To był jeden z tych komunikatów, które czyta się dwa razy, by mieć pewność, że algorytm nie podsunął nam satyrycznego nagłówka z AszDziennika. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie domniemanego składania fałszywych zeznań przez Lecha Wałęsę w kwestii tzw. teczek Kiszczaka. Uzasadnienie? Między innymi zeznania świadków, którzy twierdzili, że Wałęsa w tamtym czasie był, i tu cytat, który wstrząsnął polskim komentariatem – "wtórnym analfabetą".
Dwie twarze: "doktor" Lech i mister Wałęsa
Jak to, okazuje się, że mit nie jest nieskazitelny? W epoce starannie wyselekcjonowanych i poprawionych filtrami zdjęć na Instagramie, rzeczywiście to może być zaskakujące. Chcielibyśmy pewnie, żeby nasi historyczni "avengersi" byli nie tylko superbohaterami w sferze publicznej, ale do tego powinni być mądrzy, a ich przeszłość czysta jak łza, tak żeby wszystko pasowało do idealnego wyobrażenia.
A życie jest życiem i nie założymy na niego filtrów. Z jednej strony – Noblista, człowiek, który wstrząsnął posadami komunistycznego imperium, symbol wolności uznawany od Waszyngtonu, przez Watykan, aż po Tokio.
Z drugiej… mężczyzna naprawdę wielu słabości, o którym świadkowie mówią, że w kluczowych latach swojej aktywności nie posługiwał się płynnie pismem i słabo czytał.
I tu docieramy do sedna. Wszyscy chcielibyśmy, żeby historia była filmem hollywoodzkim, z jasnym podziałem na role, idealnym światłem (i światem) oraz bohaterem wygłaszającym mowy, które stają się potem częścią popkultury. Prawda jest jednak, jeśli nie brudna, to przynajmniej mocno przybrudzona.
Symbol made in Poland
To, co dla jednych (np. ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka) jest dowodem na ubeckie fałszerstwa: – Próbowano przypisać autorstwo wielostronicowych, ubeckich donosów człowiekowi, który według świadków nie sporządzał w tamtym czasie żadnych długich rękopisów.
Dla innych stało się orężem do bezlitosnej szydery: - Ci szaleńcy twierdzą, że na czele 10-milionowego ruchu Solidarności stał wtórny analfabeta – grzmi Sławomir Cenckiewicz, historyk, dla którego były prezydent to po prostu agent "Bolek", współpracujący niejawnie z komunistyczną bezpieką.
I tu mamy paradoks: czy osoba z trudną i pogmatwaną przeszłością może być jednocześnie… narodowym bohaterem?
To spór w zasadzie nierozwiązywalny. Zamiast dyskutować o złożoności natury ludzkiej, jesteśmy wciąż wciągani w ustawkę politycznych kiboli. Bijemy się jednak nie skrycie po lasach, a z otwartymi przyłbicami w świetle atencji platformy X. Prawica krzyczy o skandalu i "logice Giertycha", lewica i centrum bronią legendy Solidarności.
A w środku tego wszystkiego stoi Lech Wałęsa – postać z krwi i kości, lepiej lub gorzej niosąca ciężar własnych słabości, błędów i być może, nieodkrytych jeszcze tajemnic.
Człowiek nie z żelaza
Czego uczy nas ta sprawa, jeśli na chwilę oderwiemy wzrok od politycznej nawalanki?
Pomniki mają skazy. I chwała za to wielkiemu architektowi. Gdyby ich nie miały, byłyby tylko zimnym tworzywem, odlanym z naszych własnych, wyidealizowanych oczekiwań.
Historia, podobnie jak życie, rzadko kiedy układa się w elegancki i gładki wzór. Najczęściej to chropowata, poszarpana, a nawet poplamiona tkanina. I to właśnie czyni ją tak fascynującą.
Choć oczywiście cynicy powiedzą, że to "wygrani piszą historię" i za kilka lat, akcenty w tej sprawie mogą się jeszcze zmienić.