Wchodził do sadu i zabierał jabłka. Wszystko nagrał monitoring.

Właściciele sadu w Pyzdrach (woj. wielkopolskie) zauważyli, że ktoś regularnie pojawia się na ich terenie i zabiera jabłka. Początkowo mogło się wydawać, że to jednorazowa sytuacja. Monitoring pokazał jednak, że mężczyzna wracał.

.Wchodził do sadu i zabierał jabłka. Wszystko nagrał monitoring
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images | sad24.pl
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Mężczyzna miał kilkakrotnie przyjeżdżać busem do sadu w Pyzdrach.
  • Właściciele gospodarstwa mają nagrania pojazdu i jego tablic rejestracyjnych.
  • Sadownicy podkreślają, że oczekują szacunku dla swojej pracy, a nie rekompensaty za owoce.

Nie chodzi o kilka kilogramów owoców. Dla właścicieli sadu w Pyzdrach problemem jest przede wszystkim to, że ktoś bez pytania korzysta z efektów ich całorocznej pracy. Jak informuje sad24.pl, monitoring gospodarstwa kilkukrotnie zarejestrował mężczyznę, który miał przyjeżdżać busem i zabierać jabłka. Sadownicy zdecydowali się pokazać nagrania.

Wojciechowscy prowadzą gospodarstwo sadownicze, w którym uprawiają głównie jabłka odmiany Gala, a także klubowe odmiany jabłoni i morele. Ich sady zajmują kilkadziesiąt hektarów, dlatego prace trwają przez cały rok. Właściciele nie zgadzają się na samowolne zbieranie owoców. Jak podkreśla Donata Wojciechowska, nie chodzi jednak przede wszystkim o wartość skradzionych jabłek, ale o sam fakt ich zabierania.


WIDEO
Już tak nie wygląda. Na nowych zdjęciach jest nie do poznania

Naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie może przyjechać i zapytać. Na pewno byśmy się porozumieli – mówi sadowniczka. Jej zdaniem wystarczyłoby zapukać do gospodarstwa, poprosić o kilka owoców albo po prostu je kupić.

Wchodził do sadu i zabierał jabłka

Sytuacja stała się jeszcze bardziej irytująca, gdy okazało się, że nie była to pojedyncza wizyta. Monitoring miał zarejestrować kolejne pojawienie się tego samego mężczyzny.

Właściciele zdecydowali się opublikować nagrania, ponieważ wcześniejszy apel nie przyniósł oczekiwanego efektu. Jak zaznaczają, nie chodzi im o publiczne piętnowanie człowieka. Chcą przede wszystkim, aby wizyty w sadzie się skończyły.

Jak wynika z relacji gospodarzy, mężczyzna może szczególnie cenić jabłka Gala, ponieważ po wcześniejszej wizycie miał wrócić do sadu. Sadownicy zaznaczają jednak, że nawet niewielka liczba zabranych owoców oznacza wejście na teren uprawy bez zgody.

Wojciechowscy słyszeli także o kradzieżach brzoskwiń w okolicy. Nie łączą tych zdarzeń z wizytami w swoim sadzie, ponieważ nie mają informacji, które pozwalałyby wskazać związek. W ich gospodarstwie kolejne przypadki pozostają udokumentowane przez monitoring, a nagrania mają przypominać, że o owoce można poprosić lub je kupić.

Dla właścicieli sadu sprawa jest więc przede wszystkim kwestią szacunku do cudzej pracy. Jabłka są tylko częścią problemu.

Wybrane dla Ciebie