Królowie, politycy i bójki na żyletki. Tak wyglądały początki Marriottu

Hotel Marriott otwarto w Warszawie 2 października 1989 r., u progu transformacji ustrojowej. Roman Dmochowski, były pracownik ochrony obiektu, opowiedział "Faktowi" o kulisach funkcjonowania luksusowego hotelu – od wizyt światowych przywódców po bójki, kradzieże i inne niebezpieczne incydenty.

Hotel Marriott w centrum Warszawy Hotel Marriott w centrum Warszawy
Źródło zdjęć: © Pixabay
Anna Wajs-Wiejacka

Najważniejsze informacje

  • Początkowo zespół ochrony hotelu Marriott liczył ok. 40 osób, a w czasie wojny w Zatoce Perskiej rozrósł się do ponad 80.
  • W okolicach hotelu i Dworca Centralnego dochodziło do kradzieży, napadów i bójek, a część zagranicznych gości prosiła ochronę o odprowadzenie na pociąg.
  • W hotelu zatrzymywali się m.in. król Hiszpanii Juan Carlos, Helmut Kohl, George W. Bush, Luciano Pavarotti i Leticia Calderón.

Roman Dmochowski trafił do pracy dzięki ogłoszeniu w "Życiu Warszawy". Podczas rekrutacji trwały jeszcze prace wykończeniowe, a jemu zaproponowano stanowisko kierownika zespołu ochrony z pensją ok. 60 dolarów miesięcznie. Oprócz wynagrodzenia pracownicy otrzymywali bezpłatne wyżywienie. Nocą mogli dostać także niesprzedane ciastka i kremy z hotelowej kawiarni.

Jak podaje "Fakt", Marriott był zarządzany przez amerykańską sieć, a wieżowiec należał do spółki LIM Centre. W pierwszych latach wiele produktów sprowadzano z zagranicy. – Ciasta i kremy niesprzedane wieczorem nie mogły już trafić do gości. To samo z olejami, które po otwarciu mogły być użyte wyłącznie tego samego dnia – wskazał Dmochowski w rozmowie z dziennikiem.


WIDEO
Wjechał pod pociąg. Jest nagranie z kabiny maszynisty

Goście z całego świata i trudne sąsiedztwo

Wkrótce po otwarciu w hotelu pojawili się europejscy przywódcy i przedstawiciele elit. W październiku 1989 r. król Hiszpanii Juan Carlos i królowa Zofia wydali tam przyjęcie, w którym uczestniczył m.in. Wojciech Jaruzelski. Miesiąc później kanclerz RFN Helmut Kohl z warszawskiego hotelu ogłosił, że rozpoczęło się obalanie muru berlińskiego. Przy takich wizytach hotelowa ochrona współpracowała z BOR oraz osobistą ochroną polityków.

Codzienność wyglądała jednak mniej reprezentacyjnie. Sąsiedztwo dworca Warszawa Centralna oznaczało kontakt z osobami uzależnionymi, złodziejami i bezdomnymi. Dmochowski wspominał, że osoby przyłapane na próbach kradzieży straszyły ochroniarzy strzykawkami, a do lobby trafił też mężczyzna z nożem wbitym w brzuch. Innym razem w bójce handlarzy nielegalnym alkoholem rannych zostało kilkanaście osób.

Rozbudowana ochrona

"Nie było tygodnia bez zdarzeń o charakterze kryminalnym" – mówił Roman Dmochowski, cytowany przez "Fakt". Jak wspominał, lokalne grupy przestępcze próbowały przejąć kontrolę nad tym, co działo się w hotelu; dochodziło też do prób włamań do pokoi gości. Problemem były również kradzieże dokonywane przez część personelu – ginęły m.in. artykuły spożywcze, środki higieniczne i tekstylia.

Problemy powodowali także ludzie korzystający z gier hazardowych prowadzonych w hotelu. Według relacji byłego szefa ochrony niektórzy gracze podpisywali w lobby umowy sprzedaży domów i samochodów, aby zdobyć pieniądze na dalszą grę. Po przegranych zdarzały się groźby samobójstwa. Ochrona musiała również reagować na próby włamań do pokoi, kradzieże oraz próby wprowadzania prostytutek do kawiarni i klubu nocnego.

Po rozpoczęciu kryzysu w Zatoce Perskiej hotel, kojarzony ze Stanami Zjednoczonymi, zaostrzył procedury. Kontrolowano osoby i bagaże, a dział ochrony liczył wtedy ponad 80 pracowników. Budynek miał własny generator prądu oraz system tryskaczy z osobnymi pompami. Dziś dawny Marriott działa jako Warsaw Presidential Hotel, choć jego były pracownik nadal wspomina nazwę, pod którą poznała go Warszawa.

Wybrane dla Ciebie