej był nękany i wyśmiewany przez rówieśników.

.Atak toporkiem w szkole. 11-latek mówił, że był nękany
Źródło zdjęć: © Getty Images, Google Maps
Edyta Tomaszewska

Do ataku doszło rano na korytarzu szkoły. Według relacji Piotra Niedbały, wójta gminy Turośl, 11-latek przyszedł do placówki z plecakiem, a następnie wszedł do łazienki. Tam miał wyjąć toporek o długości około 30 cm. Po wyjściu zaatakował siedzącą na korytarzu 10-latkę.

Na miejscu znajdowali się rodzice i nauczyciele, którzy szybko zareagowali. Poszkodowaną przewieziono do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Aneta Łukowska z tej placówki przekazała, że dziewczynka miała rany cięte głowy wymagające szycia, siniaki, stłuczenia oraz uszkodzoną rękę, której użyła podczas obrony.

Ojciec dziewczynki, pan Marcin, mówił, że stan córki nie jest ciężki, ale lekarze nie wiedzą jeszcze, jak poszkodowana poradzi sobie z dalszymi skutkami zdarzenia. 10-latka nie znała wcześniej napastnika. Dyrektorka szkoły określiła ją jako koleżeńską, grzeczną i pomocną uczennicę.


WIDEO
Policjant wybił szybę, żeby ratować 32-letnią kobietę. Dramat we Wrocławiu

Co wiadomo o 11-latku?

Osoby znające chłopca opisywały go jako spokojnego i bezproblemowego. Kierowca szkolnego autobusu, który woził go do szkoły, relacjonował, że także tego dnia zachowywał się zwyczajnie. Jeden z uczniów powiedział natomiast, że dzień wcześniej chłopiec miał oglądać horrory i wysłać koledze wiadomość sugerującą, że w szkole wydarzy się jakaś akcja.

– Dzień przed tym wydarzeniem usłyszałem, że naoglądał się horrorów. Nakręcał się – mówi dzień po ataku reporterowi TVN jeden z uczniów. Po czym dodał: Bardzo nas to wszystko zdziwiło, nie wiedzieliśmy, że on jest zdolny do takich rzeczy. Dzień wcześniej napisał koledze, żeby nie przychodził do szkoły, bo będzie jakaś akcja.

Rozmowy z mieszkańcami, uczniami i pracownikami szkoły zostały nagrane bezpośrednio po ataku. Następnego dnia większość osób nie chciała już komentować sprawy. Rozmowy odmówiła również dyrektorka placówki. Poza kamerami miała jednak podkreślić, że zdarzenie mocno dotknęło lokalną społeczność.

Szkoła w Ptakach jest niewielka. W ośmiu klasach uczy się około 80 dzieci z okolicznych miejscowości. Po ataku odwołano lekcje, a kolejnego dnia uczniowie, nauczyciele i rodzice spotkali się z psychologami oraz pedagogami. Placówka planuje dalszą pomoc dla dzieci, które widziały zdarzenie.

Chłopiec trafił pod obserwację

11-latek przebywa obecnie w szpitalu. Jego dziadek, u którego chłopiec mieszka razem z matką, przekazał, że rodzina nie zauważała wcześniej zachowań wskazujących na możliwość ataku. Mężczyzna przeprosił rodzinę poszkodowanej i powiedział, że bliscy próbują poradzić sobie z sytuacją.

Dziadek twierdził, że chłopiec podczas rozmowy z lekarzem i przesłuchań opowiedział o nękaniu oraz wyśmiewaniu przez kolegów. Wspomniał też o sytuacji z poprzedniego tygodnia, gdy wnuk płakał w szkole, a inni uczniowie mieli się z niego śmiać. Wcześniej chłopiec nie mówił rodzinie, że doświadcza poważnych problemów.

– Wszystkiego dowiedzieliśmy się, kiedy otworzył się u lekarza i podczas przesłuchań. Mówił, że był nękany i wyśmiewany przez kolegów. Ale w domu nie skarżył się, żeby coś naprawdę się działo. W ubiegłym tygodniu było coś, że płakał w szkole, a oni się z niego śmiali. Musiało to się zebrać. Ale po nim nic nie było widać – mówił w programie "Uwaga!" TVN dziadek 11-latka.

Agnieszka Krokos-Janczyło, podlaska kuratorka oświaty, podkreśliła, że 11-latek dotąd nie sprawiał problemów wychowawczych. Z informacji przekazanych przez szkołę i rodzinę nie wynikało również, aby w domu występowały niepokojące sytuacje. Kuratorka zaznaczyła, że motyw ataku pozostaje niewyjaśniony i wymaga ustaleń policji.

Sąd rodzinny zdecyduje o dalszych krokach

Ze względu na wiek chłopiec nie będzie odpowiadał karnie. Sąd rodzinny może jednak zastosować wobec niego nadzór kuratora, skierować go do ośrodka wychowawczego lub rodziny zastępczej, a także zdecydować o specjalistycznym leczeniu.

Sąd Rejonowy w Łomży zlecił kuratorowi przeprowadzenie wywiadu w miejscu zamieszkania 11-latka. Zwrócił się także do placówki medycznej, w której przebywa chłopiec. Wiesława Kozikowska, prezeska Sądu Okręgowego w Łomży, poinformowała, że konieczne będzie ustalenie jego stanu zdrowia w kontekście zachowania i przebiegu zdarzenia.

Wybrane dla Ciebie