Publikacja szybko wywołała reakcję po stronie ukraińskiej. Władze w Kijowie przypomniały, że Rosja sama może w nadchodzących miesiącach zmierzyć się z poważnymi konsekwencjami swoich działań.
Na wpis rosyjskiego resortu odpowiedział Andrij Kowalenko, szef ukraińskiego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji. W jego ocenie Moskwa powinna liczyć się z tym, że groźby mogą zostać odwrócone przeciwko niej.
Kowalenko stwierdził, że równie dobrze Ukraina mogłaby opublikować zdjęcie własnej broni i opatrzyć je podobnym komunikatem. Zamiast tego wskazał Rosjanom możliwe skutki działań ich własnego ministerstwa.
Jak pisze Onet, szef CPD zasugerował, że to właśnie rosyjskie władze mogą doprowadzić do sytuacji, w której zimą część mieszkańców Rosji pozostanie bez energii elektrycznej, ogrzewania czy paliwa. Swoją odpowiedź podsumował słowami: "Lustro zawsze działa. Co zasiejesz, to zbierzesz".
Ukraina odpowiada na groźby Rosji
Do rosyjskiej publikacji odniosła się również Dyrekcja ds. Komunikacji Strategicznej Sił Zbrojnych Ukrainy. Ukraińska strona zamieściła zdjęcie płonącej rafinerii ropy naftowej i opatrzyła je krótkim komentarzem: "Ogrzejemy się ogniem rosyjskich rafinerii".
W ten sposób Kijów nawiązał do ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną i rafineryjną. Wymiana komunikatów pokazuje, jak zaostrzona stała się wojna informacyjna między obiema stronami.
W tle propozycja dotycząca Morza Czarnego
Jak podaje Onet, słowna konfrontacja nastąpiła w szczególnym momencie. Dzień wcześniej, w czwartek 13 sierpnia, pojawiła się informacja o ukraińskiej propozycji dotyczącej wzajemnego zaprzestania ataków na cele cywilne na Morzu Czarnym.
Inicjatywa Kijowa ma związek z obawami dotyczącymi bezpieczeństwa żeglugi oraz światowego bezpieczeństwa żywnościowego. Tymczasem zamiast wyciszenia napięcia pojawiła się kolejna ostra wymiana komunikatów.