Rolnik z Gliwic zaorał asfalt. Teraz idzie do sądu

Józef Magiera, który 7 sierpnia w Gliwicach wjechał traktorem na nową drogę przy ul. Rybackiej i zaorał część asfaltu, 1 października ponownie stanie przed sądem. Jego obrońca chce odzyskać ciągnik oraz uchylić dozór policyjny i poręczenie majątkowe. Prokuratura sprzeciwia się tym wnioskom.

.Rolnik z Gliwic zaorał asfalt. Teraz idzie do sądu
Źródło zdjęć: © Facebook
Edyta Tomaszewska

Posiedzenie zaplanowane na 1 października będzie dotyczyło trzech zastosowanych wobec rolnika środków: zatrzymania ciągnika, obowiązku meldowania się na komisariacie oraz poręczenia majątkowego. Jak ustalił "Fakt", mecenas Adam Szewc zaskarżył te decyzje wcześniej, ale sąd dopiero teraz wyznaczył termin rozpoznania zażaleń.

Obrońca przekonuje, że bez maszyny Józef Magiera nie może normalnie wykonywać prac w gospodarstwie. Rolnik musi także regularnie zgłaszać się na policji. Jak relacjonował, na komisariat jeździ rowerem w niedziele, poniedziałki i czwartki. Podkreślał przy tym, że wcześniej nie był karany.

– Niech mi oddadzą ten traktor. Przecież nie jestem wariatem, już nie przeoram asfaltu. Znajoma ma konie, które chętnie zjadłyby moją trawę z pola przy Rybackiej, ale nic bez traktora na polu nie zrobię – mówił "Faktowi" Józef Magiera.

WIDEO
Zdenerwowany rolnik zaorał świeżo wylany asfalt

Twierdzi, że zaoranie drogi miało być protestem przeciwko przejęciu gruntów przez miasto, a nie działaniem wymierzonym w cudzą własność.

Spór o działki przy ul. Rybackiej

Konflikt dotyczy terenów, na których powstała droga. Rolnik uważa, że grunty wcześniej należały do jego rodziny i zostały przejęte przez miasto w sposób budzący zastrzeżenia. Mecenas Szewc kwestionuje nie samo istnienie wpisu w księdze wieczystej, lecz dokumenty i decyzje, które doprowadziły do jego powstania.

Prawnik złożył wnioski o zabezpieczenie dawnych dokumentów, map geodezyjnych oraz materiałów dotyczących wcześniejszych podziałów nieruchomości. Jak przekazał, nadal nie otrzymał tych dokumentów.

Prokuratura Rejonowa Gliwice-Zachód ma jednak inne stanowisko. Jej szef Mariusz Dulba poinformował, że analiza dokumentacji historycznej nie zmieniła oceny śledczych. Prokuratorzy nadal uznają, że działka, na której doszło do zdarzenia, należy do miasta.

Prokuratura przewiduje akt oskarżenia

Józef Magiera pozostaje podejrzany o zniszczenie mienia. W sprawie występują dwa podmioty pokrzywdzone: miasto oraz spółka odpowiedzialna za budowę drogi. Śledczy zlecili również badania sądowo-psychiatryczne rolnika i czekają na opinię.

Według Mariusza Dulby dotychczasowe ustalenia wskazują, że postępowanie może zakończyć się skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. Prokuratura zamierza też bronić decyzji o zatrzymaniu ciągnika i dalszym stosowaniu dozoru.

Ciągnik zabezpieczono majątkowo na poczet ewentualnej kary oraz przyszłego obowiązku naprawienia szkody. Prokurator uważa także, że obowiązek meldowania się na komisariacie powinien nadal obowiązywać. Gdyby śledczy uznali inaczej, sami uchyliliby ten środek.

Droga w Gliwicach nadal czeka na naprawę

Fragment ul. Rybackiej, uszkodzony podczas protestu, wciąż nie został naprawiony. Jadwiga Jagiełło-Stiburska z Zarządu Dróg Miejskich w Gliwicach wyjaśniła, że prace rozpoczną się po zakończeniu postępowania prowadzonego między innymi przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Dopiero wtedy zarząd będzie mógł zorganizować wykonawcę.

Do zdarzenia doszło 7 sierpnia. Józef Magiera wjechał ciągnikiem na świeżo wybudowaną drogę przy ul. Rybackiej i przeorał część asfaltowej nawierzchni. Nagrania z protestu szybko rozpowszechniły się w internecie. Rolnik został zatrzymany, trafił do aresztu, a po tygodniu wyszedł na wolność i został objęty dozorem policyjnym.

Później Sąd Okręgowy, rozpatrując zażalenie obrońcy, uznał, że zastosowanie tymczasowego aresztowania było niezasadne. Prokuratura nie skomentowała tego rozstrzygnięcia.

Wybrane dla Ciebie