Dzieci grzebią w śmieciach. Można poczuć dumę [OPINIA]
Dzieci grzebią w śmieciach. Można poczuć dumę [OPINIA]
Grzebią w śmietnikach, przynoszą śmieci do domu. Wystarczył rok, by w mózgach najmłodszych stworzyć szufladkę z hasłem "butelka to skarb". Kto ma dzieci w wieku szkolnym, ten wie... że zwariowały na punkcie kaucyjnych butelek. Tu nie chodzi ani o pieniądze, ani o dbanie o planetę, a o przekonanie, że coś dostają za darmo. Ale Ziemia i tak wygrywa, a dzieci odbierają ważną lekcję.
Początek systemu kaucyjnego w Polsce to nie był start z hukiem silnika V8. Przez długie odwlekanie bardziej przypominał próbę odpalenia starego traktora w mroźny poranek. Choć pierwotnie planowano start na początek 2025 r., rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te ambicje, przesuwając datę wdrożenia aż na 1 października 2025 r.
Najważniejsza w całym systemie okazała się nie ekologia, a czysta, brutalna ekonomia. Te 50 groszy kaucji zadziałało na wyobraźnię skuteczniej niż jakakolwiek kampania reklamowa. Nagle plastik przestał być śmieciem, a stał się walutą. I zauważyli to także najmłodsi.
Pierwszy raz dotarło do mnie, co z dziećmi zrobił system kaucyjny kilka miesięcy temu, gdy przed domem spotkałam mamę z około 10-letnim synkiem. Przechodzili obok przystankowego śmietnika, gdzie dziecko wypatrzyło dwie plastikowe butelki, informując o tym radośnie. Uśmiechnęłam się – tak, moja dwójka też je wszędzie widzi. Chwilę później spotkałam tego samego chłopaka, jak wracał z mamą do śmietnika w specjalnych rękawiczkach. Po "złoto".
W rozmowach z rodzicami rówieśników wybrzmiewa obawa o higienę. Dzieci bez zastanowienia chwytają butelki walające się po ziemi, sięgają do śmietników – Wojtek kiedyś podczas jedzenia pączka odruchowo załapał wystającą z kosza butelkę, potem przełożył przysmak do tej ręki, która moment wcześniej była w śmietniku. Nie zdążyłam zareagować, nie zdążyłam nawet przemyśleć, co się właśnie wydarzyło – wspomniała mi zapytana o temat mama.
Gdy moja córka podczas spaceru chciała zabrać śmieci z ulicy, miałam mieszane uczucia. Oczywiście od zawsze uczymy, że nawet nie swoje śmieci wrzucamy do kosza... Ale do kosza najbliższego, a nie zabieramy ze sobą. Moje usta już układały się do wypowiedzenia słowa NIE, kiedy wyciągnęła z kieszeni torbę i jakby nigdy nic wsadziła do niej cztery butelki. – Mamo, to będą 2 złote. Dobra nauka matematyki w drugiej klasie.
Teraz nie odpuści żadnej butelce. Dostrzega je wszędzie, nie brzydzi się sięgnąć do śmietnika, gdy gdzieś taką wypatrzy. A ja się przyzwyczaiłam.
O wypatrzenie jest obecnie trudno, bo nie jest jedyna - jej pokolenie robi dokładnie to samo. Grzebie, szpera, wyłapuje... i prowadzi ożywione dyskusje na przyjęciach.
Negocjacje przy stole, czyli kto zgarnia największą pulę
Urodziny, salka z jedzeniem, a na stole duże butelki z wodą. Już na samym starcie pomiędzy dzieciakami zaczyna się dyskusja, kto po imprezie zabiera butelki. Najpierw nieśmiałe pytanie solenizantki, czy można, potem kontrargument – moje urodziny, więc ja biorę. Na końcu dzielenie się z przyjaciółmi.
Nie ma kłopotu, nie trzeba sprzątać, każdy pilnuje swojej zdobytej kaucji. Od wielu lat chodzę do sal zabaw, byłam na wielu urodzinach i do tej pory najważniejsze było nie zapomnieć prezentów. A teraz? Butelki kaucyjne są bardziej istotne. A goście traktują je jak wygraną i nigdy nie zapominają zabrać.
Pół biedy (dla rodziców), jak dziecko od razu uda się po odbiór trofeum, czyli najczęściej pół złotówki. Jednak często zajmujące sporo miejsca butelki przynosi się do domu, a kompresować ich nie wolno – krzyk rozpaczy byłby słyszany w najbardziej oddalonych dzielnicach. Nadmuchany plastik gromadzi się więc na biurkach, kuchennych blatach i czeka na hasło – jedziemy oddać.
