Ksiądz wprost o opłatach w Kościele. W sieci zawrzało

Ile kosztuje chrzest, ślub czy pogrzeb? Choć oficjalnie w Kościele katolickim obowiązuje zasada dobrowolnej ofiary, w wielu parafiach wierni zderzają się ze sztywnymi cennikami. Do drażliwego tematu finansów odniósł się w mediach społecznościowych ks. Emil Dudek. Jego wpis wywołał lawinę komentarzy – internauci podzielili się swoimi, często bolesnymi, doświadczeniami z kancelarii parafialnych.

.Ks. Emil Dudek
Źródło zdjęć: © Facebook, Ks Emil Dudek
Edyta Tomaszewska

Kwestia opłat za posługi duszpasterskie od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Zamiast symbolicznego "co łaska", wierni nierzadko słyszą zza biurka w kancelarii konkretne sumy, sięgające od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Głos w tej sprawie zabrał ks. Emil Dudek, otwarcie pytając: "Ile kosztuje chrzest w Kościele? A ślub? A pogrzeb?"

Duchowny podkreślił, że choć wspólnota potrzebuje środków na ogrzewanie świątyń, remonty czy bieżące funkcjonowanie, finanse nigdy nie mogą przesłaniać istoty wiary.

"Ofiara składana przy okazji sakramentu nie jest zapłatą za łaskę Bożą. Sakramentów nie można kupić, a brak pieniędzy nigdy nie powinien zamykać człowiekowi drogi do ich przyjęcia" – napisał ks. Emil Dudek.

WIDEO
Ksiądz Adrian przebaczył zabójcy. Nagranie

Duchowny zauważył, że doskonale rozumie wiernych, którzy czują się skrępowani i zażenowani, gdy w kancelarii zamiast duchowego wsparcia na pierwszym planie pojawiają się wyliczenia finansowe.

Zaapelował także do samych duchownych o rachunek sumienia: "Wierni mają prawo oczekiwać przejrzystości, a duchowni mają obowiązek pamiętać, że sakramenty nie są usługami."

"Poczułam się jak w punkcie usługowym". Gorzkie relacje wiernych

Wpis kapłana trafił w czuły punkt. W komentarzach natychmiast zaroiło się od osobistych historii parafian z całej Polski. Wielu komentujących zwróciło uwagę na postępującą komercjalizację instytucji kościelnych.

Trzydzieści lat temu, gdy rodzina szła prosić o pogrzeb, kapłan rozmawiał, modlił się, pytał, czy nie potrzeba jakiejś pomocy, a ofiara była składana później, faktycznie co łaska. Dziś to wygląda jak instytucja usług kościelno-sakramentalnych. Ksiądz otwiera księgę i wylicza: miejsce na 20 lat – 1000 zł, porządkowanie cmentarza – 200 zł, wjazd kamieniarza – 10 proc. wartości pomnika. Za sam pogrzeb: 1000–1500 zł. A na rozmowę nie ma czasu, bo w kolejce czeka następny "klient" – zauważył jeden z internautów.

Jeszcze bardziej przykrą historią podzieliła się kobieta, która niedawno organizowała pochówek bliskiej osoby. Zamiast empatii w chwili żałoby, spotkała się z chłodną kalkulacją:

"Ksiądz proboszcz nawet nie spojrzał na mnie i na mojego tatę, mimo że znał naszą rodzinę od lat. Dokumenty wypełniał wikary i bez mrugnięcia okiem powiedział, że opłata wynosi 2 tysiące złotych. Już nawet nie 'co łaska', nie 'nie mniej niż', tylko konkretna kwota. Przykre, że w momencie straty najbliższej osoby liczą się wyłącznie pieniądze" – wspomina parafianka.

Wśród setek gorzkich wpisów pojawiły się również głosy pokazujące, że podejście do ofiar bywa skrajnie różne w zależności od parafii i powołania danego proboszcza. Część komentujących stanęła w obronie duchownych, wskazując na przykłady bezinteresowności.

"Chrzcząc dziecko, nasz proboszcz nigdy nie wspominał o pieniądzach. Po mszy w zakrystii nie chciał przyjąć ani grosza, tłumacząc, że w naszej parafii taka jest tradycja: za sakramenty się nie płaci" – napisała jedna z matek.

"Mam do czynienia już z siódmym proboszczem i nigdy przy załatwianiu spraw w kancelarii nie usłyszałam, ile mam zapłacić. Jeśli ktoś chce dać, niech daje, ale z dobrego serca" – podkreśliła inna internautka.

Dyskusja pod postem dobitnie obnażyła problem podwójnych standardów w parafiach. Podczas gdy jedni księża dbają o przejrzystość i duszpasterski wymiar spotkań, inni traktują kancelarię jak biuro rachunkowe.

Wybrane dla Ciebie