Niepokój Polaków przy granicy. "Nie mam się gdzie schować"
13 września mieszkańcy Dorohuska (woj. lubelskie) trzykrotnie otrzymali ostrzeżenia o możliwym wtargnięciu drona lub rakiety w przestrzeń powietrzną Polski. Ataki wywołały strach i dezorientację wśród miejscowych. – Można uciekać, tylko żeby człowiek wiedział, przed czym uciekać i dokąd uciekać – mówił jeden z mieszkańców.
Dwa rosyjskie drony eksplodowały niedaleko wsi Dorohusk 13 września. Tego dnia przejście graniczne Dorohusk-Jagodzin zostało trzykrotnie zamknięte.
Sytuacja była także odczuwalna w szkołach. Uczniowie musieli zejść do dwóch pomieszczeń w piwnicy. Ich okna zabezpieczono deskami, aby w przypadku eksplozji ograniczyć ryzyko zranienia odłamkami szkła. Dyrektor szkoły przyznał, że nauczyciele i psycholog niemal codziennie rozmawiają teraz z dziećmi o tym, jak zachować się w razie zagrożenia.
Nie wszyscy mieszkańcy wiedzą jednak, gdzie mieliby szukać schronienia. – Co mogę robić? Nie mam się gdzie schować – przyznała jedna z mieszkanek.
Inny mieszkaniec zwrócił uwagę, że częste ostrzeżenia, zamiast pomagać, mogą powodować dezorientację. Jak tłumaczył, gdyby dostał informację o bezpośrednim zagrożeniu dla Dorohuska, wiedziałby, że musi reagować. – Takie zagmatwanie... atak powietrzny na terenie Ukrainy. Co ja teraz mam zrobić? Uciekać do Niemca? – pytał.
Absolwentka Dziennikarstwa i medioznawstwa, Europeistyki oraz Architektury przestrzeni informacyjnych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynała od stażu w “Gazecie Wyborczej”, następnie ruszyła w podróż po Europie w ramach programu Erasmus. Najchętniej pisze o problemach życia codziennego. W jej żyłach płyną hektolitry kawy, które napędzają ją do pracy. Prywatnie miłośniczka romansów, yogi, Formuły 1 i ośmiotysięczników.