Proces Sebastiana M. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim dobiega końca. Mężczyzna oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. W zdarzeniu zginęła trzyosobowa rodzina.
7 października strony wygłosiły mowy końcowe. Mocnych słów użył mec. Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodziny ofiar wypadku na A1. Prawnik w trakcie swojej przemowy przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim nie tylko podkreślił ból rodzin po stracie najbliższych, ale też wskazał na brak skruchy oskarżonego w czasie procesu.
"Wnioskowałbym o 20 lat". Mocne wystąpienie prawnika rodziny ofiar M.
Bliscy ofiar nigdy nie mogli przeżyć żałoby. Cały czas pojawiały się nowe wersje. M. mówił nawet, że jechał z prędkością ok. 200 km/h. Materiał dowodowy jest jednoznaczny. Wyklucza prędkości oskarżonego. Oskarżony nie hamował. Do ostatniej chwili wciskał gaz w podłodze - powiedział przed sądem mec. Łukasz Kowalski.
Pełnomocnik rodziny ofiar przypomniał słowa świadków, którzy mówili, że "ludzie palili się żywcem", a matka "osłaniała dziecko swoim ciałem". Dodał, że BMW oskarżonego było znacznie modyfikowane, a M. nieprzypadkowo chciał usunąć wszelkie ograniczenia ze swojego auta, "bo planował jeździć szybciej, niż producent uznał to za niebezpieczne".
Mec. Kowalski wypunktował też próby obrony Sebastiana M. wskazujące m.in. na alkohol w ciele tragicznie zmarłego kierowcy Kii czy jazdę na kole dojazdowym.
Oskarżony zapomniał natomiast, że jego pojazd nie powinien wskutek przeróbek technicznych znaleźć się na drogach publicznych. To błąd systemu sprawił, że został dopuszczony do ruchu drogowego - dodał mec. Kowalski. Przypomniał też, że przerobione i tuningowane auta tracą homologację i nie są dopuszczone do ruchu.
Prawnik rodziny ofiar wprost zaznaczył, że spotkania Sebastiana M. były planowane na bieżąco, co wskazuje na plan ucieczki do Zjednoczonych Emiratów Arabskich po wypadku.
Mec. Łukasz Kowalski zaznaczył, że w wypadku mogli zginąć lub zostać ciężko ranni koledzy, którzy podróżowali z oskarżonym.
Może wtedy optyka Sebastiana M. by się zmieniła. Może jakby zobaczył cierpiących kolegów, zdałby sobie sprawę, co zrobił. Nadal nie zdaje sobie sprawy. Ci ludzie wypłakali morze łez. Oskarżony zadał wiele bólu na tej sali – podkreślił mec. Kowalski.
Prawnik przypomniał, że Sebastian M. skarżył się, że politycy, dziennikarze czy internauci nazywają go "mordercą".
Pragnę tylko przypomnieć, że to oskarżony i jego rodzina grozili pozwami internautom i mediom. Czemu miało to służyć? Sami dodawali dodatkowe emocje. Próbowali zakneblować dziennikarzom usta – zauważył prawnik rodziny ofiar.
Mec. Kowalski przypomniał, że początkowo zawnioskował o podwyższenie wyroku dla oskarżonego, ale aktualnie prosi o 8 lat więzienia dla M., ponieważ "prawo nie zezwala na więcej".
Jeżeli byłoby możliwe 20 lat, wnioskowałbym o 20 lat. Prędkość zabija. Dla niektórych to slogan. Ale ten slogan, ten wypadek będzie kojarzył się pokrzywdzonym z niebieskim, dziecięcym kocykiem leżącym na asfalcie, który był ulubionym kocykiem zmarłego w wypadku Oliwiera - zaznaczył mec. Kowalski.
Dlaczego sprawa Sebastiana M. stała się głośna?
Sebastian M. oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 na wysokości miejscowości Sierosław (woj. łódzkie) we wrześniu 2023 roku. Z ustaleń prokuratury wynika, że 35-latek jechał swoim BMW 850i nawet 329 km/h i uderzył w osobową Kię. Doszło do pożaru. Żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina: ojciec, matka i niespełna 5-letnie dziecko.
Niedługo po zdarzeniu Sebastian M. wyjechał do Niemiec, skąd drogą lądową udał się do Turcji. Stamtąd wyleciał do Dubaju. Za 35-latkiem wystawiono list gończy. Do sprowadzenia mężczyzny do Polski konieczna była skomplikowana procedura ekstradycyjna i zaangażowanie polskich służb dyplomatycznych.
M. wrócił do Polski w maju 2025 roku. Jego proces toczy się przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim od września 2025 roku. Za zarzucany oskarżonemu czyn grozi do 8 lat pozbawienia wolności.