Chce uniewinnienia dla Sebastiana M. Takich argumentów użyła

Mec. Katarzyna Hebda chce uniewinnienia dla Sebastiana M. Adwokat oskarżonego o spowodowanie wypadku na A1 uważa, że materiał dowodowy nie wskazuje na to, że M. uderzył swoim BMW w jadącą prawidłowo Kię. – Trzeba odpowiedzieć na pytanie, jak doszło do kontaktu pojazdu BMW i Kia – powiedziała prawniczka w trakcie mowy końcowej. Dodała, że na sali sądowej "nie ma winnego wypadku".

Mec. Hebda chce uniewinnienia Sebastiana M.Mec. Hebda chce uniewinnienia Sebastiana M.
Źródło zdjęć: © o2.pl
Marcin Lewicki

Sebastian M. od początku procesu przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim nie przyznaje się do prokuratorskich zarzutów. Śledczy zarzucają mężczyźnie, że we wrześniu 2023 roku poruszał się po autostradzie A1 z prędkością ok. 329 km/h, po czym uderzył w osobową Kię, doprowadzając do śmierci małżeństwa z pięcioletnim dzieckiem.

Mec. Katarzyna Hebda (obrońca M.) podczas mowy końcowej podtrzymała stanowisko swojego klienta. Adwokat uważa, że 35-latek jest niewinny, a materiał dowodowy zebrany przez prokuraturę (m.in. zeznania świadków i opinie biegłych) jest niewystarczający do skazania Sebastiana M.


WIDEO
Proces Sebastiana M. "Winnego na tej sali nie ma"

Wysoki sądzie, Sebastian M. nie jest oskarżony o przekroczenie prędkości czy tuningowanie swojego auta. Skupmy się na tym. Proszę sąd, aby nie brać na wiarę słów oskarżonego. Proszę, aby wziąć pod uwagę dowody – powiedziała w trakcie mowy końcowej mec. Hebda.

Katarzyna Hebda wskazała, że sprawa wypadku była od pierwszego dnia tematem zainteresowania mediów. Jej zdaniem "już od samego początku uznano oskarżonego za winnego".

Sebastian M. był traktowany jak zabójca. W opinii publicznej bardzo szybko utrwalił się ten schemat. Szybkie BMW, tragiczna śmierć trzech osób. To znaczy, że kierowca BMW jest winny. Jako obrońca muszę z całą stanowczością stwierdzić, że powtarzanie jednej wersji przez trzy lata nie jest dowodem. Sąd jest miejscem, gdzie publiczna narracja musi ustąpić analizie faktów – powiedziała mec. Hebda.

Zdaniem prawniczki Sebastian M. oskarżony od początku uważa, że nie spowodował wypadku i nie jest to wersja na potrzeby procesu.

Jestem przekonana, że oskarżony czuje współczucie. Ale nie zaprzecza to temu, że nie doprowadził do zderzenia. On to twierdzi od samego początku – powiedziała mec. Hebda, a jej zdaniem żaden ze świadków nie zeznał wprost, że to BMW uderzyło w Kię.

Prawniczka Sebastiana M. po raz kolejny w trakcie mowy końcowej negowała opinie przygotowane przez biegłych. Twierdzi, że żadna z nich nie wskazuje na realny przebieg wypadku. Hebda podważa m.in. drogę hamowania pojazdów oraz wyliczoną przez biegłych prędkość pojazdu Sebastiana M. Dodała, że "na tej sali nie ma faktycznego winnego wypadku".

Sebastian M. mógłby odpowiadać za przekroczenie prędkości. Modyfikacja pojazdu jest zabiegiem, który wykonywany jest praktycznie codziennie. Celem obrony nigdy nie było deprecjonowanie tragedii tego wypadku. Nie kwestionujemy tego, że oskarżony przekroczył prędkość. Ale nadal wysoka prędkość nie odpowiada na pytanie, jak doszło do wypadku. Nie wiemy, czy np. doszło do wystrzału opony Kii. Nie wiemy, dlaczego pojazd ten zjechał na lewy pas – powiedziała mec. Hebda.

Adwokat Sebastiana M. dodała, że "nie można z całą pewnością powiedzieć, że to M. spowodował wypadek" i to on uderzył w Kię.

Materiał dowodowy pokazuje, że teza przyjęta przez biegłych nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością – powiedziała mec. Hebda.

Sprawa Sebastiana M.

Głośny wypadek na A1 miał miejsce 16 września 2023 r. w pobliżu wsi Sierosław, niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego. Zginęła w nim trzyosobowa rodzina: rodzice z chłopcem. Ofiary spłonęły żywcem w osobowej Kii. Prokuratura Okręgowa w Katowicach, opierając się na dowodach i opiniach biegłych, ustaliła, że Sebastian M. kierując BMW, jechał z prędkością ok. 315-329 km/h, co doprowadziło do zderzenia z prawidłowo jadącym autem ofiar wypadku.

Po wypadku Sebastian M. nie został zatrzymany na miejscu. Wyjechał przez Niemcy i Turcję do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tam został aresztowany i w maju bieżącego roku wydany Polsce. Wymagało to bardzo długiej procedury ekstradycyjnej, w którą zaangażowały się m.in. MSZ i Ministerstwo Sprawiedliwości. Proces mężczyzny rozpoczął się we wrześniu 2025 r. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim.

Wybrane dla Ciebie