Personel więzienia analizował e-maile, wiadomości tekstowe i rozmowy telefoniczne jednego z więźniów. W korespondencji znajdowały się zdjęcia kobiety w czerwonej bieliźnie oraz wiadomości podpisane pseudonimami "Jess Richardson" i "Jess Love". Śledczy zwrócili uwagę, że nadawczyni znała procedury obowiązujące w zakładzie karnym.
Zdjęcia porównano z fotografiami pracownic więzienia. Charakterystyczny kolczyk w języku i widoczny fragment twarzy pozwoliły zidentyfikować funkcjonariuszkę jako autorkę wiadomości.
Przyznała się podczas przesłuchania
Kobieta została wezwana na rozmowę z oficerem wywiadu więziennego i pracownikiem ochrony. Jak podaje Mirror, początkowo zaprzeczała, że utrzymywała z więźniem kontakty wykraczające poza obowiązki służbowe. Po chwili jednak przyznała: "Tak, robię to. Wiem, że to złe".
Podczas przeszukania zabezpieczono jej telefon komórkowy, na którym znaleziono zdjęcia. Śledczy podkreślili, że nie ma dowodów, by przemycała do więzienia telefon, narkotyki lub inne niedozwolone przedmioty.
Kara w zawieszeniu i zakaz kontaktu
Obrona przekonywała, że kobieta od początku współpracowała z organami ścigania, przyznała się do winy i okazała skruchę. Sędzia podkreślił jednak, że relacje funkcjonariuszy z więźniami stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu karnego, zwłaszcza że oskarżona wcześniej przeszła szkolenie dotyczące takich sytuacji.
Ostatecznie Beverley F. została skazana na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu. Sąd orzekł również 100 godzin prac społecznych, 15 dni programu rehabilitacyjnego, roczny zakaz kontaktowania się z więźniem oraz konfiskatę telefonu komórkowego, wykorzystywanego do kontaktów z nim.