Putin o łamaniu praw rosyjskojęzycznych. Analityk ostrzega Estonię

Władimir Putin oskarżył Łotwę, Litwę i Estonię o naruszanie praw osób rosyjskojęzycznych. Jednocześnie zapewniał, że Rosja nie planuje wojny z Europą. Ppłk Maciej Korowaj w rozmowie z Onetem ocenił, że spośród państw bałtyckich najbardziej narażona może być Estonia.

Władimir Putin, prezydent Rosji.Władimir Putin, prezydent Rosji.
Źródło zdjęć: © Getty Images | Contributor#8523328
Mateusz Kaluga

Władimir Putin podczas piątkowej konferencji dla rosyjskich mediów przekonywał, że Moskwa nie ma powodów, by atakować europejskie państwa. Jednocześnie zarzucił władzom Łotwy, Litwy i Estonii rzekome łamanie praw mieszkańców posługujących się językiem rosyjskim. Prezydent Rosji twierdził, że jego kraj reaguje w ramach prawa międzynarodowego.

Z tego grona najbardziej zagrożona jest Estonia, bo nawet jedna czwarta jej obywateli jest rosyjskojęzyczna – mówi Onetowi ppłk Maciej Korowaj.

Korowaj ocenił, że rosyjska doktryna pozwala Moskwie przedstawiać ochronę rosyjskojęzycznych mieszkańców jako uzasadnienie użycia siły. Jednocześnie działania Rosji nie musiałyby rozpocząć się od pełnoskalowej inwazji, a możliwe formy presji obejmują cyberataki, dywersję i operacje hybrydowe.

– Jestem przekonany, że Rosja szykuje coś bardziej spektakularnego wobec krajów NATO, by zagrozić swego rodzaju konfliktem egzystencjalnym. Mogłoby rozpocząć się od incydentu powodującego masowe straty, na przykład na terytorium jednego z państw sojuszu – mówi Onetowi.

Zachodnie służby wywiadowcze i przywódcy państw Zachodu sygnalizują coraz częściej, że Rosja może próbować rozszerzać działania wymierzone w państwa NATO. W tym tonie wypowiada się też premier Donald Tusk. W grę wchodzą m.in. sabotaże.

Korowaj stwierdził w rozmowie z Onetem, że nie dostrzega możliwości zakończenia wojny na Ukrainie wyłącznie na polu walki.

Korowaj uważa, że Moskwa nie ma możliwości prowadzenia z NATO długotrwałej wojny konwencjonalnej na skalę porównywalną z konfliktem w Ukrainie. W takim przypadku mogłaby sięgnąć po groźby nuklearne. Pozostałyby one na poziomie deklaracji albo przyjęłyby formę demonstracji.

Wybrane dla Ciebie