Tak przygotowują studentów na atak w USA. Córka Marcina Wrony ujawnia szczegóły

Ataki z użyciem broni w amerykańskich szkołach i na uczelniach sprawiły, że procedury bezpieczeństwa stały się tam częścią edukacji. Maria Wrona, córka dziennikarza Marcina Wrony, już jako dziewięciolatka uczestniczyła w ćwiczeniach na wypadek zagrożenia. W rozmowie z "Faktem" opowiedziała, czego nauczyła się w USA i jakie rozwiązania jej zdaniem warto wprowadzić również w Polsce.

Córka Marcina Wrony mówi, jak przygotowują studentów w USA do potencjalnych ataków.Córka Marcina Wrony mówi, jak przygotowują studentów w USA do potencjalnych ataków.
Źródło zdjęć: © Facebook
Karol Osiński

Maria Wrona przez ponad 20 lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, gdzie uczęszczała do szkół, a później studiowała na Uniwersytecie Wirginii. W tym czasie trzykrotnie zetknęła się z niebezpiecznymi sytuacjami na terenie uczelni. W jednym przypadku napastnik otworzył ogień, w innym uzbrojony w nóż mężczyzna zaatakował na kampusie.

Córka Marcina Wrony trzykrotnie znalazła się w sytuacji zagrożenia

Jak opowiedziała "Faktowi", w takich sytuacjach kluczowe znaczenie miały szybkie komunikaty oraz znajomość procedur. Studenci otrzymywali powiadomienia SMS, e-maile i alerty na urządzeniach, które informowały o zagrożeniu i przypominały o podstawowych zasadach postępowania.

Dla mnie bardzo pomocna okazała się ta zasada. Szczególnie podczas pierwszego zdarzenia, kiedy po informacji o strzelaninie w autobusie ogarnęła mnie panika. Zaczęłam dzwonić do rodziny w Polsce, płacząc i nie wiedząc, co robić. Dopiero widok tych trzech słów przypomniał mi szkolenia i procedury. Ta zasada naprawdę może ocalić życie – wspominała.

"Run, Hide, Fight". Trzy słowa, które mogą pomóc w sytuacji zagrożenia

Zasada, o której mówi Maria Wrona, to "Run, Hide, Fight", czyli "Uciekaj, ukryj się, walcz". Zakłada ona przede wszystkim próbę oddalenia się od zagrożenia, jeśli jest to możliwe. Gdy ucieczka nie wchodzi w grę, należy znaleźć bezpieczne schronienie i zabezpieczyć pomieszczenie. Walka z napastnikiem jest ostatecznością, gdy nie ma innych możliwości ochrony życia.

Córka dziennikarza opowiedziała, że podczas jednego z incydentów przebywała już w sali, w której odbywały się zajęcia. Wraz z innymi osobami musiała zabezpieczyć wejście i pozostać w ciszy, czekając na dalsze instrukcje.

– Na uczelni uczą nas, jak to robić, między innymi jak wykorzystać największe meble w pomieszczeniu i odpowiednio ustawić je przy wejściu, by uniemożliwić napastnikowi dostanie się do środka. Następnie siedzimy cicho i czekamy na dalsze informacje – wyjaśniła.

Maria zaznaczyła, że sama nigdy nie znalazła się w sytuacji, w której musiałaby walczyć z napastnikiem. Uczelniane szkolenia obejmowały jednak także przygotowanie na taki scenariusz.

W USA ćwiczenia zaczynają się już w szkole podstawowej

Jak wynika z relacji Marii Wrony, przygotowanie do reagowania na zagrożenie rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych już na wczesnym etapie edukacji. Pierwsze ćwiczenia pamięta z okresu, gdy miała około dziewięciu lub dziesięciu lat.

– Otrzymywaliśmy komunikaty o zagrożeniu i musieliśmy zachowywać się tak, jak podczas rzeczywistego ataku. Barykadowaliśmy klasy, a administratorzy sprawdzali, czy zabezpieczenia zostały wykonane prawidłowo – opowiadała.

Szkolenia na uczelniach, jak dodała, są powtarzane każdego roku. Ich celem jest wyrobienie nawyków, które mogą pomóc w sytuacji silnego stresu i paniki.

Córka Marcina Wrony wskazuje, co można zmienić w polskich szkołach

Maria Wrona uważa, że część amerykańskich rozwiązań można zastosować także w Polsce. Jej zdaniem regularne ćwiczenia, jasne komunikaty i znajomość podstawowych zasad postępowania mogą zwiększyć poczucie bezpieczeństwa uczniów i studentów.

Uważam, że regularne szkolenia, choć trudne emocjonalnie, są niezwykle potrzebne. Nawet osoba pogrążona w panice jest wtedy w stanie przypomnieć sobie podstawowe zasady działania. Samo przygotowanie daje poczucie większej kontroli nad sytuacją – podkreśliła w rozmowie z "Faktem".

Jednocześnie zaznaczyła, że ćwiczenia nie wyeliminują strachu całkowicie. Mogą jednak pomóc lepiej reagować, gdy pojawi się realne zagrożenie.

– Świadomość procedur, regularne ćwiczenia i jasne komunikaty nie eliminują strachu całkowicie, ale pomagają poczuć się bezpieczniej i dają większą pewność, że w sytuacji zagrożenia będziemy wiedzieć, co robić – dodała.

Wybrane dla Ciebie