Groził Tuskowi? Tak się tłumaczy. "Wyszedłem z siebie"

We wrześniu policja informowała o zatrzymaniu 56-latka z Podkarpacia, który w sieci miał grozić premierowi Donaldowi Tuskowi. Mężczyzna zabrał głos w rozmowie z "Nowinami24". -Nie miałem zamiaru nikogo atakować, a już na pewno nie taką ważną osobę w państwie. To wszystko powiedziałem nagle – powiedział 56-latek.

Premier Donald TuskPremier Donald Tusk
Źródło zdjęć: © Getty Images | Anadolu
Rafał Strzelec

20 września policja poinformowała o zatrzymaniu 56-latka z Przemyśla, który miał grozić Donaldowi Tuskowi. "Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyzna nagrał, a następnie zamieścił w sieci film, którego treść zawierała wezwanie do pozbawienia życia Prezesa Rady Ministrów. W tym samym materiale propagował ideologię nawołującą do użycia przemocy w celu wpływania na życie polityczne i społeczne" – czytamy w komunikacie.

Mężczyzna odpowie za "nawoływanie do popełnienia zbrodni pozbawienia życia Premiera RP, a także za publiczne znieważenie konstytucyjnych organów Rzeczypospolitej Polskiej – Prezesa Rady Ministrów oraz Wiceprezesa Rady Ministrów i Ministra Obrony Narodowej". Sąd zastosował wobec niego policyjny dozór.

Groźby pod adresem Tuska. Mężczyzna się tłumaczy

Jak podają "Nowiny24", 56-latkiem, którego dotyczy komunikat policji, jest pan Marek. Mężczyzna sam zgłosił się do redakcji, by wyjaśnić przyczyny swojego zachowania. – Nie wiedziałem, że to się zrobi afera na całą Polskę – powiedział rozmówca "Nowin". Pan Marek pracował jako kierowca, ale po wypadku ma sparaliżowaną prawą część twarzy. Nie ma pracy. Mieszka z mamą, którą się opiekuje. Mężczyzna wskazał, że ZUS nie wypłacił mu świadczenia rehabilitacyjnego. Ze względu na problemy finansowe i zdrowotne matki emocje zaczęły brać górę.

Nagle wybuchłem. Wyszedłem z siebie i stanąłem obok. To rozdawanie naszych pieniędzy, to straszenie wojną. Z tego wszystkiego wyrzuciłem z domu telewizor – opowiada mężczyzna.

Pewnego dnia pojechał na stację paliw w Przemyślu. – Jak zobaczyłem cenę za litr benzyny dochodzącą do 9 zł, to wpadłem w furię. Wziąłem telefon i nagrałem ten film z wyzwiskami. Mój stres spowodowany problemami, to wszystko się zebrało do kupy. Powiedziałem tam, że "zabiłbym go, ale tego nie zrobię". Nie było tam żadnego zamachu. Nigdy żadnego człowieka bym nie skrzywdził. Nawet nie zastanowiłem się, co mówię – twierdzi 56-latek.

Dwa dni po tym, jak wrzucił film na TikToka, pojawiła się policja. Pan Marek od razu się przyznał. Teraz ma problemy z prawem. Mężczyzna przyznaje, że jest pod opieką psychiatry. – Nie planowałem żadnego zamachu. Nie miałem zamiaru nikogo atakować, a już na pewno nie taką ważną osobę w państwie. To wszystko powiedziałem nagle. Żałuję tego, co zrobiłem. Mogę tylko przeprosić swoją mamę i ludzi, których obraziłem – podsumował rozmówca "Nowin". Grożą mu trzy lata więzienia.

Wybrane dla Ciebie