Sebastian M. skazany. Zapadł wyrok w bulwersującej sprawie

Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał Sebastiana M. na karę 8 lat pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Wyrok jest nieprawomocny.

Sebastian M. skazany. Sąd nie miał wątpliwościSebastian M. skazany. Sąd nie miał wątpliwości
Źródło zdjęć: © o2.pl
Marcin Lewicki

Sebastian M. w maju 2025 roku został oskarżony przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 na wysokości miejscowości Sierosław (woj. łódzkie). Do zdarzenia doszło 16 września 2023 roku.

Z ustaleń śledczych wynikało, że oskarżony jadący BMW 850i z prędkością między 315 i 329 km/h uderzył w prawidłowo jadącą Kię Proceed. W momencie uderzenia prędkość BMW Sebastiana M. wyniosła ok. 253 km/h (tyle wykazał sterownik EDR umieszczony w aucie 35-latka).


WIDEO
Sebastian M. skazany. Oto wyrok po tragedii na A1 

Państwo nie dysponuje w tej sprawie karą w pełni odpowiadającą ciężarowi tej tragedii. Nie ma takiej kary, która przywróci rodzinie Patryka, Martyny i Oliwiera przyszłość, którą Sebastian M. unicestwił w ciągu kilku sekund. Istnieje tylko najwyższa kara, jaką wolno wymierzyć zgodnie z ustawą. To osiem lat pozbawienia wolności - wskazywał podczas mowy końcowej prok. Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

W wyniku uderzenia Kia stanęła w płomieniach. W aucie spłonęła trzyosobowa rodzina. To Martyna i Patryk Biali oraz ich 5-letni syn Oliwier (ich rodziny zezwoliły na ujawnienie danych ofiar).

Akt oskarżenia wpłynął do Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim we wrześniu 2025 r. Proces Sebastiana M. rozpoczął się kilka tygodni później. Mężczyzna konsekwentnie nie przyznawał się do zarzucanego mu czynu. Negował zeznania świadków. W ujawnionych przez o2.pl rozmowach, które przeprowadzał w areszcie z bliskimi, zarzucał sądowi, że jest mu "nieprzychylny". Był też pewny, że ewentualną karę więzienia odbędzie w Niemczech (ma również niemieckie obywatelstwo).

M. twierdził też, że Biali zginęli "w pożarze, a nie w wyniku wypadku". Powtarzał, że to kierowca Kii zajechał mu drogę. W składanych przed sądem oświadczeniach zarzucał policji i prokuraturze fałszowanie materiału dowodowego, a media oskarżył o stronniczość. Siebie nazwał "wrogiem publicznym nr 1".

21 października 2026 roku zapadł wyrok w sprawie. Sąd przychylił się do zebranych przez prokuraturę dowodów i uznał Sebastiana M. za winnego zarzucanego mu czynu. Skazał 35-letniego mężczyznę na 8 lat więzienia. To najwyższa przewidziana przez polski kodeks karny kara za to przestępstwo.

Poza tym Sebastian M. musi zapłacić rodzinom ofiar łącznie 2 mln zł odszkodowania. Musi też wziąć na siebie koszty procesu. Mężczyzna ma też zasądzony zakaz prowadzenia pojazdu na okres 15 lat.

Zginęli młodzi ludzie. Kierowca Kii do końca nie miał świadomości zagrożenia, jakie stanowi dla niego Sebastian M. [...] Oskarżony zamiast udać się tor, sprawdzał jaką prędkość może osiągnąć swoim stuningowanym BMW. Nie wiadomo, ile tego rodzaju eksperymentów udało się wcześniej przeprowadzić. [...] Pojazdy musiały skazanemu ustępować - mówiła podczas uzasadnienia wyroku sędzia Renata Folkman.

Sędzia podkreśliła, że obrażenia ofiar były ogromne. Wskazała, że w chwili wybuchu pożaru Martyna Biała nadal żyła. Dodała, że M. cały czas zaprzeczał konsekwentnie swojej winie, wypierając m.in. opinie biegłych.

Sędzia Folkman zauważyła, że Sebastian M. ani razu nie odnosił się do zeznań świadków, m.in. do zeznań swojego pracownika, który powiedział, że M. wielokrotnie przekraczał prędkość ponad 300 km/h.

Jednocześnie w uzasadnieniu sędzia wskazała, że kara dla Sebastiana M. jest taka, gdyż wskazuje na to kodeks karny. Zauważyła, że być może ustawodawca powinien zdepenalizować nie tylko skrajny sposób jazdy, ale też tuning, który prowadzi do skrajnie niebezpiecznej jazdy na drodze.

Oskarżony swoją jazdą pozbawił życia Patryka, Martyny i Oliwiera Białych, ale też sensu życia ich bliskich. Pozbawił ich udzielenia sobie wsparcia rodzinom. Pozbawił ich obserwowania dorastania wnuka - podsumowała sędzia Folkman.

Wyrok jest nieprawomocny. Stronom przysługuje odwołanie od wyroku.

Sprawą Sebastiana M. żyła cała Polska

Dlaczego sprawa Sebastiana M. stała się głośna? Kilka dni po zdarzeniu sprawca wypadku na A1 wyjechał z Polski do Niemiec, skąd drogą lądową udał się do Turcji, a następnie wyleciał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. 29 września 2023 r. prokuratura wystawiła za Sebastianem M. list gończy.

M. nie miał zamiaru wracać do Polski. Twierdził, że jest "ofiarą nagonki medialnej". Został zatrzymany przez dubajską policję 4 października 2023 roku. W areszcie przebywał kilka miesięcy. Dopiero 15 maja 2025 roku (po zaangażowaniu polskiego MSZ i Ministerstwa Sprawiedliwości) służby Zjednoczonych Emiratów Arabskich zgodziły się na ekstradycję M. do Polski. 26 maja 2025 roku Sebastian M. został sprowadzony do kraju.

M. konsekwentnie utrudniał ekstradycję. Składał wnioski odwoławcze. Pozyskał także status rezydenta ZEA, który przedłużył procedurę ekstradycyjną. W trakcie procesu nie wyraził skruchy za spowodowanie wypadku. Wraz ze swoimi prawnikami przeciągał postępowanie sądowe. Nigdy wprost nie wyraził skruchy wobec rodzin ofiar, które uczestniczyły w każdej rozprawie.

Wybrane dla Ciebie