Czekała na SOR-ze. "Dziecko umarło". Sprawą zajmuje się RPP

Kobieta w 22. tygodniu ciąży trafiła karetką na SOR Szpitala Południowego w Warszawie. Miała silne dolegliwości, w tym ból brzucha i problemy z oddychaniem, a wcześniej zemdlała. Na badanie ginekologiczne polecono jej czekać ponad trzy godziny. Teraz Rzecznik Praw Pacjenta analizuje dokumentację sprawy. O szczegółach poinformował właśnie portal "politykazdrowotna.com".

Szpital. Zdjęcie ilustracyjneCzekała na SOR-ze. "Dziecko umarło". Sprawą zajmuje się RPP (zdj. ilustracyjne).
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Agnieszka Potoczny-Łagowska

Tragedia, którą jako pierwszy opisał "Onet", rozegrała się 21 czerwca br. Pacjentka (w 22. tygodniu ciąży) kilkakrotnie informowała personel SOR-u o pogarszającym się stanie zdrowia. Mimo tego, polecano jej oczekiwanie na wyniki badań krwi. Na oddział nie pozwolono wejść jej ojcu (próbującemu dostarczyć dokumentację medyczną ciężarnej).

Kobieta wskazywała dla "Onetu" na rozbieżności między dokumentacją a swoim stanem. W papierach z SOR jej kondycję opisano jako "dobrą", choć – jak relacjonowała – miała już wówczas silny krwotok wewnętrzny. W tych samych wydrukach znalazła się również informacja, że... nie była w stanie samodzielnie dotrzeć do gabinetu USG.

Czekałam z umierającym dzieckiem w brzuchu kompletnie sama. Gdy mówiłam, że boli mnie przeraźliwie, nikt nie reagował, a z mojego stanu grożącego śmiercią zrobili w papierach stan "dobry" – mówiła "Onetowi" pacjentka.

Czekała na SOR-ze. "Dziecko umarło". Sprawą zajmuje się RPP

Badanie USG wykazało spadek tętna płodu oraz dużą ilość krwi w jamie brzusznej. Ginekolog podejrzewał pęknięcie macicy. Kobieta półtora roku wcześniej miała operację usunięcia mięśniaków. Chirurg potwierdził to przypuszczenie i skierował pacjentkę na natychmiastowy zabieg.

Podczas operacji lekarze zatrzymali krwotok i uratowali macicę. Pacjentka straciła około trzech litrów krwi. Pęknięcie doprowadziło jednak do odklejenia łożyska oraz przemieszczenia worka owodniowego do jamy otrzewnej. Córka kobiety, Michalina, zmarła po dwóch godzinach reanimacji.

Rzecznik Praw Pacjenta analizuje dokumenty

Pacjentka twierdziła, że personel medyczny zbagatelizował zgłaszane przez nią objawy. Po konsultacji z prawnikami zapowiedziała złożenie sprawy do Rzecznika Praw Pacjenta. Nie wykluczała również zawiadomienia prokuratury.

Teraz pojawiły się nowe informacje. Otóż Szpital Południowy zaproponował poszkodowanej pomoc w uzyskaniu odszkodowania i zadośćuczynienia z Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych.

Biuro Rzecznika Praw Pacjenta właśnie przekazało serwisowi "politykazdrowotna.com" w specjalnym piśmie, że pozostaje w kontakcie z kobietą i czeka na jej decyzję.

"Postępowanie w sprawie stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów pozostaje w toku. Materiał dowodowy jest gromadzony oraz analizowany" – poinformowało portal biuro Rzecznika Praw Pacjenta.
Wybrane dla Ciebie