Nie chcą sprzątać po psach. Ale miasta też nie pomagają [OPINIA]

Psie odchody na chodnikach i trawnikach wciąż wywołują emocje. Jedni właściciele udają, że problemu nie ma, inni sprzątają po swoich pupilach i mają już dość wrzucania ich do jednego worka. Kto jest temu winny?

Nie chcą sprzątać po psach. Ale miasta też nie pomagająNie chcą sprzątać po psach. Ale miasta też nie pomagają
Źródło zdjęć: © Własne zdjęcie | o2
Anna Kurek

Każdy właściciel psa wie, że sprzątać po nim nie tylko wypada - po prostu trzeba. Ale nie każdy się do tego stosuje i to po prostu fakt. Chociaż w sieci przeczytamy wiele komentarzy o tym, że "psiarze to syfiarze", tak naprawdę z każdym rokiem sytuacja się poprawia. Ludzie są coraz bardziej świadomi, a woreczki tańsze i łatwo dostępne w sklepach.

Wciąż jednak zdarzają się tacy, którzy notorycznie "zapominają" zabrać woreczek (nie zrozummy się źle – każdemu może się zdarzyć, dlatego zawsze warto wziąć na spacer kilka więcej, żeby móc komuś pożyczyć). Są też tacy, którzy udają, że niczego nie widzą albo wręcz kłócą się, że przecież cała sprawa niebawem "się rozłoży". To właśnie oni sprawiają, że coraz więcej osób zaczyna negatywnie oceniać posiadaczy psów i psy same w sobie. A zwierzęta już z pewnością nie są niczemu tu winne.

To wyjątkowo krzywdzące. Ale trzeba też przyznać, że spacer z workiem pełnym psich odchodów nie należy do przyjemności i przydałyby się pewne zmiany. Podstawową z nich jest oczywiście zapewnienie większej liczby koszy. I nie chodzi mi o to, żeby stały jeden obok drugiego. Nie mogą jednak być oddalone od siebie o godzinę drogi piechotą - a i zwykłe kosze zaczęły w miastach znikać.

Dlaczego? Najpewniej powodem jest ich niewłaściwe wykorzystywanie przez mieszkańców - tych, którzy zapychają je codziennymi śmieciami wynoszonymi specjalnie z domu.

Sprzątanie po psie to obowiązek

To nie jest nowy wymysł. Obowiązek sprzątania po zwierzętach ma w Polsce podstawę prawną sięgającą 1996 roku. Za nieuprzątnięcie psich odchodów w miastach takich jak Warszawa, Kraków czy Poznań można dostać nawet 500 zł mandatu. Skoro kara istnieje, to dlaczego problem nadal jest tak widoczny? To proste. Prawo jest, mandat jest, ale egzekwowanie obowiązku wygląda już zupełnie inaczej.

Zarząd Dróg Miejskich w Poznaniu wprost przyznaje, że psie odchody i mocz niszczą miejską zieleń. Miasto co jakiś czas prowadzi akcje edukacyjne i rozdaje mieszkańcom specjalne kostki z woreczkami. W Warszawie z kolei, w samej dzielnicy Białołęka, na opróżnianie koszy oraz uzupełnianie dystrybutorów o biodegradowalne worki na psie odchody w 2026 roku przeznaczono 551 788 zł brutto. Dla porównania rok wcześniej było to 569 504,80 zł. I nie jest to przecież koszt całej Warszawy.

Kilka lat temu Lublin również edukował mieszkańców i miał już akcję "Woreczki zamiast mandatów". Strażnicy, zamiast karać właściciela przyłapanego na niesprzątaniu, wręczali mu pakiet worków i pouczali.

Wciąż jednak mówimy o dużych miastach, a problem dotyka także mniejszych miejscowości. A tam koszy zdecydowanie brakuje, podobnie jak miejsc, w których można bezpiecznie wyprowadzić psa.

Wszechobecna "betonoza" i próby ratowania miejskiego krajobrazu potrafią z kolei sprawić, że albo wszędzie mamy kostkę i ścieżki rowerowe, albo pobocza, jeśli w ogóle są, obsadzone różami – jedna przy drugiej. Wygląda to atrakcyjnie w czerwcu, ale przez resztę roku potrafi być prawdziwą przeszkodą dla właścicieli zwierząt. Darmowe woreczki i specjalne kosze? Próżno szukać choćby w miejscowościach pod samą Warszawą.

Wielkie miasta to nie cała Polska

Nawet jeśli prowadzimy akcję edukacyjną w Poznaniu czy Lublinie, problem nie zniknie w całej Polsce. Kilkadziesiąt kilometrów dalej sprawa może wyglądać już zupełnie inaczej. Nic więc dziwnego, że wojna o psie odchody wciąż toczy się w internecie i zapewne jeszcze długo będzie.

Tyle że obowiązek sprzątania nie powinien oznaczać pozostawienia właściciela psa samemu sobie. Zadaniem każdego miasta, nie tylko największych aglomeracji, powinno być stworzenie warunków, w których można ten obowiązek po prostu łatwo wykonać. Więcej koszy, sensownie rozmieszczone miejsca na odpady, dostępne woreczki i przede wszystkim myślenie także o tych, którzy nie mają psa, ale muszą korzystać z tej samej przestrzeni. Bo właściciel zwierzęcia ma obowiązek po nim posprzątać. A osoba idąca chodnikiem ma prawo nie omijać kolejnego "przebiśniega", który wraz z wiosną wyrasta na trawniku.

Nie ma również nic bardziej przykrego dla właściciela zwierzęcia, który dba o zachowanie czystości, niż wrzucanie go do tego samego worka co tych, którzy próbują ten obowiązek omijać. Odpowiedzialność zbiorowa nie sprawi, że cokolwiek się poprawi. Za to gminy mają realny wpływ na sytuację – wystarczy dobrze zaplanować budżet.

Wybrane dla Ciebie