To nie był wypadek? Syn założyciela Mango złożył zeznania
Jonathan Andic, syn zmarłego miliardera Isaka Andica - założyciela sieci modowej Mango, został zatrzymany przez katalońską policję w związku ze śmiercią ojca. Po wpłaceniu kaucji 45-latek opuścił areszt, ale jego zeznania budzą wiele wątpliwości. Zdaniem sądu mężczyzna miał pretensje do ojca. Chodziło głównie o pieniądze.
Isak Andic, twórca marki odzieżowej Mango, zginął 14 grudnia 2024 r. po tym, jak spadł w dół wąwozu podczas wędrówki po Montserrat, na północ od Barcelony. Mężczyzna przebywał tam wraz ze swoim synem.
Początkowo policja uznała, że doszło do tragicznego wypadku, ale obecnie sprawa jest traktowana jako możliwe zabójstwo. Półtora roku po śmierci miliardera zatrzymano jego syna, Jonathana Andica.
Obsesja na punkcie pieniędzy
Jak podaje TVN24, syn miliardera został objęty dochodzeniem w śledztwie, które dotyczy zabójstwa biznesmena. Po uiszczeniu kaucji mężczyzna opuścił areszt, a rodzina przekonuje, że prowadzone postępowanie to szansa na oczyszczenie 45-latka z zarzutów. Również sam Jonathan Andic utrzymuje, że jest niewinny.
Śledztwo ujawniło jednak, że relacje między ojcem a synem były napięte. Sędzia Raquel Nieto Galvan podkreśliła, że istnieją "wystarczające dowody", sugerujące, że śmierć 71-letniego miliardera mogła być wynikiem działania Jonathana, który miał kierować się obsesją na punkcie spadku. Konflikt miał narastać przez lata, m.in. po wydarzeniach z 2015 r., kiedy to Jonathan najpierw otrzymał większe uprawnienia w firmie ojca, by później je stracić.
Andic senior chciał zmienić testament i utworzyć fundację pomagającą potrzebującym. Syn miliardera miał wiedzieć o planach ojca. Po otrzymaniu tej informacji Jonathan rzekomo próbował naprawić relacje, co zaowocowało wspólną wycieczką w góry, podczas której 71-latek zginął.
Odwiedził to miejsce trzy razy
Zachowanie Jonathana wzbudziło podejrzenia śledczych. Ustalili oni, że mężczyzna - przed wspomnianą wycieczką - pojawił się w tym miejscu trzy razy: 7, 8 i 10 grudnia. Tymczasem młodszy Andic twierdził, że był w miejscu wyprawy tylko raz. Sprzeczności zauważono także m.in. w rozmowach prowadzonych ze służbami ratunkowymi.
Przeprowadzono cztery symulacje, które pokazały, że prawdopodobnie nie doszło do poślizgnięcia 71-latka, jak twierdził syn miliardera (obaj mężczyźni znajdowali się w pobliżu jaskiń w rejonie Collbató, podążając malowniczą i stosunkowo łatwą trasą, często wybieraną przez rodziny i grupy szkolne). Na tym jednak nie koniec.
Jonathan Andic powiedział policji, że jego ojciec zatrzymał się, żeby zrobić zdjęcia w miejscu, w którym upadł. Jednak kiedy funkcjonariusze przeszukali zmarłego, znaleźli w kieszeni telefon, którego 71-latek używał tylko do zdjęć na początku wędrówki - podano w piśmie, którego treść przytacza TVN24.
Podejrzenia wzbudził również fakt, że telefon Jonathana zniknął mniej więcej w tym samym czasie, w którym media informowały o wznowieniu śledztwa. 45-latek twierdził, że urządzenie zostało skradzione podczas krótkiego wyjazdu do Ekwadoru.
Po śmierci ojca Jonathan Andic został prezesem holdingu MNG. Sprawa budzi wiele emocji.
Isak Andic, urodził się w Stambule, a jako nastolatek przeprowadził się z rodziną do Katalonii. W połowie lat 80. został współzałożycielem marki Mango, co uczyniło go najbogatszym człowiekiem w Katalonii. Firma zatrudnia dziś ponad 16 tys. osób, a jej przychody w 2024 roku wyniosły 3,3 mld euro - podaje BBC.