Do tragedii doszło na wyspie Île de Ré, gdzie zawodnicy klubu Lions przebywali przed meczem z francuskim zespołem La Rochelle w Pucharze Mistrzów Investec. Jak podała agencja AFP, u Hyrona Andrewsa stwierdzono zatrzymanie krążenia. Mimo interwencji służb ratunkowych nie udało się go uratować.
Prokuratura potwierdziła, że na ciele rugbysty nie znaleziono śladów przemocy, a udział osób trzecich nie jest obecnie uznawany za prawdopodobny. Główną badaną hipotezą jest śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Zaplanowano sekcję zwłok, która ma pomóc ustalić dokładną przyczynę zgonu.
Został znaleziony nieprzytomny w kabinie prysznicowej znajdującej się w hotelowej strefie spa. Prysznic był zamknięty od środka – przekazano.
Hyron Andrews był zawodnikiem występującym na pozycji drugiej linii, określanej w rugby jako lock. Karierę rozwijał w Republice Południowej Afryki. Następnie przeniósł się do Anglii i reprezentował Sale Sharks, dla których rozegrał 45 spotkań. Latem tego roku wrócił do ojczyzny i dołączył do Lions. W przeszłości występował w reprezentacji Republiki Południowej Afryki do lat 20.
Śmierć 31-latka poruszyła środowisko sportowe. Kondolencje rodzinie zmarłego przekazały kluby, a także organizacje związane z rozgrywkami. Pracownicy Lions podkreślili, że zmarły był cenionym członkiem zespołu. Miał żonę i dwóch synów.
Jesteśmy zdruzgotani śmiercią Hyrona. Był nie tylko utalentowanym rugbystą, ale także cenionym członkiem naszej rodziny Lions, do której dołączył w tym sezonie – napisał w sieci Rudolf Straeuli, dyrektor generalny klubu.
Mimo śmierci Andrewsa meczu nie odwołano. Tak uczczą jego śmierć
Mimo tragedii klub zdecydował się rozegrać zaplanowany mecz z La Rochelle. Spotkanie miało odbyć się w sobotni wieczór (17 października o 18:30 czasu polskiego), a zawodnicy chcieli w ten sposób oddać hołd zmarłemu koledze.
Przed rozpoczęciem meczu zaplanowano minutę ciszy. Podobny gest pamięci zapowiedziano przed pozostałymi spotkaniami Pucharu Mistrzów i Challenge Cup rozgrywanymi w ten weekend.