Spojrzał na menu i zrezygnował z obiadu. Oburzyła go wysokość opłaty

Wizyta w lokalu gastronomicznym miała zakończyć się smacznym posiłkiem, a skończyła natychmiastowym wyjściem. Internetowy twórca Maciej Krul podzielił się w mediach społecznościowych zdjęciem karty dań z jednej z restauracji. Uwagę klienta przykuł dopisek wydrukowany drobnym drukiem na dole strony, który windował ostateczną cenę rachunku aż o jedną piątą.

.Spojrzał na menu i zrezygnował z obiadu. Oburzyła go wysokość opłaty
Źródło zdjęć: © Facebook | Maciej Krul - BlejtramTv
Edyta Tomaszewska

Sprawa opłat serwisowych w polskich restauracjach od lat budzi spore emocje wśród gości. Tradycyjnie dolicza się je przy większych rezerwacjach – zazwyczaj od 6 lub 8 osób – a ich wysokość waha się najczęściej w granicach 10–12 proc. Okazuje się jednak, że niektórzy restauratorzy decydują się na znacznie bardziej radykalne kroki.

"Wiem od razu, żeby podziękować i wyjść"

Twórca znany w sieci jako Maciej Krul BlejtramTv opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie karty dań. W ofercie znalazły się m.in. stek wołowy (48 zł) czy desery w cenach od 20 do 26 zł. Jednak to nie ceny samych potraw wywołały największe poruszenie, lecz komunikat na samym dole strony z deserami:

"Do rachunku doliczana jest opłata serwisowa w wysokości 20 proc."

Dla klienta ten krótki zapis był jednoznacznym sygnałem do rezygnacji z posiłku.


WIDEO
Kraków chce opłaty miejscowej. Do budżetu miasta może wpływać 50 mln zł rocznie

– I tak to, moi kochani, powinno wyglądać. Ładnie w menu podkreślone, że właścicielami restauracji są jakieś pazery, więc wiem od razu, żeby podziękować i wyjść, a nie jak kiedyś, że dowiedziałem się dopiero, jak zapłaciłem – skomentował ironicznie autor wpisu.

Mężczyzna zwrócił uwagę, że informacja została umieszczona dopiero na ostatniej stronie menu, przez co mniej uważny gość mógłby łatwo ją przeoczyć i przeżyć niemiłe zaskoczenie przy kasie. Szybka kalkulacja pokazała, jak mocno narzut wpływa na końcowy koszt wizyty.

– Policzyłem, że za obiad dla dwóch osób w tym miejscu, razem z napojami, zapłaciłbym około 150 zł. Przy dwudziestu procentach za serwis, musiałbym dodatkowo zapłacić 3 dychy, żeby mi ktoś to przyniósł do stolika. Dziękuję bardzo – relacjonował. – I nie chodzi o to, że mnie nie stać, albo że jestem złotówa, po prostu nie jestem jeleniem dającym się doić przez januszy biznesu – podsumował dosadnie.

Praktyka automatycznego doliczania opłaty serwisowej budzi wątpliwości natury konsumenckiej. Choć prawo nie zabrania lokalom stosowania opłat serwisowych, muszą one spełniać konkretne kryteria:

  • Obowiązek jednoznacznej informacji: Zgodnie z wytycznymi UOKiK oraz przepisami o uwidacznianiu cen towarów i usług, konsument musi być jasno, czytelnie i bezsprzecznie poinformowany o wszelkich dodatkowych kosztach przed złożeniem zamówienia.
  • Ukrywanie opłaty: Umieszczanie adnotacji małym drukiem na szarym końcu karty dań bywa uznawane za praktykę wprowadzającą w błąd, jeśli gość nie ma realnej szansy zapoznać się z nią przed dokonaniem wyboru.
  • Serwis a jakość obsługi: Wielu klientów zwraca uwagę, że przymusowa opłata w wysokości aż 20 proc. stoi w sprzeczności z ideą napiwku, który z definicji jest dobrowolną nagrodą za profesjonalną i uprzejmą obsługę, a nie obligatoryjnym podatkiem od przyniesienia talerza.

Głosy konsumentów w komentarzach pokazują, że o ile Polacy coraz chętniej doceniają pracę kelnerów dobrowolnymi napiwkami, o tyle narzucanie z góry tak wysokich dopłat często przynosi skutek odwrotny do zamierzonego – zniechęca do ponownej wizyty w lokalu.

Wybrane dla Ciebie