Rodzicom się nie dogodzi. A swojej winy ws. nożowników nie widzą [OPINIA]

Polską wstrząsnęła fala aktów przemocy wśród nastolatków. Doszło do dwóch krwawych ataków nożowników. Kilka innych zostało udaremnionych przez służby. Prewencyjnie zamknięto szkoły przed osobami trzecimi, aby chronić uczniów i pracowników oświaty. Ale niektórym rodzicom to nie pasuje. Bo ogranicza to ich strefę komfortu. Lecz muszą z niej wyjść, aby dzieci znów były bezpieczne.

Rodzice buntują się przeciw zamknięciu szkół i przedszkoli. Ale to konieczneRodzice buntują się przeciw zamknięciu dla nich szkół i przedszkoli. Ale to konieczne
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl
Marcin Lewicki

W Polsce doszło do wstrząsających ataków przemocy. W Ostrołęce 19-latek poważnie ranił nożem dziewięć osób. Z kolei we wsi Leszczydół-Nowiny (pod Wyszkowem) 15-latek uzbrojony w trzy noże doprowadził do śmierci 37-letniej woźnej. Chciał też zabić dyrektora i nauczycielkę.

Dwa powyższe ataki niestety okazały się skuteczne. Służby powstrzymały jednak wiele innych prób zaatakowania koleżanek, kolegów i pracowników oświaty. W Książkach (pod Wąbrzeźnem w woj. kujawsko-pomorskim) 13-latek chciał wtargnąć do szkoły z nożami i maczetami. W Sierpcu 17-latek uzbrojony w dwa noże próbował dokonać zamachu na życie nauczycieli i uczniów.


WIDEO
Nożownicy w szkołach. Kosiniak-Kamysz mówił o "wątku rosyjskim"

Wszystkich, jak pisałem na łamach o2.pl, łączyły ekstremizm i skrajne treści na forach internetowych. 13- i 15-latek mieli wycięte na ciele swastyki. Faszystowskimi treściami inspirowali się również pozostali niedoszli lub skuteczni nastoletni zamachowcy.

Ich działania to akty terroru. Wywołali panikę. Frekwencja w szkołach spadła. W odpowiedzi na (adekwatną moim zdaniem) reakcję społeczeństwa dyrektorzy zamknęli szkoły dla osób postronnych. Sprawdzane są plecaki. Analizowane jest zachowanie nastolatków.

Ale rodzicom i to nie pasuje. W moim rodzinnym Toruniu pojawiają się głosy, że to "ograniczenie swobody obywatelskiej", a zamknięcie szkół dla rodziców "wywołuje u dzieci ogromny stres". Wiecznie niezadowoleni rodzice powołują się na "permanentny płacz najmłodszych" i "lęk separacyjny".

Tylko czy - drodzy rodzice - większy lęk wywoła u dziecka fakt, że do szkoły lub przedszkola wejdzie sam albo z ulubioną "ciocią" czy agresywna osoba, która może grozić dzieciom niebezpiecznym narzędziem? Czy pozostawienie malucha pod opieką pedagoga i odprowadzenie go pod same drzwi szkoły lub przedszkola nie jest odpowiednią ochroną w - z całą pewnością - niepewnych czasach?

Otóż tak, ale to ograniczanie rodzicielskiej strefy komfortu i kontroli. Rodzice chcą dziś sprawdzać wszystko. Najchętniej weszliby do klas i siedzieli z dziećmi w ławkach. 9 października nie puścili dzieci do szkół, bo w sieci usłyszeli o "krwawym piątku". Myślą, że w poniedziałek jest już po sprawie. Widzą kłopot z wchodzeniem do szkół, a nie widzą problemu ze sobą.

Bo to my (piszę to jako rodzic), szanowni rodzice, odpowiadamy za falę agresji w szkołach. To my nie zajmujemy się dziećmi. To my siedzimy w telefonach po godzinach. Nie rozmawiamy z nastolatkami o ich pasjach. Nie wiemy, po jakie treści sięgają w sieci. A, jak pisałem, to wpisy na Robloxie, Discordzie czy grupach na Telegramie i WhatsAppie są źródłem agresji.

Gdy już dochodzi do aktów nastoletniego terroryzmu i służby oraz oświata chcą chronić nasze dzieci, mamy do nich pretensje. Do całego świata. Do rządu, samorządów, dyrektorów i nauczycieli. Ale nie do siebie.

Działania podjęte przez dyrekcję są adekwatne. Jako rodzic nie życzę sobie, aby po szkołach i przedszkolach chodziły osoby obce. Aby nikt nie weryfikował ich zamiarów, tożsamości. Po czasie restrykcje pewnie będą zluzowane, ale na ten moment są konieczne. A dla rodziców to czas na to, aby ochłonąć. I zacząć w końcu rozmawiać z dziećmi.

Wybrane dla Ciebie