Bałtyk wyrzucił tajemniczą substancję. Są wyniki badań

Urząd Morski w Słupsku przedstawił wyniki badań czarnych, lepkich grudek znalezionych na plażach między Rowami a Wiciem. Laboratorium potwierdziło ich ropopochodne pochodzenie, ale nie określiło dokładnego rodzaju materiału. Służby sprawdzają statek, który mógł przyczynić się do zanieczyszczenia.

.Bałtyk wyrzucił tajemniczą substancję. Są wyniki badań
Źródło zdjęć: © Facebook
Edyta Tomaszewska

Pierwsze zgłoszenia dotyczące czarnych grudek napłynęły pod koniec września z Ustki. W następnych dniach podobne pozostałości znaleziono także w innych miejscowościach. Ślady odnotowano na odcinku liczącym blisko 50 km, od Rowów w województwie pomorskim po Wicie w województwie zachodniopomorskim. Największe skupisko znajdowało się w rejonie Ustki.

Próbki zabrane z plaż trafiły do laboratorium w Gdańsku. Analiza wykazała, że substancja jest ropopochodna, jednak nie pozwoliła ustalić, czy był to konkretny rodzaj paliwa lub innego produktu naftowego. Urząd Morski w Słupsku przekazał, że materiał jest wysokowrzący i mało lotny, dlatego nie zachowuje się jak benzyna ani inne lekkie paliwa.

Dlaczego nie udało się dokładnie zbadać substancji?

Anna Sędzińska, dyrektor Urzędu Morskiego, wyjaśniła, że identyfikację utrudnił sposób pobrania próbek. Materiał zebrano bezpośrednio na plaży, a wraz z nim do próbek dostały się między innymi piasek i inne zanieczyszczenia. Laboratorium oceniło, że przy takim stanie materiału dokładne określenie jego rodzaju może być niemożliwe.

Urząd Morski nie planuje kolejnych, bardziej szczegółowych analiz. Badania dostarczyły jednak informacji istotnej dla osób przebywających na wybrzeżu. Krótkotrwały kontakt z substancją nie powinien zagrażać zdrowiu ani życiu. Zebrane grudki są mimo to traktowane jako odpad niebezpieczny, ponieważ wymagają specjalnej utylizacji.

Służby sprawdzają statek w pobliżu Ustki

Równolegle trwa ustalanie, w jaki sposób ropopochodny materiał dostał się do Bałtyku. Służby analizowały ruch jednostek, które znajdowały się w pobliżu wybrzeża w okresie, gdy mogło dojść do zanieczyszczenia. Szczególną uwagę poświęcono statkom przepływającym w rejonie Ustki.

Jedna z hipotez zakłada, że substancja mogła pochodzić z nielegalnego czyszczenia zbiorników statku. Po wytypowaniu konkretnej jednostki przeprowadzono jej inspekcję i pobrano próbki paliwa. Miały one zostać porównane z materiałem znalezionym na plażach.

Anna Sędzińska poinformowała, że próbki ze statku rzeczywiście pobrano. Jednocześnie oceniła, że szanse na jednoznaczne dopasowanie ich do próbek z plaży są niewielkie. Z tego powodu postępowanie może zakończyć się bez wskazania odpowiedzialnej jednostki. Jeśli udałoby się udowodnić jej udział, armator mógłby zostać obciążony także kosztami sprzątania oraz utylizacji odpadów.

Sprzątanie plaż nadal trwa

Pracownicy służb ochrony wybrzeża usuwali zanieczyszczenia ręcznie. Zabrudzony piasek, kamienie i patyki umieszczano w specjalnych workach. W środę oczyszczono ok. 10 km plaż: siedem kilometrów w okolicy Ustki oraz trzy kilometry między Rowami a Dębiną.

Kolejnego dnia porządkowanie objęło plaże w Ustce i część terenów w gminie, gdzie zebrano najwięcej substancji. W piątek miasto poinformowało o ponownym otwarciu odcinka między zejściami U16 i U31, położonymi odpowiednio po wschodniej i zachodniej stronie Ustki.

Urząd Morski zaznacza, że na piasku mogą jeszcze pojawiać się pojedyncze, niewielkie grudki. Nie wszystkie udało się usunąć, a część materiału może ponownie zostać wyrzucona przez morze. Monitoring wybrzeża ma potrwać jeszcze kilka tygodni. Dopiero po jego zakończeniu będzie można oszacować ilość zebranego odpadu i przekazać go do specjalistycznej utylizacji.

Prosimy o niedotykanie i niepodejmowanie prób samodzielnego usuwania zauważonych pozostałości – apeluje Urząd Morski.
Wybrane dla Ciebie