"Poprosił o wodę". Nowe szczegóły tragedii w Jarosławiu

Nowe szczegóły tragedii w Jarosławiu. 31-letni obywatel Ukrainy wszedł do klasztornej kuchni i miał poprosić o wodę - opisuje "Gazeta Wyborcza". Później chwycił za nóż. W wyniku ataku zginął ksiądz, a cztery osoby zostały ranne.

."Poprosił o wodę". Nowe szczegóły tragedii w Jarosławiu
Źródło zdjęć: © PAP
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Napastnik zaatakował duchownych i osoby świeckie na terenie opactwa w Jarosławiu.
  • Zmarł ks. Stanisław, a ks. Marek przeszedł wielogodzinną operację.
  • Podejrzanym jest 31-letni obywatel Ukrainy, który przyjechał do Polski z Niemiec.

Do dramatycznych wydarzeń doszło w czwartek, 24 września, na terenie Opactwa Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu. Około godz. 9:30 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował znajdujące się tam osoby.

Łącznie poszkodowanych zostało pięć osób – czterech mężczyzn i kobieta. Wśród rannych było trzech duchownych oraz dwie osoby świeckie. Jednego z księży, mimo pomocy medycznej, nie udało się uratować. Dwie inne osoby zostały ciężko ranne. Informacje te potwierdziła prokuratura.


WIDEO
PZPN w rozsypce. "Kulesza potrzebuje Urbana jak nigdy"

Według "Gazety Wyborczej" 31-letni mężczyzna wszedł do kuchni Ośrodka Kultury i Formacji Chrześcijańskiej i poprosił o wodę, choć pomieszczenie było dostępne wyłącznie dla pracowników. Gdy ks. Adrian próbował go wyprosić, napastnik zaczął niszczyć wyposażenie i sięgnął po nóż kuchenny.

Zaczął wszystko strącać i rozwalać. Ksiądz Adrian chciał go powstrzymać, ale mężczyzna sięgnął po nóż kuchenny. Ranił ks. Adriana w głowę i ramię – relacjonuje Katia, która mieszka i pracuje w kuchni opactwa.

Ksiądz został raniony w głowę i ramię. Zdołał wyjść na zewnątrz, zamknąć drzwi oraz wezwać policję z telefonu należącego do jednego z mieszkańców ośrodka. Napastnik wydostał się jednak z kuchni i zaatakował kolejnych duchownych: ks. Stanisława i ks. Marka, dyrektora ośrodka, a także dwie osoby świeckie, które próbowały bronić atakowanych księży.

Jak podkreśla "Gazeta Wyborcza", życia ks. Stanisława nie udało się uratować. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Ks. Marek przeszedł wielogodzinną operację. Trzeci z księży późnym popołudniem został wypisany ze szpitala.

Przyszłam, kiedy już panował tu chaos. Słyszałam krzyki: "Jakiś szaleniec!" Zaraz przyjechały karetki. Tego, co się tu wydarzyło, nikt się nie spodziewał. To spokojne miejsce za murami opactwa zwykle było innym światem. To, co się wydarzyło, pokazało, że tak nie jest – powiedziała siostra Barbara Dendor, przełożona benedyktynek w Jarosławiu.

W opactwie zdarzało się, że pojawiali się agresywni ludzie, jednak dotąd takie sytuacje udawało się opanować rozmową i uspokojeniem emocji. Tym razem było inaczej. Atak został odebrany przez mieszkańców opactwa jako uderzenie w miejsce, które od lat miało być otwarte dla każdego – zarówno sióstr i księży, jak i pielgrzymów, Ukraińców oraz uchodźców.

Napastnik nie był osobą, która wcześniej mieszkała w ośrodku ani kimś znanym jego mieszkańcom. Katia zobaczyła go dopiero po przyjeździe policji. Choć przez opactwo przewija się wiele osób – pielgrzymów, katolików, a także Ukraińców z cerkwi z całej Polski – kobieta nie rozpoznała mężczyzny.

Kim jest podejrzany o atak?

Prokuratura przekazała, że podejrzanym jest Ihor M., 31-letni obywatel Ukrainy. Mężczyzna przyjechał do Polski w nocy ze środy na czwartek z Niemiec. Później próbował przekroczyć granicę z Ukrainą w Korczowej, ale nie miał ważnego ubezpieczenia OC. Jego samochód zatrzymano na parkingu przy przejściu granicznym.

Nie wiadomo, dlaczego przyjechał do Jarosławia. Śledczy zabezpieczyli część opactwa i prowadzili tam oględziny z udziałem prokuratorów, policjantów oraz biegłych.

Katia jest wstrząśnięta tragedią. W domu, w którym mieszka z koleżanką i jej trojgiem dzieci w wieku 16, 13 i 7 lat, zapanowały rozpacz i strach. Dzieci na szczęście były w szkole, gdy doszło do ataku, ale po powrocie nie kryły emocji.

Mieszkańcy opactwa byli ze sobą bardzo związani i śmierć ks. Stanisława dotknęła ich szczególnie mocno. Sytuację dodatkowo zaogniły wydarzenia w szkołach. 17-letni syn Ukrainki, która od lat mieszka w Polsce, miał zostać zaatakowany słownie i usłyszeć, że za wszystko, co złe, odpowiadają Ukraińcy.

Podobne słowne zaczepki spotkały także inne dzieci. Rodziny obawiają się, że napięcie może się nasilić, dlatego przez najbliższe dni nie chcą posyłać dzieci do szkoły.

Po ataku w Jarosławiu uruchomiono sztab kryzysowy. W ratuszu i instytucjach publicznych pojawiły się czarne flagi, a władze miasta ogłosiły żałobę do końca tygodnia. Odwołano wydarzenia kulturalne, a do miejscowości skierowano dodatkowe siły policji. Służby obawiają się prób odwetu wobec Ukraińców mieszkających w mieście.

Wybrane dla Ciebie