Pędził BMW 271 km/h. Zginął ratownik medyczny. "Oni nie myślą"

Na drodze ekspresowej S10 (w pobliżu węzła Kobylanka) rozpędzone BMW XM uderzyło w tył Toyoty. Samochód poruszał się z prędkością bliską aż 271 km/h. 67-letni Andrzej Noga – wieloletni ratownik medyczny – zginął, a jego żona trafiła do szpitala. O sprawcy i wypadku dowiadujemy się więcej w najnowszym reportażu "Uwaga!" TVN.

dPędził BMW 271 km/h. Zginął ratownik medyczny
Źródło zdjęć: © Pixabay, Uwaga TVN
Agnieszka Potoczny-Łagowska

Do wypadku doszło 6 października br. po zmroku. Jak podaje "Uwaga!", Andrzej Noga wraz z żoną Mariolą wracał drogą ekspresową S10 ze Szczecina do Drawska. Małżeństwo podróżowało Toyotą i, według relacji bliskich, poruszało się zgodnie z przepisami. W pobliżu węzła Kobylanka w tył ich auta uderzyło ciężkie, elektryczne BMW XM.

Siła zderzenia była tak duża, że 67-letni kierowca zginął na miejscu. Jego żonę z ciężkimi obrażeniami przewieziono do szpitala. Stan kobiety określano jako stabilny, ale ciężki.

Pędził BMW 271 km/h. Zginął ratownik medyczny. "Oni nie myślą"

Jak relacjonowali reporterom "Uwagi!" bliscy Andrzeja Nogi, mężczyzna przez niemal 50 lat pracował w miejscowym pogotowiu jako kierowca i ratownik medyczny. Po przejściu na emeryturę nadal kilka razy w miesiącu prowadził ambulans, wykonując przewozy pacjentów między szpitalami.

Rodzina wspominała go w materiale jako aktywnego i rodzinnego człowieka. Miał dwoje dzieci oraz pięcioro wnuków. Niedawno wybudował dom. Siostra i krewna zmarłego podkreślały w rozmowie, że wciąż posiadał liczne plany na życie.

Kierowca BMW uciekł z miejsca zdarzenia

Po kolizji kierowca BMW, Adrian K., oddalił się z miejsca wypadku. Julia Szozda z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie przekazała "Uwadze!", że policja zatrzymała mężczyznę w ciągu niespełna godziny i doprowadziła go do Komendy Powiatowej Policji w Stargardzie.

Na miejscu pozostał pasażer BMW, Marcin P., będący właścicielem samochodu. Badanie wykazało u niego ponad dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Prokuratura wskazała dla "Uwagi!", że to właśnie pasażer miał nagrywać szaleńczy przejazd telefonem i zachęcać kierowcę do dalszego zwiększania prędkości.

Adrian K. nie złożył wyjaśnień i nie przyznał się do winy. Marcin P. również zaprzeczył, by odpowiadał za zdarzenie. Twierdził, że nie prowadził samochodu, a podczas przesłuchania nie odnosił się do nagrania.

Znajomi Adriana K. opisują go inaczej

Adrian K. – jak dowiadujemy się z reportażu – ma 43 lata, mieszka w Stargardzie i zawodowo jest spawaczem. Pracuje w Danii, opiekuje się nastoletnim synem i własnymi siłami buduje dom. Sąsiedzi oraz znajomi przedstawiali go w rozmowie z "Uwagą!" jako zwyczajnego pracownika, który na co dzień jeździ starym Citroënem.

Rozmówcy "Uwagi!" twierdzili, że wcześniej nie zauważali u niego zainteresowania bardzo szybką jazdą ani motoryzacją. Jedna z jego znajomych, pani Milena, oceniła, że zachowanie podczas przejazdu BMW mogło wynikać z presji wywieranej przez pasażera.

Pasażerem BMW był 45-letni miejscowy deweloper. Według ustaleń reportera "Uwaga!" nagrywał przejazd, a także miał wyraźnie namawiać kierowcę do szybszej jazdy. Prokuratura bada znaczenie tego filmu dla sprawy.

Jaka kara grozi podejrzanym?

Wypadek na S10 ponownie skierował uwagę na odpowiedzialność za rażące przekraczanie prędkości. Po śmiertelnym wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina, zaostrzono przepisy. Za spowodowanie wypadku wskutek wyjątkowo niebezpiecznej jazdy może grozić nawet do 10 lat więzienia.

W sprawie wypadku pod Kobylanką kary mogą być wyższe. Prokurator Julia Szozda poinformowała w reportażu TVN, że od stycznia obowiązują zmienione przepisy Kodeksu karnego. W takiej sytuacji podejrzanym może grozić od 5 do 20 lat pozbawienia wolności.

Rodzina Andrzeja Nogi oczekuje rozstrzygnięcia sprawy. Barbara, krewna zmarłego, mówiła "Uwadze!" o potrzebie surowej kary i wskazywała, że według niej sprawcy powinni otrzymać minimum 20 lat więzienia.

– Oni w ogóle nie myślą. Nie wiem, jak w takim wieku można żyć bez mózgu. Tylko kasa, szybkie samochody – podała kobieta. – Przez lata pomagał (Andrzej Noga – przyp.) ludziom, ratował ich życie, a jego nie udało się uratować – ubolewała.
Wybrane dla Ciebie