Dżuma w Rosji? 200 osób pod obserwacją. Ekspert wskazuje na groźny scenariusz

Śmierć 28-letniej laborantki w Rosji wywołała lawinę pytań. Kobieta pracowała w instytucie zajmującym się dżumą. Pojawiły się informacje o możliwym kontakcie z bakterią, a pod obserwację trafiło około 200 osób. Prof. Włodzimierz Gut w rozmowie z "Faktem" ocenia, że większe obawy niż sam wypadek budziłoby użycie celowo zmodyfikowanego szczepu.

.Dżuma w Rosji? 200 osób pod obserwacją. Ekspert wskazuje na groźny scenariusz. Na zdjęciu: Darja Szypiłowa (z lewej)
Źródło zdjęć: © Facebook, Wikipedia • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Rosyjskie władze nie potwierdziły, że przyczyną śmierci laborantki była dżuma.
  • Według doniesień kobieta mogła rozbić fiolkę z patogenem dżumy płucnej.
  • Prof. Włodzimierz Gut podkreśla, że chorobę można leczyć i kontrolować.

Śmierć 28-letniej laborantki w Rosji wywołała lawinę pytań. Kobieta pracowała w instytucie zajmującym się dżumą. Pojawiły się informacje o możliwym kontakcie z bakterią, a pod obserwację trafiło około 200 osób. Rosyjskie władze przekonują jednak, że nie ma potwierdzenia, iż kobieta rzeczywiście chorowała na dżumę.

Sprawa dotyczy Darii Szipiłowej, pracownicy Instytutu Badań nad Dżumą w Irkucku na Syberii. Kobieta miała zachorować, a następnie zmarła 2 października. Początkowo pojawiły się informacje, że przyczyną mogła być dżuma płucna. Rosyjskie służby podają jednak inną wersję i mówią o zapaleniu płuc o nieustalonej przyczynie. Do tej pory nie potwierdzono, że kobieta została zakażona pałeczką dżumy.

Prof. Włodzimierz Gut, wirusolog i ekspert w dziedzinie chorób zakaźnych, ocenia, że znaczenie ma sposób zabezpieczenia laboratorium oraz działania podjęte po incydencie.


WIDEO
Przełom po 17 latach. "Archiwum X" wskazało sprawcę brutalnego gwałtu

Wszystko zależy od sposobu postępowania na miejscu. O ile się orientuję, to było tak zwane niedopatrzenie w laboratorium. Po prostu zachowanie, które doprowadziło do stłuczenia fiolki i skażenia osobnika. Ale sprawa jest taka, że tym się wszyscy zajmują. W związku z tym jest mało prawdopodobne, żeby było się czego obawiać – powiedział prof. Gut w rozmowie z "Faktem".

Ekspert wskazał, że po potencjalnym narażeniu najważniejsze jest szybkie ustalenie, z iloma osobami kontakt miała zakażona laborantka. Osoby, które mogły zetknąć się z patogenem, powinny zostać objęte kwarantanną.

Dżumę wywołuje bakteria Yersinia pestis, która naturalnie krąży w populacjach dzikich gryzoni. Zachorowania nadal pojawiają się w wybranych regionach Ameryki, Afryki i Azji. W Europie choroba nie występowała od ponad 50 lat, a w Polsce ostatnie przypadki odnotowano pod koniec XVIII wieku.

Dżuma była w przeszłości rozpatrywana jako potencjalna broń biologiczna. Zdaniem eksperta większe zagrożenie mogłyby stanowić szczepy celowo zmienione tak, by utrudnić zwalczanie choroby.

Jednocześnie wirusolog zaznaczył, że nic nie wskazuje na związek takiego scenariusza ze śmiercią laborantki w Irkucku.

Zmodyfikowane szczepy, żeby utrudnić zwalczanie. To jest powód do niepokoju – mówił prof. Gut. Na koniec ocenił, że opisywane zdarzenie wygląda raczej na incydent laboratoryjny.

Dżuma w Rosji? 200 osób pod obserwacją

Sprawą zainteresowały się również polskie służby sanitarne. Główny Inspektorat Sanitarny 5 października poinformował, że nie ma oficjalnych informacji potwierdzających przypadki dżumy u ludzi w Rosji. GIS podkreślił, że sytuacja epidemiologiczna jest monitorowana.

Wybrane dla Ciebie