Łukaszenka wierny Putinowi. Jednego odmawia. Rosjanie mu nie ufają

Aleksander Łukaszenka wielokrotnie zapewniał Moskwę o swojej lojalności. Białoruski przywódca podkreśla, że Mińsk i Moskwa podążają wspólnym kursem, jednak mimo bliskiego sojuszu nie zdecydował się na wysłanie białoruskiej armii na wojnę w Ukrainie. Jak wskazuje czeski serwis ArmádníZpravodaj.cz, właśnie ta granica jest jednym ze źródeł napięć między Mińskiem a Moskwą.

Putin nie ufa Łukaszence?Putin nie ufa Łukaszence?
Źródło zdjęć: © Getty Images
Danuta Pałęga

Publiczna retoryka Łukaszenki jest jednoznacznie prorosyjska. Białoruski przywódca mówi o braterstwie obu narodów, wspólnym przeznaczeniu i nieodwracalnym sojuszu. W ostatnich miesiącach przekaz ten stał się jeszcze bardziej stanowczy.

Za słowami idą konkretne działania. Białoruś udostępniła Rosji swoje terytorium podczas przygotowań do inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. Do dziś zapewnia rosyjskim siłom infrastrukturę wojskową, zaplecze logistyczne i przemysłowe, a także polityczne wsparcie.

Jest jednak granica, której Łukaszenka dotąd nie przekroczył. Białoruska armia nie została wysłana na ukraiński front.

Rosyjscy komentatorzy nie ufają Łukaszence

Nie oznacza to, że nieufność wobec białoruskiego przywódcy jest powszechna wśród Rosjan. Dotyczy przede wszystkim części rosyjskich elit bezpieczeństwa, blogerów prowojennych i komentatorów wojskowych. Postrzegają oni Łukaszenkę jako polityka kierującego się przede wszystkim własnym interesem.

Jak podaje ArmádníZpravodaj.cz, jednym z przykładów były wydarzenia z lata 2024 r., gdy wzrosło napięcie na granicy białorusko-ukraińskiej. Łukaszenka zdecydował się wówczas na uspokojenie sytuacji zamiast dalszej eskalacji. W rosyjskiej przestrzeni prowojennej pojawiły się wówczas zarzuty, że Mińsk prowadzi zbyt ostrożną politykę.

Problemem pozostaje także kwestia integracji Rosji i Białorusi w ramach tzw. Państwa Związkowego. Moskwa od lat dąży do pogłębiania współpracy, podczas gdy Łukaszenka stara się zachować możliwie dużą autonomię. Całkowite podporządkowanie Rosji oznaczałoby bowiem dla niego utratę politycznej pozycji.

Łukaszenka potrzebuje Putina, ale obawia się jego dominacji

Po brutalnym stłumieniu protestów w 2020 r. zależność Białorusi od Rosji stała się jeszcze większa. Moskwa zapewnia Mińskowi wsparcie polityczne, gospodarcze i bezpieczeństwa. Łukaszenka potrzebuje więc Putina, aby utrzymać swój system władzy.

Jednocześnie bezpośrednie zaangażowanie białoruskich wojsk w wojnę byłoby dla niego niezwykle ryzykowne. Według analiz przywoływanych przez ArmádníZpravodaj.cz, białoruskie społeczeństwo pozostaje w dużej mierze przeciwne udziałowi własnego kraju w wojnie. Straty żołnierzy mogłyby wywołać niezadowolenie, którego władze obawiają się szczególnie po doświadczeniach protestów sprzed kilku lat.

Sojusz, którego obie strony potrzebują

Łukaszenka nie jest więc politykiem, który realnie może odwrócić się od Kremla. Zachód pozostaje wobec niego wrogi, a białoruska gospodarka i bezpieczeństwo są silnie związane z Rosją. Otwarte zerwanie z Moskwą oznaczałoby dla niego ogromne ryzyko polityczne.

Jednocześnie Kreml również korzysta na obecnym układzie. Białoruś jest dla Rosji strategicznym zapleczem, zapewnia dostęp do infrastruktury i wzmacnia jej pozycję na wschodniej flance NATO. Dla Moskwy może być więc bardziej użyteczna jako stabilne zaplecze niż jako źródło dodatkowych, słabo zmotywowanych żołnierzy na froncie.

Lojalność Łukaszenki wobec Putina ma zatem przede wszystkim charakter pragmatyczny. Mińsk potrzebuje Moskwy, ale jednocześnie stara się nie oddać jej pełnej kontroli. To właśnie ta równowaga może decydować o przyszłości białorusko-rosyjskiego sojuszu.

Wybrane dla Ciebie