Tak wyglądało świadectwo moralności. Dokument ma niemal 100 lat

Obecnie, gdy pracodawca chce zweryfikować naszą przeszłość, prosi o zaświadczenie z Krajowego Rejestru Karnego. Jeszcze sto lat temu samo "niekaranie" jednak nie wystarczało. Aby dostać dobrą posadę, wyjechać za granicę, a czasem nawet wziąć ślub, należało przedłożyć świadectwo moralności – dokument, w którym władze oceniały nie tylko przestrzeganie prawa, ale i cały styl życia obywatela.

,.Świadectwo moralności
Źródło zdjęć: © Facebook, O dawnej i niedawnej przeszłości
Edyta Tomaszewska

Świadectwa moralności funkcjonowały przez stulecia i zachowały istotne znaczenie aż do pierwszej połowy XX wieku. Wystawiały je instytucje kościelne, urzędy gminne, władze miejskie, a niekiedy także pracodawcy czy cechy rzemieślnicze. W przeciwieństwie do współczesnych zaświadczeń o niekaralności, dokument ten wnikał głęboko w sferę prywatną.

Urzędnik lub duchowny poświadczał prowadzenie się i obyczaje, upewniając się, że dana osoba nie wywołuje zgorszenia i żyje w zgodzie z sąsiadami. Zwracano baczną uwagę na trzeźwość, sumienność w codziennych obowiązkach, a w przypadku pism kościelnych także na praktyki religijne. Niezwykle ważna była również postawa społeczna i brak powiązań z działalnością wywrotową wobec obowiązującego porządku państwowego.

Bez takiego zaświadczenia trudno było myśleć o życiowym awansie. Dokument był niezbędny przede wszystkim w zawodach zaufania publicznego, takich jak administracja państwowa, szkolnictwo, sądownictwo, policja czy kolej.

Przedkładano go podczas ubiegania się o przyjęcie do szkół średnich i na wyższe uczelnie, a także przy meldunku w nowej miejscowości, ubieganiu się o paszport i emigracji zarobkowej. W sferze prywatnej świadectwa wystawiane przez proboszczów miały kluczowe znaczenie przy zawieraniu małżeństw, zwłaszcza gdy narzeczeni pochodzili z różnych parafii.

Doskonałym obrazem tej urzędowej praktyki w II Rzeczypospolitej jest zachowany dokument z 1 września 1924 r., wystawiony przez Zwierzchność gminy Pisarzowice w ówczesnym powiecie bialskim, który opublikowano na blogu "O dawnej i niedawnej przeszłości".

Treść dokumentu pokazuje, że dawne świadectwo moralności miało znacznie szerszy charakter niż współczesne zaświadczenie o niekaralności. W przypadku Józefa Szatana władze gminne nie ograniczyły się bowiem do stwierdzenia, że nie był on karany. Wystawiły mu również pozytywną opinię dotyczącą całego jego życia i postępowania. Szczególnie charakterystyczne jest wyliczenie cech uznawanych wówczas za istotne dla dobrej opinii obywatela: "moralne, uczciwe, trzeźwe, spokojne i pod każdym względem zasługujące na pochwałę" – czytamy na blogu "O dawnej i niedawnej przeszłości".

Dziś świadectwa moralności mogą budzić uśmiech lub skojarzenia z nadmierną ingerencją urzędu w prywatność. W dawnych realiach wynikały one jednak ze specyfiki małych, zintegrowanych społeczności. Wójt, proboszcz czy naczelnik gminy osobiście znali mieszkańców i ich rodziny, więc ich podpis nie był jedynie pieczęcią nad anonimową bazą danych, lecz osobistym ręczeniem za człowieka.

Wybrane dla Ciebie