Wieszała pranie. Zobaczyła jedno z ciał. Szczegóły tragedii w Kielcach

Prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci czterech osób, których ciała znaleziono we wtorek (13 października) na Osiedlu pod Dalnią w Kielcach. "Super Express" dotarł do informacji na temat tragedii. Według relacji dziennika to sąsiadka zauważyła ciało na balkonie.

Tragedia w Kielcach. Nie żyją cztery osobyTragedia w Kielcach. Nie żyją cztery osoby
Źródło zdjęć: © PAP | Piotr Polak
Rafał Strzelec

We wtorek (13 października) w jednym z mieszkań na Osiedlu pod Dalnią w Kielcach znaleziono ciała czterech osób. Jak podaje "Super Express", na balkonie znajdowało się ciało 55-letniego Andrzeja, a w mieszkaniu jego żony, 52-letniej Moniki, oraz dwóch synów – 17-letniego Rafała i 18-letniego Marcina.

Według prokuratury doszło do tzw. samobójstwa rozszerzonego. -Najbardziej prawdopodobne wydaje się tzw. zabójstwo suicydalne, czyli sytuacja, w której najpierw dochodzi do zabicia trzech osób, a potem samobójstwa sprawcy – informował prok. Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Jak wynika z ustaleń "SE", do tragedii doszło najprawdopodobniej w poniedziałek (12 października) około godz. 22.00. Sąsiedzi mieli słyszeć niepokojące odgłosy dobiegające zza ścian. Dopiero na drugi dzień rano doszło do tragicznego odkrycia.

Sąsiadka rodziny wyszła na balkon, aby wywiesić pranie. To wówczas zauważyła zwłoki zwisające z balkonu. Kobieta zawiadomiła służby. Po dotarciu na miejsce policjanci odkryli ciała czterech osób. Obok czuwał pies owczarek niemiecki o imieniu Duna.

"Według wstępnych ustaleń najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym mężczyzna najpierw zabił żonę i synów, a później odebrał sobie życie. Według nieoficjalnych informacji mężczyzna posłużył się siekierą. Oszczędził jedynie psa" – przekazuje "SE".

– Dobrze im się powodziło, nie wiadomo, co się mogło wydarzyć. Może to depresja? Tego mężczyznę wszyscy znali, chodził z psem po osiedlu, mówiliśmy sobie "dzień dobry", wydawał się spokojnym człowiekiem – mówią sąsiedzi w rozmowie z dziennikiem.

Według ustaleń w rodzinie nie dochodziło do żadnych niepokojących zdarzeń. Andrzej pracował jako ochroniarz i kierowca w przedsiębiorstwie. Według "SE" jego żona od kilku lat nie pracowała zawodowo i zajmowała się domem. Synowie uczęszczali do szkoły.

Wybrane dla Ciebie