Donieśli na proboszcza. Chcą go usunąć. Skandal w Krakowie

Parafianie z krakowskiego kościoła Matki Boskiej Fatimskiej chcą usunięcia proboszcza. Kapłan miał według wiernych dopuszczać się m.in. nieprawidłowości finansowych. Zgłoszono do go skarbówki. Z kolei zwolniony organista parafialny skarży się na stosowany wobec niego mobbing.

Parafianie z Krakowa domagają się zmiany proboszczaParafianie z Krakowa domagają się zmiany proboszcza
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Marcin Lewicki

W parafii Matki Boskiej Fatimskiej w Krakowie wrze. "Gazeta Wyborcza" informuje, że parafianie domagają się usunięcia proboszcza, który zarządza wspólnotą od 2020 roku. Przedstawiają duchownemu konkretne zarzuty. To m.in. domniemane nieprawidłowości finansowe, agresja, a nawet mobbing wobec zwolnionego już organisty.

Zwolniony z pracy mężczyzna wystosowbał oficjalną skargę do kardynała Grzegorza Rysia. Opisał w niej, jak traktował go proboszcz krakowskiej parafii. Miał m.in. upominać go za nieprawidłowe wykonywanie psalmów. Otrzymywał podobno "kary finansowe". Konflikt zaczął się, gdy organista zażądał terminowego wypłacania wynagrodzenia.

Proboszcz zaczął ingerować w to, jak organizuję swój czas pracy, w jaki sposób zgłaszam nieobecności, wymagać, żebym w trakcie zwolnień i urlopów sam znajdował za siebie zastępstwa. Poważnie zachorowałem: szpital, chemia w kroplówce, a on dzwoni i pyta, czy znalazłem na zastępstwo jakiegoś organistę - mówi organista w rozmowie z "Wyborczą".

Proboszcz miał obciąć organiście wynagrodzenie nawet w momencie jego choroby nowotworowej.

Duże pretensje do duchownego mają też parafianie. Część odeszła z kościoła. Liczba wiernych na mszach świętych zmniejszyła się tak bardzo, że ich liczbę w niedzielę zredukowano. Według wiernych kapłan miał m.in. liczyć pieniądze ze zbiórek charytatywnych w piwnicy, awanturować się z kościelną w zachrystii, konfliktować się z wikarymi.

W 2025 roku do Urzędu Skarbowego Kraków-Stare Miasto wpłynęła skarga na proboszcza, który miał pożyczyć jej z własnych środków 680 tys. zł na prace remontowe i termomodernizacyjne. Parafianie mieli o tym nie wiedzieć. Koszty obsługi zadłużenia mają wynieść nawet 208 tys. zł.

Nie chodzę już do tego kościoła. Nie podobało mi się, że ksiądz ciągle wołał o pieniądze. Z ambony ogłaszał, ile trzeba dać na wypominki. Kiedyś z ambony powiedział, że dać pięć złotych na ofiarę to wstyd. Wtedy ja zaczęłam się wstydzić za niego - powiedziała "Wyborczej" jedna z parafianek.

Sam proboszcz nie chciał się odnieść do zarzutów parafian. "Gazecie Wyborczej" powiedział, że to "wewnętrzne sprawy parafii". Z kolei krakowska kuria potwierdziła, że zna temat, a działania wyjaśniające trwają.

Wybrane dla Ciebie