Połamane ręce i nogi. Tak traktują uciekinierów z Korei Północnej

Dr Joanna Hosaniak od ponad 20 lat pomaga mieszkańcom Korei Północnej, którzy próbują uciec z kraju. W rozmowie z "Faktem" i w podcaście "Świat według Polski" opisała rosnące zagrożenia: w ubiegłym roku do Korei Południowej dotarło zaledwie 264 uciekinierów.

Kim Dzong Un, przywódca Korei Północnej.Kim Dzong Un, przywódca Korei Północnej.
Źródło zdjęć: © Getty Imges | 2018 Korea Summit Press Pool
Mateusz Kaluga

Dr Joanna Hosaniak kieruje Sojuszem Obywatelskim na Rzecz Praw Człowieka w Korei Północnej i od ponad dwóch dekad mieszka w Seulu. Jak relacjonuje w rozmowie z "Faktem", liczba uciekinierów z Korei Północnej zmniejszyła się po pandemii COVID-19. Główną przyczyną jest wzmocnienie kontroli na granicach, szczególnie na odcinku z Chinami.

Przed pandemią do Korei Południowej przybywało od 2 do 3 tys. uciekinierów rocznie. W ubiegłym roku było ich 264. Sojusz prowadzony przez Hosaniaka gromadzi relacje osób, którym udało się opuścić Koreę Północną, oraz pomaga w znalezieniu schronienia, zwłaszcza kobietom i dzieciom.

Mamy świadectwa żołnierzy, którzy na przykład brali udział w wydobywaniu uranu do produkcji broni nuklearnej w Korei Północnej, a potem na rozkaz zostali wysłani do Rosji na budowę i tam pracowali po 20 godzin dziennie. Za swoją pracę nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia – opowiada "Faktowi" dr Hosaniak.

Według Hosaniak, coraz więcej mieszkańców Korei Północnej próbuje zerwać z reżimem już po wysłaniu do pracy w Rosji lub innych byłych państwach sowieckich. Po zauważeniu nieobecności pracownika uruchamiano poszukiwania na terenie Rosji.

Według relacji przekazanych Sojuszowi uczestniczyły w nich zarówno północnokoreańskie służby działające w Rosji, jak i rosyjska policja. Schwytane osoby miały trafiać do konsulatu Korei Północnej we Władywostoku albo do ambasady tego państwa w Moskwie.

Tam oni są torturowani, łamie im się nogi i ręce, aby nie mogli już uciec – zdradza w rozmowie z "Faktem".

Osoba planująca ucieczkę musi nie tylko znaleźć sposób na opuszczenie kraju, lecz także dysponować pieniędzmi na przekupienie patroli. Łapówka może wynosić około 25 tys. dolarów za osobę - podaje serwis. Tymczasem nauczyciel lub pracownik instytucji państwowej zarabia przeciętnie od 5 do 10 dolarów miesięcznie.

Na terenach oddalonych od Pjongjangu nadal wykorzystuje się pługi do prac polowych, a w kopalniach wiele zadań wykonuje się ręcznie. Uciekinierzy przekazują także informacje o dużym zapotrzebowaniu na żywność. Według ich relacji pod tym względem niewiele zmieniło się od klęski głodu z lat 90. – opisuje dr.

Większość pieniędzy, które reżim Kima zarabia, tak naprawdę nie idzie na publiczne inwestycje, ale na polepszenie życia elit, które żyją szczególnie w stolicy kraju – mówi "Faktowi".

Wybrane dla Ciebie