Najważniejsze informacje
- Peruwiańskie ministerstwo spraw zagranicznych wie o 459 obywatelach walczących po stronie Rosji.
- Rodziny zaginionych twierdzą, że rekrutów kuszono wysokimi zarobkami, a wielu z nich miało niewielką wiedzę o rzeczywistym charakterze wyjazdu i ryzyku.
- Carlos Lenski Davila Vela uciekł z rosyjskiego szpitala po tym, jak został ranny na froncie w Ukrainie.
Carlos Lenski Davila Vela, 36-letni mieszkaniec Pucallpa (Peru), spędził w Rosji i na okupowanych terenach Ukrainy cztery miesiące. Liczył na pracę jako operator drona z dala od bezpośrednich walk, ostatecznie jednak skierowano go do oddziału szturmowego. Został ranny po zaledwie kilku dniach na froncie, a jego historia pokazuje drogę, jaką przechodzą niektórzy zagraniczni rekruci.
Według Politico Rosja rozszerza werbunek na państwa Ameryki Łacińskiej. Wcześniej wielu zagranicznych rekrutów pochodziło z Azji Centralnej, Afryki i Azji Południowo-Wschodniej. W Ameryce Łacińskiej najwięcej rekrutów nadal pochodzi z Kuby i Kolumbii, ale rośnie znaczenie Peru, a wśród kolejnych krajów wymieniane są Brazylia, Ekwador i Argentyna.
Le Pen przejrzała na oczy ws. działań Rosji? "Jest większa świadomość"
Ukraiński urzędnik zajmujący się jeńcami cytowany przez Politico przekazał, że w pierwszych dziewięciu miesiącach 2026 r. do niewoli trafiło cztery razy więcej bojowników z Ameryki Łacińskiej niż w całym okresie od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji w 2022 r.
Jak wyglądała rekrutacja do rosyjskiej armii?
Davila Vela opowiadał, że w ciągu czterech miesięcy spędzonych w Rosji i na okupowanych terenach Ukrainy spotkał około 80 rekrutów z Ameryki Łacińskiej, m.in. z Kolumbii, Panamy, Boliwii, Salwadoru i Argentyny. Trzy ośrodki szkoleniowe, w których przebywał przed wysłaniem na front, porównał do taśmy, przez którą stale przewijali się kolejni cudzoziemcy. – Codziennie jednych wysyłają dalej, a przychodzą nowi. To się nie kończy – mówił. Według jego relacji niemal wszyscy poznani przez niego rekruci zginęli albo zaginęli.
Rekruterzy mieli kusić mężczyzn wysokimi zarobkami, które dawały im nadzieję na spłatę długów i wsparcie rodzin. Niektórzy kandydaci trafiali do Rosji po kontakcie w mediach społecznościowych, inni otrzymywali bilety lotnicze od pośredników. Po przyjeździe część z nich musiała za własne pieniądze kupować kamizelki, radiostacje i inne wyposażenie. Rodziny opisywały także przypadki pobić rekrutów, którzy nie rozumieli wydawanych im poleceń.
W sierpniu peruwiańskie ministerstwo spraw zagranicznych informowało, że wie o 459 obywatelach walczących po stronie Rosji. W tej grupie było 11 zabitych i 114 zaginionych. Bliscy rekrutów uważają jednak, że oficjalne dane są znacznie zaniżone. Prywatna grupa na WhatsAppie, skupiająca osoby poszukujące informacji o krewnych walczących dla Rosji, liczyła ponad 400 członków i nadal się powiększała.
Ucieczka z rosyjskiego szpitala
Davila Vela wydostał się ze szpitala w Starym Oskołu, niedaleko granicy z Ukrainą. Za transport do ambasady Peru w Moskwie zapłacił 1,2 mln rubli, czyli ok. 14 tys. dolarów. Pieniądze pochodziły z premii za podpisanie kontraktu. W ambasadzie pomogli mu zorganizować powrót do Limy.
Mężczyzna twierdzi, że na froncie widział pola z ciałami i drony atakujące oddziały. – Dziękuję Bogu, że odniosłem obrażenia. Dzięki temu mogłem stamtąd wyjechać, nie zabijając nikogo – powiedział. Po powrocie do Peru publikuje na TikToku materiały o wojnie i przestrzega innych przed ofertami werbunkowymi. Według jego relacji wielu rekrutów po wysłaniu do walki przeżywa najwyżej kilka dni.