Darmowe pieniądze i świetna rozrywka
Kluczem do sukcesu okazały się automaty – pożerające plastik maszyny, które w ciągu pierwszych miesięcy stały się niemalże obiektami kultu. Zamiast chaotycznego wyrzucania butelek do żółtych worków, Polacy zaczęli uprawiać rodzaj nowoczesnego rytuału: "zanieś, włóż, odbierz kwit". To nie jest już tylko segregacja, to zarządzanie zasobami, gdzie każda butelka PET o pojemności do 3 litrów i puszka aluminiowa do 1 litra zyskały swoją cenę rynkową.
Pamiętam pierwszą wizytę przy dużym automacie kaucyjnym. Atrakcja lepsza niż spacer po zoo. Każde dziecko (a mam ich dwójkę) ze swoją torbą butelek. Musi być po równo, bo wrzucanie ich do automatu okazuje się niezwykle przyjemnym zajęciem. Sprawdzanie kodu, poprawianie odrzuconych egzemplarzy.
Jestem nowicjuszem i się nie wtrącam, bo oni wszystko wiedzą – którą stroną, dlaczego nie chwyta, ta się nie nadaje, tę trzeba jeszcze raz. Odsuwam się na bok i obserwuję, łapiąc piękną myśl – dbamy o nasz świat. Chwilę później butelkomat wypluwa świstek z podsumowaniem i kwotą zwrotu.
W Polsce bite są rekordy, młodzież wymienia butelki i puszki na tysiące złotych. Nasz rekord to 125 złotych, a oddawanie zajęło nam 40 minut. W zbieranie zaangażowała się cała kamienica, w której mieszka babcia. Sąsiedzi oddają jej swoje opakowania, które czekają na dzieci.
Dzieci nie widzą, że to nie są "darmowe" pieniądze. Nie dlatego, że nie dostają informacji, ale dlatego, że nie odczuwają tego na własnej skórze. Ktoś, zwykle rodzice, te pieniądze wydał. Bez znaczenia, bo przecież to zupełnie inna waluta.
Od pierwszej zwróconej butelki traktujemy zwroty jako coś dodatkowego. Mamy słoiczek, do którego wrzucamy każdą odzyskaną złotówkę. Jeszcze nie ustaliliśmy, na co je wydamy, ale rozmawiamy o sporym zestawie LEGO – takim, na który nie wydalibyśmy "normalnych pieniędzy". Tych nie szkoda, są przecież "za darmo".
Same plusy, zero minusów?
Po przełamaniu się (moim) i podstawowej lekcji higieny – po dotknięciu znalezionej butelki myjemy ręce, nie nurkujemy w śmietnikach, wydaje się, że zostają same plusy. Nauka oszczędzania, podstawy matematyki, spostrzegawczość, umiejętności negocjacyjne – te rzeczy ćwiczone są intensywnie.
Nawet jeśli w tym wszystkim ucieka idea ekologii, nie wszyscy mamy świadomość, po co ten plastik tak naprawdę zwracamy, planeta i tak ostatecznie wygrywa. Wystarczył więc rok, by sprzątanie Ziemi z butelek i puszek wpisać w DNA najmłodszych – my rodzice możemy czuć dumę. A że łapki w śmietnikach? Wiadomo, że brudne dzieci to szczęśliwe dzieci, a teraz jeszcze "bogate".
BLISKO LUDZI
Newsletter portalu o2.pl, co tydzień, prosto na Twoją skrzynkę.
Najważniejsze informacje przeplatane rozrywką i pozytywnymi newsami. W każdy wtorek, za darmo. Zapisz się i nie przegap!
Sonia NałęczWydawca o2.pl
Z dziennikarstwem jest związana od niemal dwudziestu lat. Swoją karierę zawodową rozpoczęła w "Dzienniku Bałtyckim", następnie współpracowała z trójmiejskim oddziałem "Co jest Grane". Z biegiem czasu połączyła pasję do mody z publikacjami w serwisach kobiecych w Wirtualnej Polsce, gdzie zdobyła cenne doświadczenie, także jako wydawca strony głównej. Obecnie wydawca w portalu o2. Ukończyła trzy kierunki na Uniwersytecie Gdańskim: dziennikarstwo, prawo oraz filologię polską. W życiu prywatnym jest miłośniczką podróży, włoskiej kultury i odkrywania mitów dotyczących innych krajów. Jest mamą dwójki wspaniałych dzieci, które od najmłodszych lat zaraża miłością do zwiedzania świata.