Zatoka Kilońska znajduje się blisko Kilonii, miasta w północnych Niemczech, około 100 km na północny zachód od Lubeki. Na powierzchni wody pojawiły się m.in. płastugi, dorsze, trocie i łososie. Część martwych ryb została wyrzucona na brzeg. Zjawisko trwało jeden dzień.
Bezpośrednią przyczyną był silny wiatr wiejący od lądu. Wypchnął on bogatą w tlen wodę powierzchniową od brzegu. W jej miejsce zaczęła napływać woda z głębszych warstw Bałtyku, która zawierała znacznie mniej tlenu. Dla ryb te warunki były bardzo trudne.
Problem polegał na tym, że woda uboga w tlen została wypchnięta z głębin ku powierzchni. Nazywa się to upwellingiem. Zjawisko było wyjątkowo silne. Trwało tylko jeden dzień. Ale w każdej chwili może się powtórzyć – komentowała Sina Clorius w rozmowie z "Bild".
Dodała, że zjawisko upwellingu może prowadzić do masowego śnięcia ryb, zwłaszcza latem. Problem pogłębia nadmiar substancji odżywczych, które trafiają do morza, m.in. z rolnictwa.
Podstawowy problem polega na tym, że do Bałtyku trafia zbyt wiele substancji odżywczych. W rezultacie w wodzie powstają strefy niemal pozbawione tlenu, w których ryby nie mogą przeżyć – tłumaczyła biolog.
Problem można rozwiązać. Biolożka wskazała, co trzeba zrobić
Według Federalnego Urzędu Środowiska w 2023 r. niemieckimi rzekami do Bałtyku trafiło około 15 tys. ton azotu i około 550 ton fosforu. Sina Clorius z Niemieckiego Związku Ochrony Środowiska i Przyrody wskazała, że jednym ze sposobów ograniczenia problemu mogłyby być pasy roślinności o szerokości co najmniej 10 metrów wzdłuż wód i ich dopływów.
Ważne również, by na tym terenie nie były stosowane żadne nawozy. Podczas zdarzenia w Zatoce Kilońskiej osoby znajdujące się przy brzegu próbowały wyławiać ryby z wody. Policja wodna prowadzi w tej sprawie postępowanie.