Jak podaje Fakt.pl, Andrzej K., 48-letni pracownik spółki Skarbu Państwa, związał się z Anetą, ówczesną żoną Dariusza M. Po około roku znajomości kobieta zdecydowała się na rozwód. Wtedy rozpętało się piekło.
Dariusz M. obserwował parę i próbował kontrolować żonę. Kupował lokalizatory GPS, a także umieszczał urządzenia podsłuchowe w jej torebkach oraz samochodzie. Szantażował ją, że odbierze sobie życie, jeśli kobieta od niego odejdzie.
Gdy te działania nie doprowadziły do rozpadu związku Anety i jej kochanka, były dyrektor szkoły zwrócił się do osób z przestępczą przeszłością. Z ustaleń sądu wynikało, że zapłacił 10 tys. zł za pobicie partnera byłej żony w taki sposób, aby ten przez wiele miesięcy wymagał hospitalizacji. Zlecił też zniszczenie pojazdów konkurenta.
Ta sprawa zszokowała. Szanowany dyrektor stanął przed sądem. Jest wyrok
Jak przypomina Fakt.pl, pierwszy samochód Andrzeja K. podpalono w 2018 r. Wtedy nie udało się ustalić sprawcy. Rok później doszło do kolejnego ataku. Jeden z uczestników podpalenia został zatrzymany przez policję z Będzina kilka godzin później, gdy zgłosił się po pomoc medyczną z poparzeniami.
Dwaj mężczyźni odpowiedzialni za to przestępstwo – jak informuje tabloid – zostali skazani w osobnym postępowaniu. Podczas tamtego procesu nie ujawnili jednak, kto miał zlecić podpalenie. Przez kolejne lata śledztwa były umarzane, ponieważ śledczy nie potrafili zebrać materiału pozwalającego postawić zarzuty osobom podejrzewanym o zlecenie.
Jak podaje Fakt.pl, akt oskarżenia udało się przygotować dopiero w 2024 r. Na ławie oskarżonych, obok Dariusza M., zasiadło czterech mężczyzn mających wcześniejsze wyroki. Dwóch z nich opowiedziało prokuraturze o współpracy ze zleceniodawcą i obciążyło byłego dyrektora.
Kary dla byłego dyrektora i pozostałych oskarżonych
Sąd uznał, że Dariusz M. odpowiadał za zlecenie pobicia Andrzeja K. Wynajęci mężczyźni nie wykonali jednak planu w zakładanym zakresie. Zamiast ciężkiego pobicia upozorowali atak na pokrzywdzonego.
Były dyrektor – jak informuje dziennik - otrzymał właśnie karę 3 lat i 3 miesięcy pozbawienia wolności. Dwaj oskarżeni, którzy współpracowali z prokuraturą, skorzystali z nadzwyczajnego złagodzenia kary. Sąd wymierzył im po półtora roku więzienia w zawieszeniu na siedem i osiem lat. Zobowiązał ich również do osobistych przeprosin Andrzeja K. w ciągu roku.
Pozostałych dwóch mężczyzn skazano odpowiednio na trzy lata oraz 4,5 roku więzienia. Z wyjątkiem Dariusza M. wszyscy oskarżeni byli wcześniej karani za inne przestępstwa.
Według relacji Fakt.pl, Andrzej K. domagał się od byłego dyrektora szkoły 20 tys. zł zadośćuczynienia. Sąd przyznał mu 5 tys. zł, uznając, że pokrzywdzony doznał krzywdy psychicznej, ale nie odniósł obrażeń fizycznych.