Bronił Sebastiana M. Usłyszał zarzuty. Grozi mu nawet wydalenie

Jak udało nam się ustalić, mec. Marcin Jakubowski, który bronił Sebastiana M., usłyszał zarzut ws. przewinienia dyscyplinarnego. Wcześniej ustaliliśmy, że jednocześnie był obrońcą w procesie karnym i pracował dla Grupy Azoty. Radca prawny złożył wyjaśnienia. Grozi mu nawet wydalenie z samorządu zawodowego i pozbawienie prawa do wykonywania zawodu.

Ogromne problemy mec. Marcina Jakubowskiego. Sprawa Sebastiana M. może skończyć się dla niego wydaleniem z zawoduOgromne problemy mec. Marcina Jakubowskiego. Sprawa Sebastiana M. może skończyć się dla niego wydaleniem z zawodu
Źródło zdjęć: © o2.pl | Marcin Lewicki
Marcin Lewicki

Na ostatniej rozprawie Sebastiana M. (21 września) przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim do broniącej oskarżonego o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym mec. Katarzyny Hebdy dołączyli mec. Radosław Niecko oraz mec. Marcin Jakubowski. Jak ustaliliśmy w trakcie 15-minutowej przerwy, drugi z nowych prawników Sebastiana M. do 30 września był zatrudniony na podstawie umowy o pracę w Grupie Azoty.

Przepisy (art. 82 Kodeksu postępowania karnego oraz Ustawa o radcach prawnych) zabraniają prawnikowi jednoczesnego świadczenia pracy na umowie o pracę i bronienia klienta przed sądem. Opublikowaną na łamach o2.pl informację wykorzystali podczas procesu mec. Łukasz Kowalski (pełnomocnik rodziny ofiar wypadku M.) oraz prok. Izabela Knapik. Doszło do niecodziennej sytuacji.


WIDEO
"No i cóż, mecenasie?". Prawnik Sebastiana M. opuścił salę. Niespotykana sytuacja

Po wspomnianej przerwie prokurator Knapik oficjalnie powołała się na artykuł opublikowany w o2.pl i poprosiła sąd o weryfikację, czy rzeczywiście mec. Marcin Jakubowski zatrudniony jest na umowie o pracę w Grupie Azoty. Radca prawny potwierdził tę informację, a w konsekwencji musiał opuścić salę rozpraw. Wrócił na nią po kilku godzinach, ale już w roli widza.

Okazuje się, że kłopoty mec. Jakubowskiego dopiero się zaczynają. Już dzień po rozprawie (22 września) Okręgowa Izba Radców Prawnych w Szczecinie poinformowała o2.pl, że sprawą radcy prawnego zajmie się rzecznik dyscyplinarny.

Jak udało nam się ustalić, w wyniku postępowania mec. Jakubowski usłyszał zarzut dotyczący popełnienia przewinienia dyscyplinarnego.

2 października 2026 roku wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutu, który został ogłoszony radcy prawnemu 5 października 2026 roku. Radca prawny złożył wyjaśnienia, których treść objęta jest tajemnicą dochodzenia - mówi o2.pl mec. Jakub Cieślicki, rzecznik prasowy Okręgowej Izby Radców Prawnych w Szczecinie.

O losie mec. Jakubowskiego zdecyduje teraz sąd dyscyplinarny. Wachlarz kar, które grożą prawnikowi, jest szeroki. Może to być upomnienie, nagana, ale też kara pieniężna. Z informacji o2.pl wynika, że sąd dyscyplinarny może sięgnąć nawet po wyższą karę. Nie jest wykluczone, że mec. Marcin Jakubowski zostanie zawieszony w prawach do wykonywania zawodu, a nawet wydalony z samorządu zawodowego i pozbawiony prawa do wykonywania zawodu.

Na razie nie wiadomo, czy mec. Marcin Jakubowski pojawi się na sali rozpraw w trakcie mów końcowych (7 października) w związku z toczącym się procesem Sebastiana M. Mec. Katarzyna Hebda twierdzi, że nie wiedziała, że radca prawny nie może siedzieć obok oskarżonego w sądzie. Nie jest też w stanie powiedzieć, czy prawnik będzie nadal reprezentował M.

W opinii niektórych prawników udział mec. Jakubowskiego (jako nieuprawnionego do bronienia Sebastiana M.) w procesie mógł zakończyć się nawet kasacją. Takie zdanie wyraził w rozmowie z o2.pl m.in. prof. Piotr Kruszyński.

W teorii jest to poważne naruszenie prawa, które stanowiłoby podstawę do kasacji. Ostateczny efekt kasacji zależałby jednak od składu orzekającego - powiedział karnista w rozmowie z o2.pl.

Sprawa Sebastiana M.

Urodzony w 1991 roku Sebastian M. stanął przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim we wrześniu 2025 roku. Mężczyzna odpowiada za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności.

Z ustaleń prokuratury i z materiału dowodowego wynika, że 35-latek jechał swoim BMW ponad 320 km/h (według biegłych nawet 333 km/h) i uderzył w osobową Kię. Doszło do pożaru. Żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina: ojciec, matka i niespełna 5-letnie dziecko.

Sprawa stała się głośna, gdy M. wyjechał do Niemiec, a następnie (drogą lądową) udał się do Turcji, skąd wyleciał do Dubaju. Do jego sprowadzenia do Polski konieczna była skomplikowana procedura ekstradycyjna. M. trafił do kraju dopiero w maju 2025 roku. Nadal przebywa w areszcie.

Wybrane dla Ciebie