Tragedia w Grecji. 31-letnia Polka nie żyje

31-letnia Alicja z Gdańska zmarła po wypadku w sektorze Dragonera w Manikii. Do zdarzenia doszło 15 września 2026 r. podczas podejścia pod drogę wspinaczkową. Opis akcji ratunkowej, opublikowany przez portal wspinanie.pl, wskazuje na poważne problemy z wezwaniem i organizacją pomocy w Grecji.

dTragedia w Grecji. Z sektora wspinaczkowego spadła 31-letnia Polka (zdj. ilustracyjne).
Źródło zdjęć: © Pixabay
Agnieszka Potoczny-Łagowska

Alicja posiadała ponad dziesięcioletnie doświadczenie we wspinaczce skalnej i górskiej. Tragiczny wypadek rozegrał się jeszcze przed rozpoczęciem wspinania.

Jak wynika z relacji Łukasza Przybylskiego z serwisu wspinanie.pl, kobieta prawdopodobnie nadepnęła na kruchy fragment skały. Wówczas straciła równowagę i z impetem spadła z wysokości ok. 10 metrów. Niestety, obrażenia głowy okazały się śmiertelne.

Tragedia w Grecji. Z sektora wspinaczkowego spadła 31-letnia Polka

Jak podaje Przybylski, w tym samym sektorze przebywały tego dnia trzy inne osoby z Polski. To one zadzwoniły pod numer 112. Początkowo nie mogły jednak porozumieć się z operatorem po angielsku.

Po ponownym wybraniu numeru połączenie odebrała osoba znająca ten język, ale przekazanie lokalizacji nadal trwało. Sama nazwa rejonu i sektora nie wystarczyła. Ostatecznie konieczne było podyktowanie współrzędnych GPS, a zgłoszenie zajęło ok. 10 minut.

Po sześciu minutach oczekiwania Przybylski poprosił o wsparcie znajomego z Aten i przesłał mu lokalizację. Druga rozmowa z numerem 112 również trwała ok. 10 minut, zanim służby potwierdziły wysłanie pomocy. Mimo informacji o krytycznym stanie poszkodowanej pytano między innymi o szczegóły dotyczące dojazdu.

W opisie Przybylski zwraca uwagę, że Grecja nie ma ratownictwa lotniczego. Brak śmigłowca oznaczał w tym przypadku ograniczone możliwości szybkiego dotarcia do ciężko rannej osoby.

Służby dotarły po kilkudziesięciu minutach

Najbliższe miasteczko z posterunkiem policji i szpitalem znajduje się według relacji Przybylskiego ok. 25 minut jazdy od rejonu wspinaczkowego. Zaznacza, że pierwsze pojazdy pojawiły się na parkingu po ok. 40 minutach od rozpoczęcia akcji. Ratownicy – jak twierdzi – nie ruszyli jednak od razu w stronę sektora. Według niego czekali, aż na miejscu zbierze się siedem pojazdów. Policja miała przyjechać z kolei po ok. 50 minutach.

Podejście z parkingu do Dragonery zajmuje ok. 10 minut. Zdaniem Przybylskiego służby przez pewien czas rozmawiały na dole, a następnie wybrały trudniejszą drogę pod ścianę, ignorując kopczyki wskazujące prostą ścieżkę. W jego ocenie dodatkowe minuty oczekiwania mogłyby w innym przypadku wpłynąć na szanse poszkodowanej.

Na miejsce – jak nakreśla Przybylski – jako pierwsi dotarli dwaj strażacy. Z jego relacji wynika, że ocenili sytuację z dystansu i nie sprawdzili nawet pulsu Alicji. Według mężczyzny mieli przy sobie jedynie grube rękawice używane podczas gaszenia pożarów, bez wyposażenia ochronnego przydatnego przy tego rodzaju zdarzeniu.

Chwilę później do sektora dotarł anglojęzyczny wolontariusz. Jak podaje Przybylski, jako jedyny zainteresował się stanem poszkodowanej, sprawdził jej parametry życiowe i zebrał informacje medyczne. Pozostali uczestnicy akcji – według relacjonującego – przez pewien czas stali razem i omawiali całą sytuację.

Przybylski dodaje, że policjant zaczął ustalać z obecnymi szczegóły wypadku, zanim ciało zostało zabrane. Następnie ratownicy przetransportowali je na noszach. Mimo wskazania prostszej ścieżki zejścia – zgodnie z opisem – wybrali trasę, którą wcześniej dotarli pod ścianę.

Zdaniem relacjonującego losu Alicji nie dało się już odwrócić. Jak dodaje Przybylski, wykonany przez niego opis akcji ratunkowej ma jednak ważny cel – zwrócenie uwagi na stan przygotowania służb do wypadków w rejonach korzystających z turystyki wspinaczkowej.

Wybrane dla Ciebie