Plecaki, szafki, ubrania. Tak będą sprawdzać uczniów? "Niezręczne"

Danuta Pałęga
MEN chce dać szkołom nowe uprawnieniaMEN chce dać szkołom nowe uprawnienia
Źródło zdjęć: © Pixabay, ZNP

Ministerstwo Edukacji Narodowej rozważa przyznanie szkołom nowych uprawnień związanych z bezpieczeństwem. Jak informuje "Fakt", dyrektorzy mogliby sprawdzać plecaki, szafki, a nawet odzież uczniów, by wykrywać niebezpieczne przedmioty. Propozycje budzą jednak wątpliwości Sławomira Broniarza, prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje nad rozwiązaniami, które mają pomóc placówkom oświatowym skuteczniej reagować na zagrożenia. Rozważana jest m.in. możliwość sprawdzania odzieży wierzchniej oraz odbierania przedmiotów, które mogą stanowić zagrożenie.

"Fakt" poprosił o ocenę planowanych zmian Sławomira Broniarza, prezesa ZNP. Przedstawiciel nauczycieli nie kwestionuje znaczenia bezpieczeństwa, ale zwraca uwagę na praktyczne trudności związane z wykonywaniem nowych zadań.

– Dyrektor jest jeden. Uczniów mamy czasami 200, 300, a czasami jest ich tysiąc – mówi. Samo przyznanie dodatkowych uprawnień nie wystarczy, jeśli szkoły nie będą miały możliwości sprawnego przeprowadzania takich kontroli.

Dyrektorzy dostaną kolejne obowiązki? "Kto wtedy będzie interweniował?"

Prezes ZNP wskazuje, że kontrolowanie rzeczy należących do uczniów może okazać się trudne organizacyjnie. Dyrektor nie zawsze przebywa na terenie placówki, a w szkole może uczyć się kilkaset lub nawet tysiąc osób.

– Nie bardzo rozumiem, w jakim kierunku to mogłoby wyjść – przyznaje. Następnie podkreśla, że nowe rozwiązania mogą oznaczać konieczność przejęcia przez dyrektorów kolejnych zadań.

Mamy kolejne zadania, które dyrektor będzie musiał przejąć na siebie. Dosyć trudne organizacyjnie zadanie, bo dyrektor jest jeden w całej szkole i może być akurat poza placówką np. na szkoleniu. I kto wtedy będzie interweniował? Do tego to też niezręczne zadanie z punktu widzenia czynności, jakie się przy tej okazji wykonuje, ale oczywiście bezpieczeństwo jest najważniejsze – wyjaśnia.

Wątpliwości dotyczą nie tylko samej organizacji kontroli, lecz także potencjalnych sporów z rodzicami. W takich sytuacjach istotne będzie precyzyjne określenie granic uprawnień szkoły.

Nauczyciele czekają na przepisy. Chcą wiedzieć, co im wolno

Broniarz zwraca uwagę również na brak zapowiadanego dokumentu, który miał wyjaśnić nauczycielom zakres ich uprawnień oraz sposób postępowania w trudnych sytuacjach.

Jesteśmy lekko zdegustowani tym, że nie pojawia się żaden konkretny dokument, który mieliśmy deklarowany, a mianowicie rozwinięcie art. 63 Karty Nauczyciela, czyli to, co wiąże się z nauczycielem i z traktowania nauczyciela jako quasi pracownika państwowego – mówi "Faktowi" prezes ZNP.

Według niego pracownicy oświaty potrzebują jasnych wskazówek, jak reagować w sytuacjach zagrożenia, aby nie narażać się na konsekwencje prawne.

Chcemy jako nauczyciele wiedzieć, jaki jest zakres naszego działania, co możemy w danej sytuacji zrobić, jakie mamy konkretne uprawnienia. Inaczej będzie tak, jak teraz często się zdarza. Oto nagle pojawia się artykuł 212 Kodeksu karnego albo pojawią się rodzice z zastępem prawników, którzy mówią, że zostało złamane prawo rzeczonego dziecka – podkreśla Broniarz.
Wybrane dla Ciebie